Jeden krok do rozwodu
Kasia stała przy oknie i patrzyła, jak Wojtek kręci koła po podwórku swoim nowym samochodem. Sąsiadka Bronisława już po raz trzeci wyglądała z klatki schodowej – pewnie hałas silnika przeszkadzał jej w oglądaniu serialu. A Wojtek dalej jeździł w kółko jak dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę.
— Tato, mogę się przejechać? — zapytała czternastoletnia Zosia, zaglądając przez ramię mamy.
— Zapytaj go sama — odparła krótko Kasia, odsuwając się od okna.
Zosia zmarszczyła brwi.
— Mamo, no co z tobą znowu? Przecież kupił auto dla całej rodziny!
— Dla rodziny… — Kasia gorzko się uśmiechnęła. — Wiesz, ile ta „piękność” kosztuje? A na remont domku nie ma, na twój obóz też zbieramy grosz do grosza.
— Ale samochód jest nam potrzebny! — Zosia usiadła na kanapie, podkulając nogi. — Pamiętasz, jak jeździłyśmy do babci autobusami? Trzy przesiadki, tłok…
Kasia oparła się o ścianę i zamknęła oczy. Tak, pamiętała. Ale pamiętała też, jak przez pół roku kłócili się z Wojtkiem o ten zakup. Ona proponowała coś skromniejszego, używane. On upierał się: „Albo porządne auto, albo żadne”. I efekt – pięcioletni kredyt, przez który teraz każdy grosz trzeba liczyć.
Drzwi wejściowe zatrzasnęły się, rozległo się radosne tupotanie.
— Moje dziewczyny! — Wojtek wpadł do pokoju promieniejąc. — Zocha, jedziemy na przejażdżkę? A ty, Kasieńka?
— Nie jestem twoją „Kasieńką” — warknęła żona.
Wojtek zwolnił, jego uśmiech przygasł.
— Co znowu nie tak?
— Wszystko nie tak! — Kasia odwróciła się do niego. — Kupiłeś auto, nawet ze mną nie pogadając! Wziąłeś kredyt, który będziemy spłacać do emerytury!
— Przecież rozmawialiśmy…
— Rozmawialiśmy o samochodzie, nie o tej wannie za sto pięćdziesiąt tysięcy złotych!
Zosia wzdrygnęła się i cicho wyśliznęła z pokoju. Już przywykła do rodzicielskich kłótni, ale za każdym razem miała nadzieję, że tym razem się uda.
— Wanna?! — Wojtek poczerwieniał. — To japońska stal, bezpieczna i trwała! Dla mojej rodziny tylko najlepsze!
— A zapytać rodziny to ci nie przyszło do głowy? — Kasia opadła na fotel, czując znajome zmęczenie. — Wojtek, przecież ustaliliśmy budżet…
— Ustaliliśmy, ustaliliśmy! — Przeszedł się po pokoju, wymachując rękami. — I co? Będziemy jeździć na targ autobusem, ziemniaki w torbach taszczyć? Zapomniałaś, jak potem plecy cie bolały?
Kasia przypomniała sobie tamten dzień. Rzeczywiście przywieźli mnóstwo warzyw od jej rodziców, a ona musiała dźwigać ciężkie torby od przystanku. Plecy bolały ją trzy dni. Ale teraz to wydawało się drobnostką wobec nadchodzących wydatków.
— Wiesz co — wstała — pogadamy jutro. Jak ochłoniesz.
— Ja nie ochłonę! — Wojtek krzyknął za nią. — Bo mam rację! A ty… ty jesteś wiecznie niezadowolona!
Drzwi sypialni zatrzasnęły się. Wojtek został sam w salonie, patrząc na kluczyki do nowego auta w swojej dłoni.
Rano Kasia obudziła się wcześnie jak zwykle. Wojtek jeszcze spał, rozwalony na kanapie – widocznie noc spędził w salonie. Wyszła do kuchni, zagotowała wodę. Za oknem mżył deszcz, szare niebo wisiało nisko, tak jak jej nastrój.
— Mamo… — do kuchni zajrzała Zosia. — Mogę dzisiaj nie iść do szkoły?
— Dlaczego?
— Boli mnie głowa.
Kasia przyjrzała się córce uważnie. Zosia rzeczywiście wyglądała blado, pod oczami miała cienie.
— Przez nas z tatą?
Dziewczynka skinęła głową, nie podnosząc wzroku.
— Zosieńko… — Kasia przytuliła córkę. — To tylko… dorośli czasem się spierają. To nie znaczy, że cię nie kochamy.
— A rozwodu nie planujecie?
Pytanie padło tak prosto, po dziecięcemu, że Kasi zabrakło tchu.
— Skąd ci to przyszło do głowy?
— Rodzice Leny Kowalskiej się rozwiedli. Też się ciągle kłócili o pieniądze.
Kasia puściła córkę i odwróciła się do okna. Rozwód. Przecież sama o tym myślała, zwłaszcza w ostatnich miesiącach. Gdy Wojtek podejmował decyzje, nie licząc się z jej zdaniem. Gdy wydawało się, że żyją równoległymi życiami w tym samym mieszkaniu.
— Mamo?
— Idź się szykować do szkoły. Głowa przejdzie.
Zosia westchnęła i wyszła. A Kasia stała dalej przy oknie, trzymając w dłoniach zimną już filiżankę herbaty.
— Dzień dobry… — w drzwiach kuchni pojawił się Wojtek. Wyglądał na zmęczonego i przygnębionego.
— Dzień. — Kasia odpowiedziała krótko.
— Słuchaj, może porozmawiamy jak ludzie? — Usiadł przy stole, przetarł twarz dłońmi. — Wiem, że wczoraj przesadziłem…
— Nie przesadziłeś, tylko kupiłeś auto bez mojej zgody.
— KasWojtek westchnął, wziął ją za rękę i powiedział cicho: „Może jednak spróbujemy jeszcze raz, tym razem naprawdę razem?”, a gdy Kasia przytaknęła z lekkim uśmiechem, wiedzieli już, że ich małżeństwo przetrwało najgorsze.



