Kupuję dla siebie najlepsze mięso z indyka i gotuję na parze kotlety, a dla mojego męża wybieram stare wieprzowe, czasem już trochę przeterminowane.
Mam pięćdziesiąt siedem lat. Ponad trzydzieści lat jestem żoną. Przez te wszystkie lata prałam, gotowałam i dbałam o ciepło domowego ogniska. Z Marianem doczekaliśmy się dwójki dzieci, które wychowałam i wykształciłam praktycznie sama. Całe życie pracowałam w biegu trochę jak wiewiórka w kołowrotku na dwóch, nawet trzech etatach, by nasze dzieci nie odstawały od rówieśników i miały wszystko, co trzeba.
Przez ten cały czas mój mąż właściwie nigdy się nie przemęczał. Po osiągnięciu wieku emerytalnego przestał pracować i osiadł w domu na dobre. Ja nadal chodzę do pracy, odprowadzam wnuki do przedszkola, gotuję obiady i sprzątam. Często prosiłam Mariana, żeby spróbował jeszcze gdzieś dorobić choćby jako stróż nocny czy pracownik ochrony ale zawsze słyszałam, że damy radę bez jego dodatkowych groszy.
Przy jedzeniu też wykazuje się sprytem! Ja nie mam kiedy ugotować porządnego obiadu, a kiedy wracam po całym dniu, okazuje się, że Marian pożarł to, co najlepsze zostawi mi tylko rosołek albo kilka ziemniaków.
Kiedyś poskarżyłam się koleżance. Poradziła, żebym gotowała osobno: dla niego tanio, dla siebie lepiej. Tak zrobiłam. Powiedziałam mężowi, że lekarz zalecił mi dietę, więc nie może ruszać mojego jedzenia. Teraz ukrywam swoje posiłki, a gdy Marian idzie do piwnicy czy garażu, jem czekoladę i inne łakocie. Kiełbasy i sery też chowam w najdalszych zakamarkach lodówki. Dobrze, że mamy dwie lodówki w jednej domowe zapasy, w drugiej moje skarby.
Facetom wszystko jedno, nawet nie zauważą zmian. Sobie kupuję indycze mięso, gotuję zdrowe rzeczy na parze, a jemu doprawiam przecenione kawałki wieprzowiny i nie przejmuje się, że to już nie pierwszej świeżości. Makarony z najtańszej półki dla niego, a dla mnie najlepsza kasza i makarony z pszenicy durum, choć kosztują trochę więcej jakieś 10 zł za paczkę.
Nie uważam, żebym robiła coś złego. Skoro Marian chce jeść lepiej, niech znajdzie sobie jakieś zajęcie przecież nigdy nie miał problemu z wygodnictwem. W tym wieku rozwód to już głupota pół życia za nami, dzieci na swoim, wspólny dom. Na co mam dzielić majątek i zaczynać wszystko od nowa?
Z wiekiem człowiek uczy się stawiać granice i dbać o siebie. Nauczyłam się, że poświęcenie dla innych nie powinno oznaczać rezygnacji ze swoich potrzeb. Dobrze jest pomagać bliskim, ale nie wolno zapominać, że też jesteśmy dla siebie ważni.



