Ławeczka na podwórku Pan Wiktor Stepanowicz wyszedł na podwórko przed drugą. Pulsowało mu w skronia…

Ławeczka na podwórku

Wyszedłem na podwórko trochę po pierwszej. Głowa mi pulsowała wczoraj skończyłem ostatnie śledzie i sałatki noworoczne, a dziś rano rozbierałem choinkę i chowałem bombki. W mieszkaniu było zbyt cicho. Naciągnąłem czapkę, wsunąłem telefon do kieszeni i zszedłem po schodach, jak zawsze trzymając się poręczy.

Styczniowe popołudnie w blokowym podwórku wyglądało niemal jak scenografia: odśnieżone chodniki, nietknięte zaspy i ani żywej duszy. Otrzepałem śnieg z ławeczki przy drugim wejściu do bloku. Puch zsuwał się lekko z desek. Dobrze się tu myśli, zwłaszcza kiedy wokół pustka można posiedzieć pięć minut i wracać do siebie.

Można się przysiąść? rzucił męski głos.

Odwróciłem głowę. Wysoki, schludny mężczyzna, koło pięćdziesiątki, w granatowej kurtce. Twarz jakby znajoma.

Siadajcie, starczy miejsca odsunąłem się. Państwo mieszkają?

Czterdzieści trzy, drugie piętro. Wprowadziliśmy się trzy tygodnie temu. Mirosław jestem.

Edward Stanisławowicz sięgnąłem odruchowo po wyciągniętą dłoń. Witamy w naszym spokojnym zakątku.

Mirosław sięgnął po papierosy.

Nie przeszkadza?

Proszę, proszę. Co tam papierosy komu dziś przeszkadzają.

Nie paliłem już chyba z dziesięć lat, ale zapach tytoniu nagle ożywił we mnie wspomnienia z redakcji dziennika, gdzie przepracowałem większą część życia. Złapałem się na tym, że chciałem wciągnąć nosem dym, ale natychmiast się powstrzymałem.

Pan tu długo już mieszka? zagadnął Mirosław.

Od osiemdziesiątego siódmego. Całe osiedle wtedy jeszcze pachniało nowością.

A ja niedaleko pracowałem, Dom Kultury Metalowców. Realizator dźwięku.

Aż drgnąłem:

U pana Jerzego Zalewskiego?

Dokładnie, to on! A pan…?

Napisałem o nim reportaż. W osiemdziesiątym dziewiątym robiliśmy jubileuszowy koncert, pamięta pan Sierpień występował?

Ten koncert mógłbym opowiedzieć z pamięci! uśmiechnął się Mirosław. Kolumny wielkie targaliśmy, zasilacz co chwilę iskrzył…

Rozmowa zaczęła płynąć sama. Pojawiały się imiona, wydarzenia, słodkie i gorzkie anegdoty. Złapałem się na myśli, że już powinienem wracać, ale co chwilę odkrywałem nowy temat: muzyka, sprzęt, kulisy występów.

Dawno odzwyczaiłem się od długich rozmów. Ostatnie lata na etacie pisałem tylko pilne notki, a od czasu emerytury zamknąłem się w sobie. Tłumaczyłem sobie, że tak bezpieczniej nie mieć zobowiązań, nie przywiązywać się do nikogo. A jednak poczułem, jakby coś we mnie odmarzło.

Wie pan co Mirosław zgasił trzeciego papierosa mam w domu cały archiwum. Plakaty, zdjęcia, nawet kasety z koncertów, sam nagrywałem. Jakby pan chciał…

Po co mi to, przemknęło mi przez myśl. Potem trzeba będzie czasami bywać, rozmawiać, może zaprzyjaźnić się po sąsiedzku moje rytuały runą. A przecież cóż tam jeszcze zobaczę nowego.

Można zobaczyć, czemu nie powiedziałem. Kiedy będzie pasowało?

Choćby jutro, około piątej? Akurat wracam wtedy z pracy.

Zgoda wyjąłem telefon i otworzyłem kontakty. Niech pan zapisze numer. Gdyby coś się zmieniło, zadzwonię.

Wieczorem długo nie mogłem zasnąć. Przewijałem w myślach naszą rozmowę, przywoływałem szczegóły dawnych czasów. Parę razy sięgałem po telefon żeby odwołać, wymówić się. Nie zadzwoniłem.

Rano obudził mnie dźwięk telefonu. Na ekranie: Mirosław, sąsiad.

Nadal aktualne? głos w słuchawce był nieco nieśmiały.

Tak, będę o piątej odpowiedziałem bez wahania.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × trzy =

Ławeczka na podwórku Pan Wiktor Stepanowicz wyszedł na podwórko przed drugą. Pulsowało mu w skronia…