Kto wie, dokąd popłynie rzeka przeznaczenia

Kto wie, gdzie skręci rzeka przeznaczenia

Cały ostatni miesiąc Wojciech chodził zamyślony, małomówny wobec żony Małgorzaty. Żona patrzyła na niego z niepokojem i myślała:

Chyba coś mu dolega, na pewno coś się dzieje. Za chwilę skończy czterdzieści pięć lat, szykujemy mu przecież jubileusz w kawiarni. Trzeba go wziąć za rękę i zaprowadzić do lekarza, mam tam przecież znajomego doktora. Trzeba by zrobić badania, może coś jeszcze…

Małgorzata zwierzała się ze swoich domysłów i zmartwień przyjaciółce Zofii, a ta nagle powiedziała:

Mój Zbyszek jak się zakochał w innej babce, to też taki chodził osowiały.

Oj, co ty mówisz, Zośka. Nie porównuj swojego Zbyszka z moim Wojtkiem machnęła ręką Małgorzata.

A czym twój Wojtek jest lepszy od mojego Zbyszka?

Ano, właśnie w tym rzecz, że nie jest. Twój Zbyszek to przystojniak, dusza towarzystwa, babiarz przecież, prawda? A mój Wojtek to taki cichy, dwa słowa z nim ciężko zamienić. Nawet o rękę sama go poprosiłam, jak byliśmy młodsi. I gdybym się do niego nie wprowadziła, pewnie do dzisiaj chodziłby kawalerem.

Rok temu Zofia przyłapała swojego Zbyszka z inną kobietą. Małgorzata ją pocieszała:

A daj sobie z nim spokój. Zajmij się sobą, przestań płakać, wyrzuć zdrajcę z domu.

Zofia rzuciła się w wir życia. Wyrzuciła Zbyszka z mieszkania, a sama zaczęła bywać po barach, klubach, flirtowała z facetami na lewo i prawo, ścięła się krótko, wszystkim mówiąc: zmieniam image. Małgorzata patrzyła na to z przerażeniem. Nie to miała na myśli. Mówiła przecież: idź na jakiś kurs, zapisz się na taniec, rozwijaj się, zacznij uprawiać sport.

Jednak Zosia po czasie wybaczyła Zbyszkowi. Małgorzata nie mogła tego zrozumieć.

Swojego Wojtka nigdy bym nie wybaczyła myślała.

Z Wojtkiem byli małżeństwem od dawna, zaraz minie dwadzieścia sześć lat. Znają się jak łyse konie, razem przeszli przez niejedno, wychowali dwóch synów, już niedługo wnuki się pojawią. Niby jeszcze młodzi, ale już planowała uroczysty jubileusz dla męża, pogadała nawet z rodziną, a Wojtkowi zamierzała powiedzieć później.

Pobrali się tuż przed końcem studiów. Poznali się na rajdzie. Studiowali na innych wydziałach, ale okazali się z tego samego miasta z Poznania. Na czwartym roku oba wydziały wybrały się razem na rajd, nie cały rok, ale grupa chętnych. Siedzieli przy ognisku. Ona pierwsza zwróciła uwagę na cichego Wojtka. Trochę się wstydziła, potem niepostrzeżenie się zbliżyli, ona nawet roztoczyła nad nim opiekę, cerowała mu koszulę, kiedy się o gałąź zaczepił.

A Wojtek nosił jej ciężki plecak. Tak się zaprzyjaźnili. Potem coraz częściej się spotykali i przyjaźń przerodziła się w miłość. Małgorzata wszystkich decyzji podejmowała jako pierwsza nawet wyznała pierwsza, że go kocha. Za nią podążył:

Małgośka, chyba i ja się zakochałem.

To co, powinniśmy być razem. Przeniosę się do ciebie i złożymy podanie do urzędu stanu cywilnego nie miał nic przeciwko.

