Krok do ołtarza

Krok do ołtarza

Zuzanna stała przed lustrem w swoim pokoju, nie mogąc oderwać od siebie wzroku. Powoli obracała się to w jedną, to w drugą stronę, zachwycona odbiciem, a na jej twarzy rozkwitał coraz szerszy uśmiech szczęścia. Suknia ta jedyna, ślubna miękko opływała sylwetkę, szeroki dół z tiulu poruszał się lekko przy każdym jej kroku. Zuzanna podnosiła czasem jego brzeg, puszczając go z powrotem, wzrokiem już wyobrażając sobie marsz przez kościół ku ołtarzowi.

W drzwiach pojawiła się starsza siostra Jagoda. Oparła się z nonszalancją o futrynę, skrzyżowała ręce, patrząc z przymrużeniem oka na Zuzannę i rozbawionym półuśmiechem.

No pięknie wyglądasz, nie przeczę powiedziała w końcu z ledwie pohamowanym śmiechem. Ale powinnaś mieć drugą sukienkę. W takiej falbaniastej kreacji nie da się wytrzymać przez całą imprezę! Obiad, tańce, goście A ty w tej konstrukcji, w której ciężko w ogóle normalnie się ruszyć!

Zuzanna znieruchomiała i poważnie przyglądała się swojemu odbiciu. Słowa Jagody nagle ją otrzeźwiły jak to możliwe, że wcześniej nawet o tym nie pomyślała? Ta sukienka nadawała się idealnie do kościoła i na zdjęcia, była dokładnie taka, o jakiej marzyła dystyngowana, świąteczna, prawdziwie ślubna. Ale do zabawy, do tańców z bliskimi i przyjaciółmi, przydałoby się coś prostszego. Może biała, krótka sukienka do kolan, wygodna, pozwalająca swobodnie hasać na parkiecie.

Naprawdę tak myślisz? zmarszczyła brwi, łapiąc za tiulową warstwę i oceniając jej objętość. No dobrze. Pomożesz mi coś wybrać?

Oczywiście przytaknęła Jagoda bez wahania. Wiem, jaka jesteś! Bez mojej pomocy siedzisz w sklepach do zamknięcia, przymierzasz wszystko jak leci, a i tak nie kupujesz nic konkretnego. Sama nie wierzę, że tę sukienkę udało ci się kupić!

Zuzanna wzruszyła ramionami, trochę zawstydzona.

Zamówiłam u krawcowej. Zrobiła według mojego projektu. Gdybym poszła do salonu sukien ślubnych, to chyba do końca życia bym stamtąd nie wyszła. Za dużo opcji i detali, aż głowa boli!

Odsunęła się od lustra i usiadła na brzegu łóżka, spoglądając na siostrę z nadzieją.

Masz wolne jutro? Pojechalibyśmy razem do sklepów. Sama się kompletnie pogubię.

Jagoda podeszła bliżej, delikatnie poprawiła niewidoczne zagniecenia na sukni i z czułością uśmiechnęła się.

Dla ciebie wszystko zostawię. Moja kochana młodsza siostrzyczka nie wychodzi za mąż codziennie! Znajdziemy idealną sukienkę do tańca!

*******************

Późnym wieczorem Zuzanna siedziała przy kuchennym stole, otoczona stosami śnieżnobiałych zaproszeń. Za oknem gęstniał cień nad krakowskimi kamienicami, w środku ciepłe światło lampy rozlewało się po karteczkach i kopertach. Pochyliła się nad kolejnym zaproszeniem, starannie wypisując imiona gości w kaligraficznym stylu. Chciała, by każde zaproszenie miało duszę dlatego uparła się, że będzie podpisywać je ręcznie, nie korzystając z gotowanych szablonów wydruków.

Mama i Jagoda początkowo próbowały pomóc, ale Zuzanna stanowczo się upierała: To mój ślub! Muszę coś zrobić sama!

Jeszcze tylko kilka szeptała, obracając kolejną kartę. Dłoń bolała już od pisania, palce lekko się trzęsły po wielu godzinach wyciskania długopisu na papierze. Jak ja odzwyczaiłam się od ręcznego pisania

Do kuchni weszła Jagoda. Usiadła naprzeciw, splatając nogi, z lekkim uśmiechem obserwując zatopioną w pracy Zuzannę swoją młodszą siostrę, która tak dorosła w jednej chwili.

