Dziś wydarzyło się coś zupełnie niezwykłego Kot zupełnym przypadkiem natknął się na telefon. To dziwne urządzenie pachniało człowiekiem i było wyjątkowo ciepłe. Położył się na nim wygodnie, objął łapkami i smartfon nagle się włączył od jednego, kociego dotyku.
Nie miałam nawet okazji, by naprawdę nacieszyć się swoim nowym smartfonem. Już od początku okazał się wadliwy grzał się przy każdej czynności. A potem, jeszcze tego samego dnia, zgubiłam go w jakimś roztargnieniu.
Jaka szkoda Telefon był świetny: wielki ekran, porządna bateria i właśnie bateria mnie zawiodła. Teraz nawet nie mogę go zwrócić urządzenia zwyczajnie nie ma.
Nazwawszy siebie głupią, sięgnęłam po mój drugi, stary telefon z klawiaturą i szybko wpisałam własny numer. Sygnały dzwonka dźwięczały w pustce, ale nikt nie odbierał.
Zrobiłam sobie melisę na uspokojenie, położyłam się i próbowałam przypomnieć sobie, gdzie dziś byłam. Może jeśli przejdę tę trasę jeszcze raz, znajdę telefon. Właśnie wtedy coś zawibrowało pod moją ręką ktoś dzwonił. Na ekranie pojawił się mój własny numer.
Halo! Słucham!
W odpowiedzi tylko szelesty, jakieś westchnienia i nagle:
Miał
Z rozmachem rozłączyłam się. Ktoś sobie robi żarty pomyślałam rozdrażniona. Złość narastała, jeszcze bardziej, gdy znów zadzwonił telefon.
Te same westchnienia, ten sam szelest i znowu to miauczenie zamiast odpowiedzi.
Dajcie mi już spokój! wybuchnęłam.
Ale dzwonki nie ustawały. W końcu pomyślałam, że już gorzej być nie może ubrałam się i wyszłam na wieczorne ulice Gdańska. Dźwięki wyraźnie dochodziły z zewnątrz żartowniś mógł być właśnie tam, gdzie ktoś znalazł telefon. Trzeba tylko powtórzyć trasę z pamięci.
Szłam, co chwilę dzwoniąc na swój numer. I nagle, już niemal bez nadziei, usłyszałam znajomy dzwonek. Poszłam za odgłosem, w myślach już karcąc zuchwalca, który uznał, że zabawa czyimś pechem jest zabawna.
Tymczasem kot, wygodnie skulony przy ciepłym przedmiocie, obserwował z zaciekawieniem jak ten ożywa i gada. Kot obwąchał go, a telefon bez ustanku coś mruczał. Więc kot odpowiedział najgrzeczniej jak umiał.
Smartfon znów zamilkł. Kot dotknął go łapą i urządzenie znów zaczęło gadać. Było coraz cieplejsze a na zewnątrz wiało chłodem. Ten dziwny przedmiot stał się dla bezdomnego kota rajem grzewczym. Mruczek znów potrącił go łapką.
I wtedy z głośnika smartfona popłynęła muzyka. Spłoszony kot uderzył go mocniej, ale ten nie chciał ucichnąć. W szamotaninie z grającym potworem kot nie zauważył, że nagle pod drzewem nie jest już sam.
Cały mój gniew ulotnił się, gdy zobaczyłam winowajcę. Pod drzewem siedział rudzielec o zmęczonym spojrzeniu, który z przejęciem okładał łapą mój smartfon jakby usilnie próbował wypędzić z niego dźwięki. Gdy tylko mnie zobaczył
Rzucił się prosto do mnie, jakbyśmy znali się całe życie. Mruczał tak cudownie, tulił się do moich rąk nie mogłam się oprzeć temu zalewowi kociej czułości.
Poczułam, jak zimny był w dotyku nie dziwota, że szukał ciepła właśnie na smartfonie. Kocur ocierał się o moje policzki, jakby całował, a ja czułam, jak mięknę. Nie mogłabym go tak zostawić.
Z telefonem w kieszeni i z kotem na ramionach szłam powoli do domu przez cichy Gdańsk, myśląc o tym, jak nagle można się zakochać. Tak spodobałam się temu rudemu kociakowi! Po takim wyznaniu czułości, nie było opcji, abym zostawiła go na ulicy.
Kot wyraźnie szczęśliwy przylegał do mnie, mruczał mi w szyję i policzki, choć próbowałam się wykręcać choć szczerze mówiąc bardzo mi się to podobało. Aż dziw, taki pieszczotliwy, choć przecież bezdomny.
Odpowiedź na tę nadzwyczajną miłość była jednak bardzo prosta
Kot był zupełnie oszołomiony zapachem waleriany, którą godzinę wcześniej zrobiłam sobie żeby się uspokoić.



