List do Świętego Mikołaja: Ciepło rodziny, zgubione marzenie i magia polskich świąt – niezwykła hist…

List przez lata

Tomasz wracał z pracy, cicho skrzypiący śnieg pod butami przypominał mu o dawnych czasach. Dzieciństwo zjeżdżanie z górki na tekturowych teczkach, wojny na śnieżki, lizanie sopli, wszystko wydawało się wtedy takie beztroskie i złote…

Naraz usłyszał dziecięcy płacz. Rozglądnął się i dostrzegł na ławce chłopca w brązowym płaszczyku i szarej czapeczce, który głośno chlipał, rozmazując łzy po policzkach.

Tomasz podszedł do niego.
Chłopcze, zgubiłeś się? Czemu płaczesz?
Zgubiłem list… Miałem w kieszeni, patrzę nie ma, i znów wybuchnął płaczem.
Nie płacz, poszukamy razem. O jaki list chodzi? Mama kazała zanosić na pocztę?
Sam napisałem. Do Świętego Mikołaja… Mama nie wie…
Ojoj, nic się nie stało… Napiszesz jeszcze raz…
Ale on już nie zdąży dojść…
Słuchaj, biegnij już do domu, bo ciemno, a ja poszukam twojego listu. Zgoda?
Dobrze… A na pewno go wyślecie, jeśli znajdziecie?
Obiecuję! Wiem, że Święty Mikołaj zna wszystkie dziecięce prośby. Nawet jakbym nie znalazł, i tak coś ci przyniesie.

Malec otarł twarz rękawem płaszcza i pobiegł przed siebie. Biedny chłopak, ile się napisał, a tu taka gafa…

Tomasz szedł dalej, uśmiechając się przy wspomnieniu, jak sam dawniej znajdował pod choinką prezenty, myśląc, że to Święty Mikołaj odpowiedział na jego listy. Minęły już te czasy… Wkrótce jego własny synek przecież też zacznie pisać takie listy na razie ma dopiero cztery lata, jeszcze nie potrafi…

Tomasz, uważnie patrząc pod nogi, niczego nie mógł znaleźć. Żal mu było chłopaka pewno o coś marzył, czegoś bardzo chciał…

Nagle zauważył róg koperty w śniegu. Wyciągnął ją ostrożnie to ten list! Papier był wilgotny, więc Tomasz schował go delikatnie do torby, żeby się nie porwał.

W domu żona Zosia przygotowywała kolację, a synek Michał bawił się autkami. Tomasz czuł się szczęśliwy, z radością wracając do swojego ciepłego, przytulnego mieszkania.

Zosiu, wyobraź sobie, idę dzisiaj, a tu na ławce chłopczyk ze łzami w oczach, list do Świętego Mikołaja zgubił. A ja go znalazłem. Zobaczmy, co napisał…

Tomasz wyjął z kieszeni kopertę. Dziecięcym pismem napisane było: Do Świętego Mikołaja od Jasia Gajewskiego.

Otworzyć? Ciekawe, o co prosił?
Jasne. Przecież list i tak gdzieś by przepadł…

Tomasz ostrożnie rozchylił kopertę i wyciągnął zeszytową kartkę zgiętą na pół. Przeczytał na głos:

Drogi Święty Mikołaju! Pisze do ciebie Jaś Gajewski, z ulicy Mickiewicza 17. Mam dziewięć lat, chodzę do trzeciej klasy. Lubię grać w piłkę i biegać z kolegami.

Mieszkam z mamą Anną i babcią Haliną. Niedawno przeprowadziliśmy się do starego domku, gdzie pozwolili nam mieszkać dobrzy ludzie.

Wcześniej mieszkaliśmy z tatą w innym mieście. Tata często pił i bił mamę. Nieraz i mnie się dostało. Mama i babcia Halina to mama taty często płakały, a ja z nimi. Źle nam było z tatą, więc uciekliśmy, zabierając babcię.

Święty Mikołaju, chciałbym cię poprosić, żebyś pomógł mamie znaleźć nową pracę. Teraz sprząta, ale nie może się schylać, bo ją bolą plecy. I jeszcze podaruj mamie nową sukienkę, bo stara się już porwała. Mama jest wysoka i szczupła, i bardzo ładna!

Dla babci proszę ciepłe tabletki na kolana, bo bolą ją, a mimo to nie jest jeszcze stara. Babcia marzy o ciepłym, miękkim szlafroku, bo marznie. Babcia jest niziutka i drobna.

A ja marzę o pięknej choince z lampkami i kolorowymi bombkami. Dawniej mama stawiała choinkę i był u nas świąteczny nastrój. Dopóki tata się nie upił i jej nie przewrócił…

Czekam na Ciebie, kochany Mikołaju!

Jaś Gajewski.

Tomasz skończył czytać. Zosia miała łzy w oczach.

Boże, jakie to wzruszające… Biedny chłopiec… Uciekli przed pijakiem i teraz brakuje im na wszystko… Patrz, nawet dla siebie o nic nie prosi tylko o choinkę. Wszystko dla mamy i babci…

Oj, musieli niejedno przejść… I babcię matka zabrała, nie zostawiła jej samej. Muszą być dobrzy ludzie. A wiesz co, może spełnimy marzenie tego chłopca, Zosiu? Co myślisz?

To byłoby cudowne, Tomku. Sama dorastałam w takiej rodzinie, pamiętasz, jak tata po pijanemu nas gonił… Jak mama nie miała siły odejść, aż do jego śmierci. Takie dziecięce prośby są teraz rzadkością…

W mojej pracy szukają teraz recepcjonistki, można zaproponować tej Annie. Pensja całkiem niezła, a sprzątać nie trzeba przypomniał sobie Tomasz.