Może jednak pomogę? zaproponowała Jagoda miękko, pochylając się bliżej. Zobacz, ile jeszcze zostało Czemu Maciek nie pomaga? Przecież połowa gości to z jego strony!

Zuzanna odłożyła długopis, rozmasowała bolące palce i odsunęła się od stołu, z ulgą łapiąc oddech.

Cały czas pracuje wyjaśniła cicho, przesuwając dłoń po gotowych zaproszeniach. Przed urlopem chce wszystko domknąć. Chyba znasz to uczucie zanim się wyjedzie, trzeba pozamykać wszystkie sprawy, żeby nic nie wisiało nad głową.

Na moment zamilkła; na jej twarzy pojawił się zamyślony, szczęśliwy uśmiech.

Po ślubie wyjedziemy w podróż gdzieś, gdzie ciepło i spokojnie. Chcę zacząć wspólne życie od zera, z daleka od hałasu.

Ale na podpisanie dziesięciu zaproszeń chyba znalazłby czas rzuciła Jagoda, starając się, by głos zabrzmiał naturalnie.

W środku nie mogła się jednak pogodzić z postawą Maćka wobec ślubu. Od samego początku coś jej w nim nie pasowało wydawał się nie do końca szczery. Choć przy siostrze promieniał, w jego oczach czasem pojawiał się cień jakby był obok całej tej sytuacji, a nie w jej środku.

Może przesadzam, to moje nadopiekuńcze instynkty próbowała się przekonać Jagoda. Nie każdy musi być tak emocjonalny, jak ja. Może on po prostu inaczej odczuwa?

Niepokój nie odpuszczał. Z każdym spojrzeniem na Maćka miała wrażenie, że nie do końca wie, gdzie jest, albo nie chce wiedzieć. W jego spojrzeniu było coś nieobecnego jakby odbębniał rolę idealnego narzeczonego, nie mając pojęcia, po co to wszystko.

Paradoksem było to, że to Maciek sam pierwszy wspomniał o ślubie. Znali się ledwie trzy miesiące krótko, jak na taką decyzję. A jednak stanowczo wyszedł z tym tematem i pełen entuzjazmu wziął się do organizacji.

Chcę, żebyś zapamiętała ten dzień do końca życia mówił, prezentując zdjęcia wystroju sali. Uśmiech miał ciepły, głos łagodny, zachęcający. Popatrz, jakie pastelowe kolory, ile żywych kwiatów To będzie niezapomniane.

Sam wybierał restaurację, upierał się przy dużej ilości gości: Moja rodzina leci z pół Polski! Nie możemy robić czegoś byle jak! To nasz dzień!

Zuzanna słuchała go z podziwem, wyobrażając sobie ten dzień. Nie zauważała drobnych sprzeczności ciszy Maćka, kiedy rozmowa schodziła na przyszłość, pustki w jego oczach.

Jagoda nie wiedziała, co myśleć. Z jednej strony narzeczony był zaangażowany, z drugiej czuć było sztuczność, jakby odgrywał rolę, której nie czuł. Może to tylko nerwy, tłumaczyła się sama przed sobą. Ale to uczucie nie opuszczało jej ani na chwilę.

Patrzyła teraz na Zuzannę, która z błyskiem w oku oglądała próbki tkanin na dekorację. Najważniejsze, by siostra była szczęśliwa resztę pokaże czas

***********************

Zuzanna odetchnęła z ulgą, widząc jak sprawnie idą przygotowania. Maciek rzeczywiście wziął na siebie wszystkie duże wydatki zarezerwował piękną restaurację w Krakowie, dogadał się z fotografem, załatwił podróż poślubną gdzieś na południe, gdzie świeci słońce i powietrze pachnie morzem. Zuzi pozostało zadbać tylko o własną suknię, fryzjera, makijaż i kilka drobnostek. Była mu za to bardzo wdzięczna odpadały jej nerwowe zmartwienia.

Pewnego wieczoru, popijając herbatę w kuchni, Jagoda nie wytrzymała. Milczała długo, patrząc na szczęście siostry, aż w końcu spytała łagodnie:

Zuziu, nie za szybko to wszystko? Znacie się przecież krótko Wiecie, jak to będzie na co dzień? Może zamieszkalibyście razem chociaż pół roku, a potem, jeśli wszystko pójdzie dobrze, urządzilibyście wesele?

