Pamiętam, jak któregoś lata, dawno temu, wybrałam się do uzdrowiska na kurację postną, by oczyścić organizm. Tam, podczas jednego z dni, wyszłam się opalać, a obok mnie, na leżaku, leżała piękna dziewczyna o urodzie modelki. Zagadałyśmy do siebie i szybko nawiązałyśmy rozmowę. Rozmawiałyśmy o celach postu.
Muszę zrzucić czterysta gramów powiedziała. Roześmiałam się od razu, myślałam, że żartuje. Ale ona była całkiem poważna.
Już od roku czuję się gruba. Mój chłopak powiedział, że mnie zostawi, jeśli nie schudnę… Widzisz to? pochwyciła skórę na brzuchu. Wstyd mi usiąść…
Długo nie mogłam przestać o niej myśleć, nazwałam ją w myślach Iga Cztery Deka. Jakiś czas potem wciąż analizowałam tę sytuację. Wychodzi na to, że według takich panów ludzi pokroju mojego można by spokojnie zepchnąć ze skały, bo w idealnej Sparcie tylko chude mają prawo życia, a dla tych z wałeczkami nie ma miejsca.
Parę dni później trafiłam na dużą, nieznajomą sobie imprezę w restauracji, była okazja do świętowania. Siedziała tam pewna zadbana dama, pięknie zakładając nogę na nogę. Połysk cienkich rajstop podkreślał idealne nogi, pantofel zwisał z pięty, ledwo trzymając się na palcach, a ona z gracją piła wodę z kieliszka do wina, przyciągając męskie spojrzenia jak magnes.
Wtem zjawił się jej mąż. Zbliżył się do stołu, uścisnął dłonie wszystkim panom w geście powitania, jej zaś przez zaciśnięte zęby warknął: Przykryj się! Wystawiłaś uda!…
Zesztywniała i poczerwieniała, poprosiła kelnera o pled choć siedziała tuż przy kominku owinęła się szczelnie i resztę wieczoru przesiedziała skulona jak wróbel na mrozie.
Z czasem zaczęłam czytać biografie znanych polskich pisarzy i poetów, mając nadzieję, że znajdę tam sekret ich sukcesu w stylu życia. Szybko jednak zrezygnowałam, bo trudno jest połączyć żywego człowieka ze zbieraniną przyziemnych słabości i jego genialnym dziełem.
Porzuciłam tę lekturę na biografii Adama Mickiewicza. Uwielbiam Pana Tadeusza, lecz niektórych faktów z życia autora nie mogłam znieść. Nie dość, że Mickiewicz przejawiał niezdrowe zainteresowanie tematyką śmierci, to i… Gdy po piątym dziecku (córce Marysi) jego żona Celina ciężko nam chorowała i lekarze odradzili jej kolejne ciąże, on odrzekł: No to po co mi ona?
Celina urodziła w sumie trzynaścioro dzieci…
Spoglądam dziś na Instagram. Roi się tam od pięknych dziewczyn rodem z katalogów. Ich dzień upływa na fitnessie, solarium, zabiegach SPA. Całe życie poświęcają własnemu ciału, a przemysł piękności aktywnie to podtrzymuje. Praca bycia profesjonalną pięknością to kosztowna i wyczerpująca kariera.
Doceniam każdy trud, ale myślę, że znowu się nam wszystko pomieszało. Dziewczyny chcą być piękne dla miłości. By chłopak je zauważył, by wybrał właśnie ją. Powiedziano im: piękne to znaczy: szczupłe, brwi cieniutkie, usta napompowane, pośladki okrągłe i one bez protestów ruszyły dostosować się do standardów.
A chłopakom coraz trudniej wybrać spośród tłumu jednakowych, laleczkowatych dziewcząt…
Pamiętam, jak pewnego lata byliśmy z mężem na rynku ogrodniczym on kupował coś do ogródka, a ja błąkałam się bez celu między straganami. Trafiłam na stanowisko z figurkami do ogrodu: lampki, kwiaty, wiatraczki, konewki, króliczki, liski… Przy wielkich ogrodowych krasnalach w czerwonych czapkach, przez które przypominali muchomory, dwóch mężczyzn wybierało najładniejszego krasnala.
Jeden macał po kolei krasnale, podnosił, obchodził dokoła, aż drugi wybuchł śmiechem:
No weź, bracie, zdecyduj się szybciej Wczoraj panienki wybierałeś z tą samą miną!
Śmiałam się do łez.
Dziewczyny, kochane, Iga Cztery Deka, Magda Przykryj Uda, Celina Trzynaście Dzieci… Jak to możliwe, że nie potraficie kochać siebie, docenić, uszanować? Jak można pozwolić traktować się jak wadliwy towar i brać to za miłość? Kto wam wpoił, że piękne ciało i twarz to warunek szczęścia?
Mam setki dowodów, że wygląd nie ma nic wspólnego z miłością.
Moja znajoma poznała męża w klinice nefrologicznej. Zakochał się w niej, kiedy była blada, ubrana w szlafrok i z wielkim workiem do dializy wystającym spod koszuli nocnej.
Spójrzcie na Fridę Kahlo? Widzieliście? A jej brwi? I co? Najbardziej niezwykli mężczyźni o nią rywalizowali.
