— Nie żałujesz? — zapytał Krzysztof, przytulając do piersi Zofię.
— Nie. A ty? — podniosła głowę i spojrzała na męża.
— Jestem szczęśliwy. Wiesz, gdy przyszłaś do nas z Oliwką, od razu wiedziałem, że to przeznaczenie. Wszystko, co było przed tobą, zdarzyło się po to, byśmy się spotkali. Po tym, jak wyjechała…
Zofia przycisnęła palec do jego ust.
— Nie wspominaj złych rzeczy. Teraz będzie tylko dobrze…
Rok wcześniej
Zofia rozłożyła na stole świąteczny obrus, przyniosła z kuchni stos talerzy, sztućce i dwa kieliszki.
— Na pewno dobrze zrobiliśmy, zostając w domu? Wśród znajomych byłoby weselej. Zdążymy jeszcze do Darka — powiedział Tomasz, gdy wróciła do kuchni.
— Pewna jestem. Zanieś to na stół. — Podsunęła mu talerz z wędliną i serem oraz miskę sałatki. — Ze znajomymi zobaczymy się jutro. Jesteśmy razem trzy lata i ani razu nie spędziliśmy Sylwestra sami. A jak Nowy Rok przywitasz, tak go spędzisz.
— Czyli chcesz nas zaprogramować na rok dobrowolnego odosobnienia we dwoje? — zażartował Tomasz, zatrzymując się w drzwiach.
— Byłoby cudownie. Szkoda, że to nierealne — westchnęła Zofia.
— Dobrze, spróbujmy — uległ i wyszedł z kuchni.
Zofia wyjęła z lodówki butelkę szampana, kolejną porcję sałatki i zaniosła do pokoju.
— No jak? Udało się? — Tomasz pokazał, jak poukładał zastawę. — Możemy już żegnać stary rok? Bo zaraz się zaslinię.
— Jeszcze nie. Daj mi pięć minut. Muszę włożyć nową sukienkę i się uczesać. — Ruszyła w stronę sypialni.
— Po co nowa sukienka, skoro jesteśmy sami? — mruknął Tomasz, sięgając po plasterek kiełbasy.
— Bo to święto! — odparła już z sypialni.
*„Oj, ta artystyczna dusza z zamiłowaniem do teatralnych gestów”* — pomyślał niechętnie, biorąc kolejny kęs.
Wkrótce weszła uśmiechnięta Zofia w szafirowiej sukience, z rozpuszczonymi lokami.
Tomasz skinął aprobująco, oceniając jej wygląd. Zrobiła piruet na obcasach, a falbana uniosła się, owijając się wokół nóg.
— Teraz możemy zasiąść do stołu — powiedziała, spoglądając na zegar.
— Ech, tyle jedzenia. Nie zjemy tego sami. Może zadzwonimy do Jacka? Jest z mamą — zaproponował Tomasz, siadając naprzeciw.
— Jutro. Otwórz szampana. — Jej twarz promieniała.
*„Dziś jakaś inna”* — pomyślał, odkręcając korek.
— Jesteś jakaś… — zawahał się, szukając słowa, — podniecona.
— Trochę. Poczekaj, zaraz się dowied— Zaczęłam zbierać rzeczy dla naszego dziecka — szepczy— I to była najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęliśmy.



