**Pamiętnik**
Leżałam z zamkniętymi oczami. Po drugiej stronie pokoju, na swoim łóżku, siedziała Kasia, skrzyżowawszy nogi, i czytała na głos podręcznik. Nagle mój telefon rozbrzmiał popularną melodią. Kasia zatrzasnęła książkę i spojrzała na mnie z wyrzutem.
Niechętnie odebrałam. Po chwili już siedziałam na łóżku, potem odrzuciłam telefon, zerwałam się i zaczęłam się kręcić po ciasnym pokoju, pakując rzeczy z szafy do sportowej torby.
— Gdzie się wybierasz? Co się stało? — zaniepokoiła się Kasia.
— Sąsiadka dzwoniła, mamę zabrali do szpitala, zawał. — Zasunęłam zamek w torbie i podeszłam do drzwi, gdzie wisiały nasze kurtki, stały buty i kozaki.
— Jutro egzamin. W szpitalu się nią zajmą. Zdaj i wtedy jedź — powiedziała Kasia, wstając z łóżka i patrząc, jak wciągam kozaki.
— Słuchaj, wyjaśnij wszystko w dziekanacie, przyjadę i ogarnę. Zdasz za mnie w sesji poprawkowej. Autobus mam za czterdzieści minut. — Już zapinałam kurtkę.
— Zadzwoń, jak tylko coś się zmieni — poprosiła Kasia, ale ja już wybiegłam z pokoju. Za cienkimi drzwiami słychać było miarowy stuk moich obcasów.
Kasia wzruszyła ramionami i wróciła do pokoju. Zauważyła ładowarkę na moim łóżku, złapała ją i boso pobiegła za mną.
— Agnieszka! Agnieszko, stój! — krzyczała, zbiegając po schodach.
Drzwi wejściowe zatrzasnęły się. Kasia przeskoczyła kilka stopni, pchnęła drzwi i omal nie wyleciała za mną na ulicę.
— Agnieszka!
Odwróciłam się, zobaczyłam kabel w jej rękach i wróciłam po niego.
— Dzięki. — I znów pobiegłam dalej.
— Nowak, co tu się dzieje? Jedna drzwi wyważa, druga boso na mróz wybiega. Naćpane jesteście, czy jak? — spod stołu podniosła się dyżurna woźna, pani Zosia.
— Przepraszamy, pani Zosiu, nie bierzemy nic — powiedziała Kasia, przestępując z nogi na nogę. Piasek i kamyki wbijały się w jej bose stopy. Przed akademikiem lód był grubo posypany piaskiem.
— Mamy Agnieszki trafiła do szpitala. Zimno mi, mogę iść? — Kasia nie czekała na odpowiedź i pobiegła na górę.
— O, Jezu! — Pani Zosia ciężko opadła na krzesło i przeżegnała się. — Zachowaj nas, Panie!
Kasia wróciła do pokoju, otrzeKiedy wieczorem ktoś delikatnie zapukał do drzwi, Kasia otworzyła je i zobaczyła przed sobą Tymona z małym bukietem stokrotek w dłoni – tak zaczęła się historia, której konsekwencje miały naznaczyć ich życie na zawsze.



