Halina chodziła tam i z powrotem po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Już któryś dzień z rzędu Tomek wracał do domu późno. A wczoraj w ogóle zjawił się nad ranem. Wymsknęła mu, że mógłby chociaż zadzwonić, żeby nie denerwować matki. Pokłócili się. I teraz znowu czeka, mierzy krokami pokój, zerka co chwilę na zegarek.
„Kocha go. Ale mógłby się odezwać. Prędzej czy później się ożen„Tak, jestem twoją babcią” – odpowiedziała Halina, a w jej głosie zadrżała radość, gdy uświadomiła sobie, że zamiast stracić syna, zyskała całkiem nową rodzinę.