Zuzanna nie obraziła się. Doskonale rozumiała, że Jagoda pyta nie ze złośliwości, tylko z troski. Uśmiechnęła się serdecznie, a w jej oczach pojawiło się ciepłe światło.

Nie martw się, Jaga, wszystko ułoży się najlepiej, zobaczysz odparła spokojnie, patrząc w dal, jakby już widziała swoje szczęśliwe jutro. Lubię gotować, znam mnóstwo przepisów, więc on głodny nie będzie. Uwielbiam sprzątać, a Maciek pewnie i tak nie będzie w stanie z powodu pracy w tym pomagać i dobrze, dam radę sama, najwyżej wynajmę panią do porządków.

Uśmiechając się coraz szerzej, dodała z przejęciem:

Kocham go! Po raz pierwszy w życiu ktoś wywołuje u mnie takie emocje Nie zmarnuję tej szansy.

Jagoda słuchała w skupieniu, nie zdradzając niepewności. Widziała, jak twarz Zuzi rozświetlało uniesienie, jak każda myśl o Maćku rozpalała jej oczy. Czy to właśnie jest prawdziwa miłość taka, dla której nawet góry wydają się łatwe do zdobycia, a przyszłość maluje się w pastelowych barwach?

Jesteś naprawdę tak pewna? spytała cicho.

Jestem. Nie znamy się długo, ale czuję, że to on. Dogadujemy się bez słów, rozumiemy się, chcemy tego samego: stabilnej, kochającej rodziny.

Jagoda westchnęła i uśmiechnęła się. Cokolwiek mówiło jej serce wiedziała, że teraz musi być dla Zuzi podporą.

W porządku, cieszę się, skoro jesteś taka pewna odpowiedziała, ściskając jej dłoń.

Zuzanna z wdzięcznością odwzajemniła uścisk:

Dziękuję, Jaga. Wiem, że się o mnie troszczysz, ale naprawdę jestem szczęśliwa. I wierzę, że to dopiero początek czegoś pięknego.

Trzeba przyznać, że Maciek potrafił dbać o Zuzę z filmową wręcz galanterią. Każda randka była jak scena z komedii romantycznej raz bukiet pachnących frezji bez okazji, innym razem książka, którą zawsze chciała dostać, czy ulubiona czekolada z dzieciństwa.

Zwłaszcza koleżanki z pracy były pod wrażeniem codziennej dostawy kawy do biura. Maciek wiedział, że Zuzanna lubi kawę z migdałowym syropem i bitą śmietaną codziennie, równo o 9, kurier dostarczał kubek z napisem: Dla najpiękniejszej. Zuzanna uśmiechała się, lekko się rumieniąc.

Poza tym Maciek sam woził ją rano do pracy i odbierał po godzinach. Wysiadał z auta, otwierał drzwi, podawał rękę nic dziwnego, że koleżanki patrzyły z zazdrością i pytały: Skąd wzięłaś takiego kawalera?

Zuzanna tylko się śmiała, nie dowierzając trochę własnemu szczęściu.

Jagoda nieraz się zastanawiała, czy te obawy w ogóle mają sens przecież Maciek naprawdę się starał, otaczał Zuzę ciepłem i uwagą. Ale niepokój nie opuszczał jej ani na chwilę miała wrażenie, że za całą tą piękną fasadą coś się kryje.

Któregoś wieczoru, przy herbacie, zebrała się na odwagę:

Zuzia, on jest bardzo opiekuńczy, ale nie mogę się pozbyć jakiegoś dziwnego uczucia Nie wiem, jak ci to wyjaśnić.

Zuzanna spojrzała zaskoczona:

Jaga, o co ci chodzi? Przecież Maciek jest troskliwy, robi wszystko, żebym była szczęśliwa.

Jagoda długo układała w głowie odpowiedź. Nie chciała ranić siostry, ale nie umiała dłużej milczeć.

Nie twierdzę, że z nim coś nie tak. Po prostu wszystko jest aż zbyt idealne. Kwiaty, prezenty, kawa co rano Ale patrz głębiej. Zobacz, jak reaguje, gdy coś mu nie wyjdzie, gdy coś idzie nie po myśli?

Zuzanna zamyśliła się, potem się uśmiechnęła:

Zawsze byłaś poważniejsza ode mnie. Daj spokój szukaniu problemów. Jestem szczęśliwa, serio. Wszystko się ułoży.

Jagoda wzruszyła ramionami, poddała się:

Pewnie masz rację Czas pokaże.

