Lepiej mieć takiego ojca niż żadnego” — uważa moja była teściowa.

— Lepiej taki ojciec, niż żaden — uważa moja była teściowa.

— Dziecko w każdym przypadku powinno znać swojego ojca! — poucza mnie była teściowa, Wanda Stanisławowa. — Rozwiodłaś się z moim synem, tak. Ale czy przestał być ojcem? Nikt mu tego nie odbierze. Nie wolno odcinać dziecka od bliskiej osoby. Może nie jest idealny, ale czyż nie lepiej taki ojciec, niż żaden?

Słucham jej, a serce ściska się z bólu i dezorientacji. Z Igorem rozwiedliśmy się półtora roku temu. Byliśmy małżeństwem prawie siedem lat. Wszystko zaczęło się jak z bajki: zaloty, wyznania, ślub, potem narodziny syna. Lecz rzeczywistość szybko zatarła złudzenia.

Na początku starałam się nie zauważać — no, wypił, no, spóźnił się. Potem poszło lawinowo: picie, nocne eskapady, kłamstwa, dziewczyny w internecie, „znajomi” o wątpliwej reputacji. A przecież mieliśmy dziecko. Próbowałam ratować nasze małżeństwo. Prośby, awantury, wizyty u psychologa, szczere rozmowy — wszystko. Znosiłam nawet jego „pouczenia”, jak to z nim ciężko żyć. Aż w końcu zrozumiałam — dłużej nie dam rady. Rozwód.

Syn miał wtedy pięć i pół roku. Wynajęłam mieszkanie, znalazłam pracę, Kacpra zapisałam do pierwszej klasy. Zaczęliśmy żyć we dwoje. Nie zabraniałam teściowej widywać wnuka — wręcz przeciwnie, Wanda Stanisławowa, jego matka, zawsze była dla mnie dobra. Pomagała, kiedy mogła: czasem zajęła się dzieckiem, czasem pożyczyła pieniędzy. To dobra i uczciwa kobieta. Tylko jedna wada — zbyt często przymyka oczy na to, co robi jej syn.

A Igor po rozwodzie, jak słyszałam, wcale się nie zmienił. Pił dalej. Praca go nie interesuje, wieczorami wałęsa się po barach, żyje z jej emerytury i dorywczныч zarobków. Ale nagle, rok po rozwodzie, „przypomniał” sobie, że ma syna.

Gdy jeszcze byliśmy razem, Igor niemal nie zauważał Kacpra. Był jak mebel w domu. A teraz nagle domaga się spotkań, chce „odbudować kontakt”. Ale ja wiem, jak wygląda na tych spotkaniach — smród alkoholu, nieogolony, zmęczone oczy. Co on może dać dziecku? Nawet na loda nie ma pieniędzy, a jego mieszkanie to melina z walącymi się meblami.

— Niech choć pod blokiem, na placu zabaw, pobędzie z nim parę godzin! — namawia mnie teściowa. — Przecież będziesz obok, pod oknem. Sam przychodzi, pyta o dziecko. Nie odpędzaj go. To ważne dla Kacpra…

Rozumiem, że za jej słowami kryje się rozpacz. Liczy, że syn, spędzając czas z dzieckiem, opamięta się. Może wnuk obudzi w nim ojcowskie uczucia, zmusi do wzięcia się w garść. A nuż coś się zmieni?

Ale ja znam Igora. On nie chce się zmienić. Po prostu nudzi się i szuka powodu, by poczuć się mniej beznadziejnym. I choć serce krzyczy: „Nie zI w końcu, mimo wszystkich wątpliwości, pozwalam mu zobaczyć się z synem – pod moim czujnym okiem, na godzinę, na chwilę, na próbę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − dwanaście =

Lepiej mieć takiego ojca niż żadnego” — uważa moja była teściowa.