Zabrała rzeczy i wprowadziła się do mieszkania, gdzie Wojtek mieszkał ze swoją starą babcią. Najbardziej ucieszył się ojciec Wojtka, bo babcia Genowefa była jego matką. Mama Wojtka nie rozmawiała z teściową od młodości. Opiekować się nie chciała, więc wrażliwy wnuk Wojtek przeniósł się do babci, bo ta chorowała. Teraz to Małgorzata się nią opiekowała.

Wojtuś, bardzo mi się twoja Małgosia podoba, taka zaradna, taka pracowita, wszystko jej w rękach pali. Taka żona to skarb. Jak tylko się pobierzecie, przepiszę wam mieszkanie. Dbaj o Małgosię mówiła babcia Genia.

Wkrótce się pobrali. Potem babcia umarła. Synowie urodzili się jeden po drugim. Dziś starszy ma dwadzieścia trzy lata, młodszy dwadzieścia jeden. Życie Małgorzaty i Wojciecha płynęło spokojnie, jeździli razem na wakacje, dzieci zawsze z nimi. Jednak ostatnio Wojtek chodził dziwnie nieobecny. Niedawno powiedział niespodziewanie:

Można powiedzieć, że życie minęło, a my tak naprawdę nic ciekawego nie przeżyliśmy, Gośka Małgorzata się zezłościła:

Wojtek, co ty wygadujesz? Ani razu nie spędziliśmy urlopu w domu, byliśmy nad Mazurami, nad Bałtykiem, zwiedziliśmy Bieszczady, nawet dwa razy polecieliśmy do Turcji. Dzieci wyrosły na ludzi, wkrótce wnuki!

Nie o to chodzi machnął ręką i zamilkł, dziwnie na nią patrząc. Ona nie zwróciła na to uwagi.

Wojtek, może na twój jubileusz zaprosi się Marka z Heleną, w końcu to przyjaciele, choć mieszkają w Warszawie.

Jaki jubileusz? zdziwił się.

No jak to jaki, twój czterdziesty piąty, świętujemy przecież w kawiarni.

Tak? znów spojrzał na nią dziwnie. Nawet nie wiedziałem, że już wszystko ustaliłaś.

I tak Małgorzata siedzi sama na kanapie, patrzy w podłogę, nie płacze chociaż czuje się zupełnie zagubiona.

Nigdy nie myślałam, że coś takiego mnie spotka przeżywała wszystko w ciszy.

Dziś Wojtek wrócił z pracy bardzo wcześnie, zupełnie nieoczekiwanie. Od ponad półtora roku zostawał zawsze dłużej, więc się przyzwyczaiła.

Cześć powiedział, siadając w kuchni nawet nie zdejmując kurtki.

Cześć, Wojtek, rozbierz się, umyj ręce i chodź na kolację powiedziała rutynowo.

A Wojciech się nie ruszał, siedział ze spuszczoną głową.

Małgośka, wybacz, ale odchodzę od ciebie powiedział cicho.

W jakim sensie odchodzisz? Gdzie idziesz? Ściągnij płaszcz, pewnie ci coś jest… Ostatnio się skarżysz, pójdziemy razem do lekarza…

Wojtek podniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy.

Jestem zdrowy. Tu nie chodzi o lekarza. Zakochałem się, spotykam się z koleżanką z pracy już drugi rok.

Młodszą sobie znalazłeś? odburknęła Małgorzata.

Nie jest młodsza, zwyczajna kobieta… ale prawdziwa.

A ja to kto, Wojtek? zdziwiła się.

A ty? Ty jesteś moją gospodynią domową, a ja twoim pieskiem na smyczy. Wszystko decydujesz za mnie, nawet w co mam się ubrać, gdzie i jak spędzamy czas, co jemy, jak świętujemy moje urodziny. Nawet na mecz nie mogę pójść, bo twoim zdaniem to strata czasu, a ja lubię piłkę.

Wojtek, przecież chcę dla ciebie jak najlepiej! Staram się… zaczęła, ale on jej przerwał.