Mimo woli jej intuicja biła na alarm i niestety nie pomyliła się. Wkrótce miało się wydarzyć coś, czego nie wyobrażała sobie nawet w najczarniejszych snach

***********************

Zuzanna weszła do mieszkania Maćka z głową pełną radosnych planów. W ręku trzymała teczkę z wydrukowanymi notatkami chciała przedyskutować z narzeczonym rozmieszczenie gości, muzykę, ostatnie poprawki wystroju sali. Wyobrażała sobie, jak będą wszystko razem ustalać, śmiać się z zabawnych szczegółów, a potem zamówią pizzę i spędzą wieczór we dwoje.

Już w przedpokoju poczuła, że coś jest nie tak. Maciek nie uśmiechnął się, nie przytulił, tylko stał z rękami w kieszeniach i patrzył w bok, z dziwną twardością na twarzy, której nie znała.

To znaczy ślubu nie będzie? wyszeptała Zuzanna, czując, jak podłoga usuwa jej się spod nóg. Usta miała jak sparaliżowane. Co się z tobą dzieje? Dlaczego jesteś taki obcy? Zrobiłam ci coś? Maciek, odezwij się

Uniósł powoli wzrok, w którym nie było cienia ciepła tylko gorzka, drwiąca maska.

Coś zrobiłaś W sumie nic szczególnego powiedział zimno, z takim tonem, jakby mówił o pogodzie. Jesteś po prostu kobietą. I wy wszyscy gonimy tylko za tym, żeby było więcej i lepiej. Jak pojawi się ktoś z grubszym portfelem, to nawet się nie obejrzę, a już uciekasz z kimś innym. Nie znoszę was

Zuzanna zesztywniała. Miała wrażenie, że się przesłyszała. Próbowała znaleźć sens w tych słowach, ale nie potrafiła. Przecież nigdy nie dawała mu powodów do zazdrości. Odkąd zaczęli być razem, jej świat obracał się tylko wokół niego

Nie rozumiem powiedziała cicho, zaciskając palce na teczce, aż zbladły jej knykcie. O czym ty mówisz? Przecież doskonale wiesz, co do ciebie czuję

Prychnął, odwracając się do okna.

Tak ci się wydaje Niczego mi nie udowodnisz. Wszystkie jesteście takie same. Myślisz, że nie widzę, jak patrzysz na innych facetów? Jak się uśmiechasz, kiedy są obok?

Do gardła Zuzi podszedł gorzki gul. Chciała zaprzeczyć, wszystko wyjaśnić, ale słowa grzęzły w niej jak kamienie. Stał przed nią obcy człowiek zimny, zgorzkniały, pełen żalu, którego nawet nie znała.

Ale ja nigdy zaczęła, lecz głos jej zdradził.

Zostaw, nie tłumacz się uciął, machając ręką. Wszystko wiadomo. Myślałem, że jesteś inna. A okazało się wiadomo.

Zuzanna nie wiedziała, co powiedzieć. W jej głowie kłębił się milion pytań, ale żadne nie znalazło odpowiedzi. Jak w jednej chwili mogło runąć wszystko? Jak ktoś, kto wczoraj patrzył na nią z miłością, dzisiaj nienawidzi?

Stała, próbując powstrzymać łzy:

Ja cię kocham, nie chcę nikogo innego wyszeptała, walcząc ze wzruszeniem. Proszę, uwierz mi

Maciek gwałtownie podniósł głowę. W jego oczach odbiły się stare rany nie słuchał jej, tylko własnego lęku.

Już raz jednej zaufałem, wiesz, co z tego wyszło? Wydałem kupę forsy, mnóstwo czasu, zaangażowania A tuż przed ślubem mi powiedziała, że nie jestem dość dobry.

Był wtedy młody, pełen nadziei, wyobrażał sobie wspólne życie. Na oczach dziesiątek gości usłyszał Przepraszam. Zmieniłam zdanie.

To boli, prawda? szepnął z goryczą, patrząc przez Zuzannę. Lepiej teraz niż na oczach rodziny. Idź. Mam cię dość.

Te słowa uderzyły jak policzek. Zuzanna zachwiała się, ale nie upadła. Próbowała jeszcze coś powiedzieć, wytłumaczyć, przekonać lecz zabrakło jej sił. Wyszła bez słowa.

Za drzwiami został tylko Maciek w pustym mieszkaniu. Opadł ciężko na kanapę, ukrył twarz w dłoniach, próbując uciec od rzeczywistości i bólu.

