Stopniowo doprowadziliśmy do domu cioci wodę, a potem zadbaliśmy o gaz. W końcu zrobiliśmy dla niej wszystko, co mogło jej ułatwić życie. Później, szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, znalazłam dom cioci Elżbiety na stronie Otodom najpopularniejszym polskim portalu z nieruchomościami.
Moja siedemdziesięcioośmioletnia ciocia Elżbieta ma dwie siostry. Jedną z nich jest moja mama, Maria. Ciocia była zamężna przynajmniej dziesięć razy. Jej ostatni mąż, pan Stanisław, zmarł równo dziesięć lat temu. Nie doczekała się własnych dzieci. Przez całe życie mieszkała z mężem w starym domu na obrzeżach Lublina, dom był skromny dwa pokoje, a na podwórku wychodek zamiast łazienki.
Pan Stanisław był typem człowieka, o którym mówi się, że wnosi kolory do życia. Często ich odwiedzaliśmy. Młodsza siostra cioci, Teresa, mieszkała w Malmö. Kiedyś ich kontakt ograniczał się do ligawkowych rozmów telefonicznych, głos słabł, a tematów brakowało.
Po śmierci pana Stanisława nasza obecność stała się codziennością. Ze swoich ciężko zarobionych złotych regularnie kupowaliśmy węgiel i drewno do pieca. Pomagaliśmy cioci w sadzeniu pomidorów, podcinaniu jabłoni, nawet w zamieciach nigdy nie chcieliśmy od niej nic w zamian. Proponowaliśmy jej, by zamieszkała z nami w bloku na osiedlu w Lublinie, ale ona zawsze odpowiadała: Nie urodziłam się do życia wśród bloków miejskich.
Krok po kroku podłączyliśmy wodociąg, później gaz. Zrobiliśmy w domu kanalizację, zbudowaliśmy ciepłą łazienkę na podwórku, wymieniliśmy stary eternitowy dach na nowy, żeby żyło jej się lepiej w tej wiejskiej ciszy. W rewanżu ciocia Elżbieta powiedziała łamiącym się głosem przy stole, że dom w spadku przekaże moim dzieciom jej wnukom siostrzeńcom.
Każda prośba, każdy płacz, zawahanie byliśmy na miejscu, wsiadaliśmy do wysłużonej skody i jechaliśmy kilkanaście kilometrów pod miasto. Okazało się jednak, że pewnego dnia ciocia wyjechała do Szwecji, na stałe zamieszkała z Teresą. Zwykłe rozmowy między siostrami zamieniły się w gorącą, nieoczekiwaną miłość. A dom? Usłyszeliśmy, że na razie lepiej zostawić wszystko jak jest.
Nie dawało mi to spokoju. Bez względu na to, jak rozwiną się relacje pomiędzy Elżbietą i Teresą, liczyłam, że ciocia jednak wróci. Teresa w Malmö miała własną rodzinę, męża Magnusa, dorosłą córkę Agnieszkę. Wszyscy razem mieszkali w nowoczesnym domu z ogrodem nad Bałtykiem.
Mieliśmy jeszcze klucze do domu pod Lublinem i postanowiliśmy pojechać w kolejny weekend, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku. Jednak nasz klucz nie pasował do zamka został wymieniony. Na ogrodzeniu wielkimi białymi literami stało: NA SPRZEDAŻ.
Kiedy wróciliśmy rozgoryczeni do Lublina, weszłam na Otodom. Odnalazłam ogłoszenie: dom sprzedany za blisko dwieście tysięcy złotych. Zadzwoniłam do agenta nieruchomości. Usłyszałam, że dom jest już sprzedany, nowy właściciel podpisuje akt notarialny. Nie miałam odwagi zadzwonić do Elżbiety, byłam na nią śmiertelnie obrażona.
Gdyby nie nasze złote, dom pozostałby ruiną. Ciocia zadzwoniła miesiąc później, mówiąc, że sprzedała dom, a całą kwotę przekazała swojej siostrzenicy Agnieszce, córce Teresy. Teraz nie wiem, co powiedzieć mojemu mężowi Krzysztofowi, bo i on ładował w ten dom ostatnie złote z portfela, wierząc, że budujemy przyszłość dla własnych dzieci.