Zobaczmy, czy państwo Nowakowie pożyczą nam stroje Mikołaja i Anioła, pójdziemy do Jasia? Niech wierzy w cuda! Zorganizujemy mu prawdziwe święta. Kupię babci leki na stawy, tak jak zalecał lekarz mojej mamie pewnie podobne. Szlafrok, sukienkę dla mamy chyba ma rozmiar podobny do mojego, są teraz przeceny przed Bożym Narodzeniem. Coś ładnego i solidnego na pewno znajdziemy.

Pieniędzy nam nie brakuje. Dlaczego nie zrobić czegoś dobrego, Tomku?

Jestem za! Jakaś ty dobra, Zośka…

Tomasz objął żonę. Dobrze jest, kiedy w rodzinie wszyscy się rozumieją i idą jedną drogą.

Następnego dnia Zosia kupiła prostą, ale ładną sukienkę w kolorze butelkowej zieleni, mięciutki szlafrok pudroworóżowy, leki dla babci, paczkę cukierków, mandarynki, bombki świąteczne. Tomasz postanowił jeszcze dorzucić niedrogi smartfon dla Jasia, pewnie go nie ma.

Pożyczyli od przyjaciół stroje Mikołaja i Anioła, oraz wielki worek na prezenty. Tomasz kupił też małą choineczkę dla Jasia i jedną dla siebie.

Zosia i Tomasz przebrali się, zapakowali wszystkie prezenty do worka. Tomasz schował choinkę do bagażnika. Pojechali pod adres z koperty. Michał został u babci.

Stary, lekko pochylony domek prowadził doń słaby płot. W oknie paliło się światło.

Tomasz wziął choinkę, Zosia worek z prezentami i cichutko weszli na podwórko, zastukali w drzwi.

Kto tam? otworzyła wysoka, jasnowłosa kobieta koło trzydziestki to musiała być mama, Anna.

Ujrzawszy Mikołaja, speszyła się.
Oj, nie zamawialiśmy wizyty… Chyba pomyliliście adres?
Czy mieszka tu Jaś Gajewski?
Tak, to mój syn…
Mamo, kto przyszedł? dziecięcy głos dochodził z głębi domu. Jaś wyskoczył w dresowych spodniach i swetrze.
Ojej… Święty Mikołaj!

Witaj, Jasiu! Dostałem twój list i jestem tu z Aniołkiem! Przyjmiesz gości?
Mamo, jednak znalazł mój list! Ten pan dotrzymał słowa! chłopiec aż pisnął z radości.
Anna uśmiechnęła się i zaprosiła ich do środka. Z pokoju wyszła babcia, drobna kobieta o pogodnym spojrzeniu.

Gdy chłopiec zobaczył choinkę, aż zaświeciły mu się oczy.

To dla nas? Jest cudna, tak pachnie świętami…

Tak, Jasiu. W każdym domu powinna być piękna choinka! Tutaj masz bombki i lampki, potem sam udekorujesz. Ale najpierw obiecałeś coś zaśpiewać albo powiedzieć jak tradycja każe!

Tomasz mówił głębokim głosem, zupełnie jak Mikołaj z dziecięcych filmów.

Jaś speszył się tak, że zapomniał słów. Patrzył tylko z podziwem na Świętego Mikołaja w długim czerwonym płaszczu z białą brodą.

Jasiu, wiem, że jesteś dobrym chłopcem, dbasz o mamę i babcię, ładnie się uczysz. Dobrze, możesz już sięgnąć do worka!

Mały spojrzał pytająco na mamę, ta skinęła mu głową.

Jaś ostrożnie rozwiązał worek. Najpierw wyciągnął karton ze szlafrokiem babcia była wzruszona. Zaraz też rozwinął sukienkę dla mamy i leki dla babci.

Potem znalazł paczkę z cukierkami i mandarynkami. Na wierzchu leżało pudełko ze smartfonem.

Dla mnie? Prawdziwy telefon? Jesteś prawdziwym Świętym Mikołajem, dziękuję! Wiedziałem! pisnął chłopiec ze łzami szczęścia.

Zdrowia i radości dla waszej rodziny! My już ruszamy dalej…

Tomasz i Zosia zabrali pusty worek i ruszyli ku drzwiom. Za nimi wybiegła mama z babcią.

Powiedzcie, dobrzy ludzie, kim jesteście? Skąd znacie Jasia?

Znalazłem jego list i z żoną chcieliśmy sprawić mu niespodziankę. Przyjmijcie to od serca. Macie wspaniałego syna.

Proszę, oto jego list i nasza wizytówka. W mojej firmie szukamy recepcjonistki pani Anna świetnie się nadaje, jeśli by chciała spróbować.

Dziękuję… Jasiu nie przestaje się cieszyć, dzięki wam spełnił się jego cud…

Droga powrotna upłynęła im w ciszy i wdzięczności, że mogli sprawić święta jednej rodzinie. Bo przecież dawać radość jest stokroć piękniej, niż ją otrzymywać. Żal żadnych wydanych złotówek życie odwdzięczy się tym, co najważniejsze: prawdziwymi emocjami, których nie kupi się nawet za cały worek pieniędzy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

sześć + osiem =

List do Świętego Mikołaja: Ciepło rodziny, zgubione marzenie i magia polskich świąt – niezwykła hist…