Chyba faktycznie potrzebuję psychologa pomyślał smutno.

Zuzanna naprawdę mu się podobała. Była czuła, dobra, rozumiała go, umiała się śmiać, gotowała jego ulubione dania. Ale im bliżej do ślubu, tym częściej zamiast Zuzi widział Jagodę swoją dawną narzeczoną, z ufnością w oczach, miękkim głosem, dziewczęcą szczerością.

I zawsze, kiedy Zuzanna mówiła coś o rodzinie, dzieciach, wspólnych planach, w nim narastała panika. Widział, jak dawniej Jagoda, spojrzy mu prosto w oczy i powie:

Przepraszam, ale właśnie się zaręczyłam. Rozumiesz mam szansę na lepsze życie. Ty mi tego nie dasz.

Zacisnął mocno powieki, próbując odgonić ten obraz, ale on był zbyt prawdziwy.

Westchnął ciężko i sięgnął po telefon. Ekran rozświetlił się w szarości pokoju. Długo patrzył na listę kontaktów, aż w końcu wybrał jeden.

Cześć, tu Maciek powiedział cicho. Potrzebuję pomocy. Boję się. Boję się, że to się powtórzy. Że znowu zostanę sam, pośmiewiskiem, rozbity Nie chcę tak żyć. Pomóżcie mi to zatrzymać.

W słuchawce odezwał się spokojny, serdeczny głos:

Dobrze, że zadzwoniłeś. Omówmy to razem. Kiedy możesz przyjść?

Maciek spojrzał przez okno na gasnące światła Krakowa i wyszeptał:

Choćby jutro

**********************

Rok później Zuzanna stała w oświetlonej sali, otoczona rodziną i przyjaciółmi. Miała na sobie swoją wymarzoną suknię delikatną, z lekko rozkloszowanym dołem i koronkowymi rękawami.

Za chwilę zabrzmiała muzyka miękka, czuła, otulająca zmysły. Zuzanna ujęła Maćka za rękę i weszli razem na środek. On lekko się uśmiechnął, przyciągnął ją bliżej i pozwolił się porwać tańcowi.

No i jak, mężu szepnęła Zuzanna, spoglądając mu w oczy co czujesz?

Dziwnie przyznał szczerze, lekko się uśmiechając. Wszystko niby takie samo, a jednak zupełnie nowe.

Bo teraz wszystko jest naprawdę odpowiedziała cicho. Bez lęków, bez a co, jeśli.

Przypomniała sobie tamten okrutny dzień sprzed roku, kiedy opuszczała mieszkanie Maćka, rozbita na kawałki słowami, których nigdy nie spodziewała się usłyszeć. Wydawało jej się wtedy, że to koniec świata. Ale właśnie ta klęska dała jej siłę, by walczyć.

Nazajutrz znów stanęła w jego drzwiach. Nie z żalem, nie z pretensją z gotowością do spokojnej rozmowy.

Nie wyjdę, póki nie porozmawiamy powiedziała stanowczo, patrząc mu prosto w oczy. Bo widzę, że się boisz. Ale to nie powód, by rujnować naszą przyszłość. Spróbujmy razem.

Maciek długo milczał, aż w końcu wyszeptał:

Po prostu nie chcę znowu tego bólu.

Ja nie chcę, żebyś żył w strachu odparła. Poszukajmy pomocy. Razem.

Po raz pierwszy poszli do psychologa. Krok po kroku Maciek otwierał się, opowiadał o tej dawnej ranie, o upokorzeniu, o wstydzie. Zuzanna była przy nim. Nie osądzała, nie naciskała tylko słuchała i wspierała.

Uczyła się rozumieć jego lęki, a on ufać jej naprawdę.

Teraz byli tu jako mąż i żona. Kręcili się w tańcu pod ożywione oklaski gości, w oczach Maćka nie było już śladu dawnego chłodu. Było ciepło, pewność i wdzięczność.

Wiesz powiedział, ściskając jej dłoń mocniej cieszę się, że wtedy się nie poddałaś.

Ja też odpowiedziała, przytulając się jeszcze bliżej. Bo teraz wiem, że nasza miłość jest silniejsza niż każdy lęk.

Muzyka cichła, ale ich taniec trwał spokojny, pełen szczęścia, które rodzi się tylko wtedy, gdy naprawdę przezwycięża się wszystko razem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 5 =

Krok do ołtarza