Wszystko, co zarabiam, oddaję tobie. Ty wszystkim zarządzasz. Nawet na kawę czy papierosy wydzielasz mi pieniądze. Myślałaś kiedyś, że to upokarzające dla faceta? Nie mogę iść z kolegami do pubu na piwo, bo nigdy nie mam przy sobie kasy mówił cicho i spokojnie, swoim sposobem.

Małgorzata uklękła przy nim, patrząc w oczy.

Ale Wojtek, przecież zawsze tak było, czemu jesteś nagle taki zbuntowany? Dobra, mogę ci wydzielać pieniądze na piątkowe wypady, razem pójdziemy na mecz. Pójdziemy na zakupy, sam sobie wybierzesz ciuchy…

Wojtek znów spojrzał na żonę obco.

Gosia, ty nic nie rozumiesz podniósł głos, ona się zdziwiła. Chcę żyć i oddychać po swojemu, mieć własne zdanie. Chcę jeść to, co mi smakuje, a nie to, co ty lubisz. Nigdy nie mam chwili tylko dla siebie, wszystko narzucasz mi ty. Nigdy się nie sprzeciwiłem, a jednak każda rzecz w moim życiu rozstrzyga się bez mojego udziału. Kiedyś jednak przestaje się to wytrzymywać. Czuję się jak dziecko pod opieką, ty jesteś moją opiekunką.

Czy ona pozwala się sobą opiekować?
Boże, Wojtek, a ona nie jest taka? spytała gorzko.

Nie. Ona naprawdę pozwala mi być facetem, rozumiesz? Pozwala żebym o nią dbał, troszczył się. Pozwala mi być sobą.

Małgorzata nigdy nie widziała męża takiego. Odżył, jakby się przebudził Zrozumiała, że Wojtek naprawdę zakochał się, jak kiedyś, dawno temu.

Ale przecież tak nie można… myślała. W naszym wieku? Wstyd! a na głos powiedziała Wojtek, z powodu chwilowego zauroczenia chcesz niszczyć rodzinę? A co ludzie powiedzą? Opamiętaj się, Wojtek. Wszyscy myślą, że mamy idealną rodzinę.

Jaką idealną rodzinę, Małgorzato? Dla kogo ta gra?

Małgorzata zrozumiała, że mąż zrobił jej prawdziwy przewrót, bunt. Była wobec tego bezradna. Zaczęła płakać pierwszy raz w życiu.

Małgosiu, płaczesz? zdziwił się.

Objęła go, ale Wojtek był nieugięty. Delikatnie odsunął jej ręce, poszedł do pokoju, spakował torbę i wyszedł. Małgorzata została w pustym mieszkaniu, w ciszy.

Nigdy bym się nie spodziewała, że los tak przekręci mój życiorys, że z żony zamienię się w samotną kobietę, a przed sobą mam stare lata… Zostanę sama.

Małgorzata zadzwoniła do Zofii ta natychmiast przyszła i pocieszała ją:

Małgoś, ile my jeszcze mamy lat, spokojnie. Przecież sama mówiłaś mi kiedyś o kursach, o tym, żeby się rozwijać… Ja w końcu nie skorzystałam, Zbyszek wrócił, to była tylko przygoda, a tak naprawdę mnie kocha. Może i Wojtek wróci, jeszcze się zastanowi mówiła, choć w duchu nie wierzyła, bo Wojtek to zupełnie inny człowiek niż jej Zbyszek.

Nie, Zośka, mój Wojtek odszedł na dobre. Powiedział mi takie rzeczy… Nie wróci już. Musisz znać Wojtka.

Gdy przyjaciółka poszła, Małgorzata jeszcze długo siedziała bez ruchu. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, kim się teraz opiekować i komu rozkazywać. Będzie musiała nauczyć się samotności. A może coś się jeszcze wydarzy w jej życiu? Kto wie, gdzie skręci rzeka przeznaczenia. Może kiedyś odnajdzie jeszcze swój drugi brzeg.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + siedemnaście =

Kto wie, dokąd popłynie rzeka przeznaczenia