Kiedyś, lata temu, miałam źle usuniętą ósemkę szczęka tak mi spuchła, że nie do poznania, z ust lała się krew, byłam słaba i omal nie padałam z wycieńczenia. Leżałam w domu, zapuchnięta, z rozciętą buzią, a mąż poił mnie kefirem, bo nic innego nie przechodziło przez gardło, a energii bardzo brakowało.
Po kefirze zostawały mi pod nosem mleczne wąsy. Sięgam po lusterko, patrzę na siebie, szepczę: Boże… i zaczynam płakać z przerażenia.
A on wtedy mówi: Najpiękniejsza jesteś na świecie, słyszysz? Najpiękniejsza! Teraz także! Wyjdziesz za mnie? Wyjdź!
Potem, gdy już wyzdrowiałam, był restauracja, pierścionek, jedno kolano, oklaski gości i kelnerów, baloniki pod sufitem, kwiaty i tak… Ale najczulej wspominam to pierwsze, prawdziwe oświadczyny. Wtedy mu uwierzyłam. Bo piękno nie leży w wyglądzie, a miłość nie sprowadza się do niedoskonałości.
To nasze wady czynią nas żywymi, jedynymi w swoim rodzaju. I za nie właśnie jesteśmy kochane. Za to, co czyni nas nami!
W ogóle, tak naprawdę, nie istnieje ideał. Może tylko każdy ma swój własny.
Niedawno postanowiłam założyć aparat na zęby są krzywe, obiektywnie. Mąż podsumował to:
Uwielbiam Twój uśmiech i zupełnie nie rozumiem, po co się męczyć aparatem. Zrób to, jeśli TY tego pragniesz. Gdybym miał decydować, zostawiłbym wszystko, jak jest.
Po urodzeniu pierwszego syna ważyłam 118 kilo, a on obsypywał mnie komplementami, zupełnie odbierając motywację do odchudzania. Schudłam wtedy, gdy sama chciałam.
Oglądaliśmy ostatnio zdjęcia, gdzie z malutkim synkiem rozlanym na kanapie pytam męża:
Czemu mi nie powiedziałeś, żebym schudła, taka byłam gruba…
A z Ciebie była taka apetyczna pączuszka, schudnij, jak chcesz Ty. Mnie wszystko się podobało.
A gdy pięć lat temu latem miałam paskudny atak łuszczycy, a ogniska rozlały mi się po ciele jak ameby, wyjechaliśmy na wakacje. Odmawiałam rozbierania się na plaży, a mąż pyta: A co jest nie tak? i zrozumiałam, że on naprawdę nie widzi problemu. Dla niego wciąż jestem piękna, łuszczycy nie widzi, ale mnie dostrzega.
Nie chcę tu reklamować własnego męża, lecz raczej typ relacji. Jeżeli Twój mężczyzna wymaga od Ciebie spełnienia jego kanonu piękna to nie miłość, to dominacja.
Jesteś piękna jak dojrzałe polskie jabłko, a on widzi tylko robaka? To nie jabłuszka mu brak, tylko pragnie władzy.
Możesz iść za nim ze strachu przed stratą. Ale zastanów się: co tracisz? Tyrana, który traktuje Cię jak ogrodowego krasnala w muchomorowej czapce?
Każdy mężczyzna samiec dąży do dominacji. Lecz autorytet powinien budować nie na Twoim strachu, a na podziwie i szacunku. Twoja uległość powinna być wyborem. Wybierz tego, za kim pójdziesz świadomie, bo jest pewny siebie, silny, niezawodny i czuły. Chwyci Cię za rękę i pójdzie na koniec świata, a Ty mu zaufasz, bo wybranie właściwego to Twoja odpowiedzialność.
A prawo prowadzić Cię przez życie trzeba jeszcze zdobyćI gdy patrzę na swoje życie, pełne śladów na skórze, śmiechu w zmarszczkach i rozlanej gdzieś na kanapie miłości, dochodzę do wniosku, że najpiękniejszego szczęścia nie wymyślą żadne poradniki ani katalogi. Ono rodzi się tam, gdzie ktoś widzi w nas człowieka, a nie projekt do naprawy. Przychodzi nie wtedy, gdy jesteśmy gładko wyprasowani i poprawni, lecz właśnie wtedy, kiedy rozplątujemy włosy, zmywamy makijaż i pozwalamy by padało na nas ciepłe, codzienne światło.
I tego życzę sobie i każdej z was: abyście kiedyś spojrzały na siebie z taką łagodnością, z jaką patrzą na was ci, którzy naprawdę kochają. Byście były dla siebie dobre jak dla zagubionej przyjaciółki. Bo może, zamiast zadawać pytania o kanon piękna, lepiej zapytać najprościej: czy jestem dziś dla siebie wystarczająco czuła? Czy gotowa jestem wyjść z nimi na spacer, zapuchnięta i z mlecznym wąsem pod nosem?
Niech wasze życie będzie jak ogród pełen najróżniejszych krasnali jedne z rozbieganymi oczami, inne śmiesznie pochylone, kolorowe i całkiem zwyczajne. Bo żaden krasnal nie musi być idealny, żeby rozjaśniać czyjś trawnik. I żadna z nas nie potrzebuje zgody świata, by poczuć, że jest w sam raz.
Wyciągam więc rękę do tej dziewczyny z leżaka, do damy pod kocem i do siebie samej sprzed lat i szeptam: wystarczysz. Jesteś do kochania. Jesteś piękna właśnie taka, jaka jesteś.


