Kreatywność z pasją do efektów

**Artystyczna dusza z zamiłowaniem do efektów**

*– Nie żałujesz? – zapytał Marek, przyciągając do siebie Julię.*
*– Nie. A ty? – Julia uniosła głowę i spojrzała na męża.*
*– Jestem szczęśliwy. Wiesz, kiedy przyszłaś do nas z Zosią, od razu wiedziałem, że to przeznaczenie. Wszystko, co wydarzyło się przed tobą, musiało się wydarzyć, żebyśmy się spotkali. Po tym, jak ona wyjechała…*

Julia przycisnęła palec do jego ust.
*– Nie mówmy o przeszłości. Teraz będzie tylko dobrze…*

**Rok wcześniej**

Julia rozłożyła na stole świąteczny obrus, a potem przyniosła z kuchni talerze, sztućce i dwa kieliszki do wina.

*– Jesteś pewna, że dobrze zrobiliśmy, zostając w domu? U Kasi byłoby weselej. Jeszcze zdążymy do nich – powiedział Krzysiek, gdy Julia wróciła po kolejne rzeczy.*
*– Jestem pewna. Zanieś to na stół. – Julia podała mu talerz z wędzonymi smakołykami i salaterkę. – Przyjaciół zobaczymy jutro. Jesteśmy razem trzy lata i nigdy nie spędziliśmy Sylwestra sami. A jak przywitamy Nowy Rok, tak go spędzimy.*

*– Czyli chcesz nas zaprogramować na rok samotnego życia we dwoje? – zażartował Krzysiek, zatrzymując się w drzwiach.*
*– Byłoby pięknie. Szkoda, że się nie da – westchnęła Julia.*
*– No dobrze, spróbujmy – uległ i wyszedł z kuchni.*

Julia wyjęła z lodówki butelkę szampana i jeszcze jedną sałatkę.

*– No i co? Podoba ci się? – Krzysiek wskazał na udekorowany stół. – Możemy już żegnać stary rok? Bo zaraz się rozpuszczę z głodu.*
*– Jeszcze nie. Daj mi pięć minut. Muszę włożyć nową sukienkę. – Julia poszła do sypialni.*
*– Po co ci nowa sukienka, skoro jesteśmy sami? – mruknął Krzysiek, sięgając po plaster kiełbasy.*
*– Bo to święto! – odpowiedziała już zza drzwi.*

*„Ta jej artystyczna dusza…”* – pomyślał z przekąsem Krzysiek i sięgnął po kolejną przekąskę.

Wkrótce Julia wróciła, uśmiechnięta, w granatowej sukience, z rozpuszczonymi włosami.

Krzysiek skinął z uznaniem, a Julia, pokazując się, obróciła się na obcasach. Sukienka uniosła się, a potem opadła na jej smukłe nogi.

*– Teraz możemy usiąść i pożegnać stary rok – powidziała, spoglądając na zegar.*

*– Ależ stół! Tego nie zjemy. Może zadzwonimy do Tomka? Jest z mamą – zaproponował Krzysiek, siadając naprzeciwko.*

*– Jutro zadzwonimy. Otwieraj szampana. – Julia promieniała.*

*„Jakaś dziś inna”* – pomyślał Krzysiek i zabrał się za butelkę.

*– Jesteś jakaś… – zawahał się – podekscytowana.*
*– Trochę. Poczekaj, zaraz się dowiesz. – Julia miała ważną wiadomość, ale postanowiła wyjawić ją dopiero po północy, żeby było uroczyście.

Wypili, spróbowali sałatek. Krzysiek, najedzony, odchylił się na krześle. W telewizji leciał lekki film.

*– Dlaczego nie pijesz? – spytał, zauważając pełny kieliszek Julii.*
*– Bo zaraz by mnie zmorzyło, a chcę obejrzeć koncert noworoczny.*

*– Wyjdę na balkon – powiedział Krzysiek.*

Śnieg sypał gęsto, w oknach migały lampki. Ktoś w sąsiedztwie strzelił petardą.

*– Krzyś, chodź, zaraz przemówienie prezydenta – zawołała Julia.*

Zrobił ostatni ciąg i rzucił niedopałek. Wrócił do pokoju, gdzie prezydent mówił o nadziejach na nowy rok. Krzysiek słuchał półuchem.

*– Znowu nie pijesz? A jak chcesz spełnić życzenie?*
*– Krzyś, muszę ci coś powiedzieć… Nalej sobie jeszcze.* Czekała, aż to zrobi, i ciągnęła dalej: *– Ten Nowy Rok witamy nie we dwoje, ale w troje. Już jesteśmy całą gromadką.* Oczy Julii błyszczały.

Krzysiek patrzył, nie rozumiejąc.

*– Nie domyślasz się? Jestem w ciąży. Mamy dzidziusia. Tylko jeszcze małego – wyznała Julia.*

Krzysiek wypłł swój kieliszek i postawił go na stole.

*– Nie cieszysz się? – spytała, tracąc cierpliwość.*
*– Cieszę, ale… Chcieliśmy poczekać.*
*– Jesteśmy razem trzy lata. Mam już dwadzieścia osiem lat. Chcę dziecka – tłumaczyła Julia, walcząc ze łzami. – Po co czekać? Ono już jest.*
*– Ale… brałaś tabletki.*
*– Od miesiąca już nie. Myślałam, że zajmie to dłużej, ale się udało. Super, prawda?*

*– Dlatego nie poszliśmy do Kasi? – domyślił się Krzysiek.*
*– Tak. Myślałam, że w końcu się oświadczysz. – Głos Julii się załamał. – No cóż, widocznie zostaje mi tylko…* Dwie łzy spłynęły po jej twarzy. *– Jeszcze zdążysz do nich.* Wstała i wybiegła do kuchni.

*– Julia, nie mówiłem, że się nie cieszę, po prostu to nagłe. – Pobiegł za nią.*

Wyszła na balkon i trzymała drzwi.

*– Co za dzieciństwo! Zmarzniesz! – Szarpnął drzwi, a Julia omal nie wpadła na niego.*

*– Dlaczego mi nie powiedziałaś, że przestałaś brać tabletki?*
*– Bo znowu byś mnie przekonał. Żyjemy razem, tobie tak wygodnie. Ale to nie rodzina. – Julia już nie hamowała łez. – Idź się bawić!* Wypadła do łazienki.

Za oknem huczały petardy.

*– No przepraszam, nie spełniłem twoich oczekiwań. Nie jestem gotowy… – Krzysiek oparł się o drzwi. Słyszał szum wody.*

Wrócił do pokoju, spojrzał na stół, na pełny kieliszek Julii. Wypił go. *„Nowy Rok, a taki paskudny nastrój. Po co to zrobiła? Przecież było nam dobrze. Zepsuła święto.”* Wściekłość w nim rosła. *„No to pójdę. Mam całą noc patrzeć na jej łzy?”* Ubrał się i wyszedł.

Julia usłyszała trzask drzwi i rozpłakała się. Łzy kapnęły na nową sukienkę, zostawiając plamy. Sprzątnęła stół, przebrała się i położyła na kanapie, zwinięta w kłębekPo latach, gdy ich córeczka biegała już po domu, a Marek trzymał Julię w ramionach, zrozumieli, że prawdziwe szczęście nie przychodzi wtedy, gdy je planujemy, ale gdy otwieramy serce na to, co niesie los.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć + 4 =

Kreatywność z pasją do efektów