Kontratak

– Magda, kto to jest ta kobieta? – zapytał cicho Piotr, tak aby współpasażerowie ich nie usłyszeli.
– Jaka kobieta? – Magda oderwała się od telefonu, w którym pisała wiadomość do przyjaciółki.
– Tamta… Widzisz, siedzi przy ostatnim oknie i cały czas na nas patrzy. Powiedziałbym nawet, że bezwstydnie się gapi.
Magda lekko uniosła się, aby zobaczyć, o kim mówił mąż, i natychmiast zbladła. Po chwili odzyskała spokój i wzruszyła ramionami, by pokazać obojętność:
– Nie znam jej.

– Nie kłam, – zezłościł się Piotr, – widziałem przecież, jak zareagowałaś, kiedy ją zobaczyłaś. Kim ona jest?
– To moja matka, – odpowiedziała po chwili wahania Magda. Uznając, że lepiej będzie powiedzieć prawdę. Tak na wszelki wypadek.
– Matka? – Piotr był zdumiony, – mówiłaś przecież, że nie masz matki.
– Bo tak jest…
– Nie rozumiem, – Piotr wpatrywał się w jej twarz, – możesz to jakoś wyjaśnić?
– Porozmawiamy w domu…

– I co, nawet do niej nie podejdziesz? Czy ona mieszka tutaj, w naszym mieście?
– Piotr, błagam cię, porozmawiajmy o tym w domu, – w głosie Magdy zabrzmiała prośba, pociekły łzy.
– Dobrze, – odpowiedził mąż, po czym odwrócił się do okna. Był obrażony.
Magda nie próbowała go uspokajać. Cieszyła się, że chociaż na chwilę zostawili ją w spokoju.
Chociaż jaki tu spokój? W głowie zaczęły pojawiać się obrazy z dzieciństwa…
***
Ojca swojego Magda nie pamiętała. Wiedziała tylko z opowieści matki, że był „koszmarnym” człowiekiem.

A matka mówiła jeszcze, że Magdzie bardzo się poszczęściło, bo miała „wspaniałego” ojczyma.
Tego Magda pamiętała od ósmego roku życia. Nie rozumiała jednak, co było w nim takiego wspaniałego.
Oszczędny, złośliwy, chciwy. „Za co mama go tak kocha?” – myślała mała Magda, chowając się w kącie, by wujek Piotr jej nie znalazł.
Nie, nigdy jej nie bił, otwarcie nie obrażał.
Ale i za osobę nie uważał. Nigdy nie nazywał jej po imieniu. Patrzył na nią, jakby nie istniała.

Gdy rozmawiał z żoną o Magdzie, brzmiało to mniej więcej tak:
– Dziewczyna nie umie się zachować…
– Twoja córka przeszkadza mi odpoczywać…
– Wyjaśnij jej, że na randki z chłopcami jest jeszcze za wcześnie.
– Widziałaś jej dziennik? Zobacz! Wstyd mi, że mieszka w moim domu!
„W jego domu! A co z naszą z mamą kawalerką?!” – myślała Magda w okresie dojrzewania. Pamiętała doskonale, że one z mamą przeprowadziły się do tej kawalerki po śmierci babci.
Pewnego razu, kiedy ojczym wypowiedział to zdanie po raz tysiąc pierwszy, Magda nie wytrzymała i odpowiedziała mu:
– To nie ja, a pan mieszka w naszym domu! Jeśli się nie podoba, proszę odejść! Nikt nie będzie płakać!

Ojczym szybko podszedł do niej, jakby chciał zamknąć jej usta, ale w ostatniej chwili się zatrzymał. Odwrócił się gwałtownie do żony i warknął przez zęby:
– Spraw, żebyśmy więcej jej nie widzieli!
Matka złapała Magdę za rękę i wyciągnęła ją z pokoju, mówiąc:
– Oczywiście, kochanie, wszystko będzie tak, jak chcesz…
Zawsze patrzyła na niego jak na bóstwo. Posłusznie go słuchała, mówiła słodkim głosem i starała się spełniać jego życzenia w każdy możliwy sposób.
Dlaczego? Tego Magda nie pojmowała.
Wiedziała jedno: jeśli ojczym tego zażąda, matka bez wahania ją wyrzuci.
– Co ty sobie wyobrażasz? – szeptała matka do Magdy w tamtym dniu, – nie waż się tak rozmawiać z ojcem!

– On nie jest moim ojcem! – wykrzyknęła Magda, – i nigdy nie będzie!
– To nie ma znaczenia! On cię karmi, ubiera, a ty… Niewdzięcznico!
– Nie prosiłam, by mnie urodzić! – krzyczała Magda przez łzy, – i nie prosiłam, by mnie wychowywać! Trzeba było oddać mnie komuś, żeby się nie męczyć!
– Trzeba było! – odpowiedziała matka, – ale nikt nie chciał! A twój tatusiek uciekł, gdy tylko się urodziłaś! Całe życie mi zniszczyłaś!
Usłyszawszy te słowa od matki, Magda poczuła taką nienawiść, że z całej siły odepchnęła ją na bok i wybiegła z mieszkania.
Nikt jej nie zatrzymał. I przez ten tydzień, gdy była nieobecna, nikt nie interesował się, gdzie jest i co się z nią dzieje.
Magda miała wtedy piętnaście lat…
Nie mogła zrobić nic. Zupełnie nic.
Koleżanki po kolei przygarniały ją na kilka dni, ale problemu to nie rozwiązało. Musiała wrócić.
Drżącymi rękami Magda otworzyła drzwi wejściowe…
– Wracasz? – jedyne co powiedziała matka – idź do siebie i nie wychodź, dopóki cię nie zawołam…

