Minęły dwa lata samotności Zosi. Tak się potoczyło jej życie została wdową w wieku dwudziestu siedmiu lat. Z mężem byli razem krótko, niecały rok, już planowali dzieci, gdy nagle wszystko się zawaliło.
Tomek wrócił z pracy wcześniej z bólem głowy.
„Szef mnie puścił, głowa mnie rozsadza” powiedział żonie, gdy ona też wróciła i znalazła go bladego, leżącego na łóżku w sypialni.
„Tomek, może wezwiemy pogotowie? To już kolejny raz masz takie ataki” nalegała Zosia.
„Nie trzeba, prześpię się, nie pierwszy raz” odparł i odwrócił się do ściany.
„Zrobię ci herbatę z miętą” wyszła do kuchni.
Gdy zaparzała herbatę, nie mogła przestać myśleć:
„To już kolejny raz, nie chce iść do lekarza. Trzeba go jakoś namówić. Co to za życie, żeby w trzydziestkę męczyć się z takimi atakami? To nie może być bez powodu.”
Zosia przyniosła mężowi herbatę, postawiła kubek na nocnej szafce i cicho zawołała:
„Tomek, Tomek…” Nie odpowiadał. Dotknęła jego ramienia żadnej reakcji. Potem mocniej potrząsnęła nic. Przestraszona, szybko zadzwoniła na pogotowie, a potem do teściowej ze łzami w głosie:
„Helena, Tomek leży i się nie rusza, wezwałam karetkę.”
„Już jadę” odpowiedziała.
Teściowa przyszła chwilę przed karetką mieszkała w sąsiednim bloku. Gdy przyjechali ratownicy, młody lekarz przewrócił Tomka na plecy, sprawdził puls i powiedział:
„Niestety, już nic nie możemy zrobić. Wasz mąż nie żyje, współczuję.”
Co było dalej? Pamiętała to jak przez mgłę. Sąsiedzi pomagali. Bo te dwie kobiety, przytłoczone nagłym ciosem, nie miały krewnych. Po pogrzebie obie długo dochodziły do siebie. Wspierały się, odwiedzały. Dobrze, że obie pracowały praca trochę odrywała od myślenia.
Zosia została sama w nowym mieszkaniu, do którego z Tomkiem wprowadzili się pół roku wcześniej. Ciągle patrzyła na ślubne zdjęcia na ścianach. Choć Helena mówiła, żeby schować je do szuflady, Zosia nie mogła się na to zdecydować. Nie potrafiła pogodzić się ze śmiercią męża. Odszedł tak młodo lekarze wykryli u niego podstępną chorobę mózgu. Stąd te nagłe odejście.
Poznali się półtora roku wcześniej, mieszkali razem, ale ślub wzięli dopiero niedawno. Zbierali pieniądze na wkład do mieszkania, potem pomagali leczyć chorą nogę Heleny. W końcu wszystko się ułożyło. Wzięli ślub i zamieszkali w nowym mieszkaniu z nowymi meblami.
Pewnego dnia przyszła Helena do Zosi. Kim była teraz? Byłą teściową? A może po prostu teściową? Żyły w zgodzie. Helena zrzekła się spadku po synu na rzecz Zosi. Tak co tydzień się widywały, często dzwoniły.
Minął rok, a Zosia nie mogła zapomnieć o mężu. Ale Helena zaczęła delikatnie mówić:
„Zosiu, jesteś młoda, nie możZosia uśmiechnęła się przez łzy, patrząc na swoje nowe życie, pełne miłości, rodziny i nadziei.



