Kot przypadkiem natknął się na telefon… Przedmiot pachniał człowiekiem i był przyjemnie ciepły. Ułoż…

Kot przypadkiem natknął się na telefon…

Kot przemykał przez zimowe podwórko gdzieś w centrum Warszawy, kiedy nagle pod łapą wyczuł dziwnie ciepły, pachnący człowiekiem przedmiot. Rzucił szybkie spojrzenie na boki i wskoczył na niego, otulając go łapami. Telefon aż zadrżał pod jego dotykiem szybkie muśnięcie czarnej łapki obudziło nowoczesny smartfon do życia.

Jagoda ledwie zdążyła nacieszyć się nowym telefonem, a już los jej go odebrał. Urządzenie, choć eleganckie i nowoczesne, zaraz po pierwszym użyciu zaczęło się grzać jak piecyk na mrozie. A potem pech! zniknęło bez śladu. Szkoda jej było złotówek wydanych na ten wymarzony model: duży ekran, mocna bateria, szybkie ładowanie dokładnie to, co ostatecznie ją zawiodło. A teraz? Zwrot pieniędzy niemożliwy, bo sprzętu już nie było.

Zła na siebie, nazwała się „kretynką.” Sięgnęła po swój drugi, wysłużony telefon z klawiszami i wklepała swój numer. Dzwoniło długo, nikt nie odbierał. Jagoda nalała sobie kieliszek nalewki z melisy na uspokojenie, usiadła na kanapie i zaczęła przypominać sobie dzisiejszą trasę. Może gdyby przejść te miejsca raz jeszcze, telefon by się odnalazł?

Wtem, niespodziewanie, spod poduszki rozległo się wibrowanie ktoś do niej dzwonił. Na ekranie pojawiły się dobrze znane cyfry jej własny numer.
Halo! rzuciła gwałtownie.
W odpowiedzi tylko szelesty, krótkie westchnięcia, a po chwili:
Miau…

Jagoda aż rzuciła słuchawkę. „Drwią ze mnie,” pomyślała ze złością. Szkoda, że nie zablokowała telefonu teraz jakiś dowcipniś bawił się jej własnym sprzętem. Złość narastała, a wkrótce znów zadzwonił ten sam numer.
Szelest, westchnienia… i znowu przeciągłe miauknięcie wprost do mikrofonu.

Nie dzwoń do mnie więcej! krzyknęła zdesperowana.
Ale telefony nie przestawały przychodzić jeden po drugim. W końcu, mając dość, ubrała się szybko i wybiegła na wilgotną, grudniową ulicę. Sygnały dobiegały z zewnątrz więc żartowniś musiał być gdzieś blisko miejsca, gdzie mogła zgubić swój telefon. Pozostało tylko odtworzyć krok po kroku całą dzisiejszą drogę.

Co kilka minut wykręcała swój numer, wsłuchując się w znajomy dźwięk melodii. Nagle, zupełnie niespodziewanie, jej uszy wyłapały cichy dzwonek spod starego kasztana na rogu ulicy. Podeszła szybkim krokiem, gotowa wygarnąć winowajcy, który postanowił zabawić się jej zgubą.

Tymczasem kot, zwinięty wokół grzejącego telefonu, z fascynacją obserwował, jak urządzenie ożywa i gada do niego. Niuchnął, a gdy telefon przemówił, odpowiedział uprzejmie mruczeniem. Po chwili dotknął ekranu łapką znowu rozległy się głosy. Telefon robił się coraz cieplejszy. Zmarzniętemu kotu wydawał się istnym rajem. W końcu, po raz kolejny, trącił go łapką.

I nagle telefon zawył na cały regulator, puszczając melodię dzwonka. Przestraszony, uderzył w niego z całych sił, ale ten nie milknął. W tej walce z gadatliwym przedmiotem kot nie od razu zauważył, że już nie jest sam.

W jednej chwili cała jej zawziętość opadła, gdy Jagoda zobaczyła nie sprawcę żartu, lecz wypłoszonego, rudego kota, który za wszelką cenę próbował uciszyć telefon, waląc w niego łapą. Gdy tylko ją zobaczył, rzucił się w jej stronę z takim zaufaniem, jakby znał ją od zawsze.

Mruczał przeciągle, łasił się, domagał pieszczot Jagoda, choć próbowała się odsunąć, rozczuliła się bez reszty tym przytulnym, rudym przybyszem. Kot tarł się o jej policzki i ręce, jakby całował ją po raz pierwszy. Czuła pod palcami, jak jest wyziębiony nie dziwne, że szukał ciepła na jej przegrzanym smartfonie.

Z telefonem w kieszeni i rudym kotem w ramionach, Jagoda wolno wracała do mieszkania. Po raz pierwszy w życiu zrozumiała, co to znaczy miłość od pierwszego wejrzenia. Rudzielec zaskarbił sobie jej serce jednym spojrzeniem jak mogłaby zostawić takiego przyjaciela samego pod drzewem?

Kot, szczęśliwy jak nigdy, tulił się, mruczał i próbował całować ją po brodzie i ustach, chociaż Jagoda co chwila się śmiała i próbowała się zasłonić przed jego radosnym naporem. Niby taki uliczny kocur, a tyle czułości w nim!

Odpowiedź była jednak bardziej prozaiczna… Kot był uraczony zapachem nalewki z melisy, którą godzinę wcześniej Jagoda wypiła na uspokojenie nerwów.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 + czternaście =

Kot przypadkiem natknął się na telefon… Przedmiot pachniał człowiekiem i był przyjemnie ciepły. Ułoż…