„Chyba ją uprosiła,” – pomyślała Magda i szybko przemaszerowała do swojego pokoju.
Od tego dnia ojczym nie wspominał więcej o Magdzie. Zachowywał się, jakby jej w ogóle nie było…
Matka oczywiście mu w tym sekundowała: nie wołała córki na obiad, nie interesowała się jej sprawami, nie próbowała z nią rozmawiać.
Magda jasno rozumiała: podjęli już jakąś decyzję w sprawie jej osoby. Prawdopodobnie tylko czekają, aż skończy szkołę…

I nie myliła się. Jak tylko Magda otrzymała świadectwo, matka zasugerowała, że najwyższy czas przygotować się do samodzielnego życia.
– Gdy tylko skończysz osiemnaście, wyfruniesz na wolność, – oświadczyła i znów zamilkła.
Magda myślała nad tym długo i w końcu postanowiła pójść na studia. Po pierwsze, uwolni rodzinę od swojej obecności, po drugie – zapewnią akademik przyjezdnym. To oznaczało, że przez najbliższe pięć lat przynajmniej będzie miała gdzie mieszkać…
Na uczelnię Magda nie dostała się. A właściwie dostała, ale na studia płatne. Wiedziała, że nikt butelki nie rozbije na swoją edukację, ale mimo to oznajmiła:
– Mamo, gratuluj, zostałam studentką.
Matka spojrzała na nią ze znudzeniem:
– I co z tego?
– Tylko że za naukę trzeba płacić… Niewiele…
– Nawet o tym nie myśl. Ani grosza nie dostaniesz na swoje fanaberie! Mało to z ojcem w ciebie włożyliśmy?! Stresów przez ciebie tylko mieliśmy! A teraz jeszcze musielibyśmy twoją edukację finansować?!
– Tak, przepraszam. Oczywiście, nie powinniście, – odpowiedziała Magda, – nie powinnam była mówić.
– Właśnie: nie powinnaś. Radzę ci szukać mieszkania.
– Ale mamo, nie mam za co płacić…

– Idź do pracy, bo ci się studia w głowie zamarzyły. Dam ci jeszcze miesiąc… Potem – koniec.
– Miesiąc to za mało, – Magda próbowała uprosić matkę, – mogę zostać z wami jeszcze przynajmniej pół roku?
– Ile? Pół roku? No nie. Ledwo udało mi się przekonać ojca, żeby zniósł twoją obecność. Poza tym planujemy remont. Z twojego pokoju chcemy zrobić sypialnię. W sumie: miesiąc, nie więcej…

I Magda wynajęła mieszkanie. Mieszkaniem można byłoby to nazwać mocno naciągając. Mała altanka na działce. Bez wygód. Z piecem. Ale za to – tanio…
Kiedy dziewczyna opuszczała rodzinny dom, matka dała jej ze sobą widelec, łyżkę, talerz, kubek, nóż stołowy i mały garnuszek. Po chwili zastanowienia dodała: ręcznik i stary komplet pościeli.
– Weź jeszcze to, – powiedziała, unikając wzroku i wręczając Magdzie małą paczuszkę, – powodzenia córko. Mam nadzieję, że dorośniesz i mnie zrozumiesz.
– Dziękuję, mamo, – odpowiedziała Magda, – mogę później zabrać swoje zimowe rzeczy?
– Tylko się nie ociągaj, bo potem możesz ich tutaj nie znaleźć…
– Naprawdę wyrzucisz?
– Ja – nie, ale ojcu to może się nie spodobać. Rozumiesz…
– Rozumiem, – Magda objęła matkę, – no to idę…
Tak oto, w wieku osiemnastu lat, Magda zaczęła swoje samodzielne życie.
Pełna „błogosławieństw” matki…

Pieniądze, które mama jej dała, wystarczyły do pierwszej wypłaty. Magda oszczędzała każdy grosz. Nawet nie korzystała z komunikacji miejskiej: pieszo szła do fabryki.
Otrzymawszy pierwszą pensję, czuła się jak prawdziwa bogaczka! Kupiła kaszę i makaron na zapas, butelkę oleju roślinnego i całe wiadro ziemniaków.
Trzeba było jeszcze kupić szampon, mydło, pastę do zębów…
Po zakupieniu wszystkiego niezbędnego, Magda policzyła resztę pieniędzy i, odkładając w ładny kopertę niewielką sumę, postanowiła: choćby trochę, ale zacznie odkładać na swoje mieszkanie.

Do matki pojechała po około miesiącu: żeby się zobaczyć (ciągle naiwnie wierzyła, że matka się z tego ucieszy) i odebrać zimowe ciuchy: lato się skończyło, na dworze robiło się jesiennie chłodno.
Drzwi otworzył jej jakiś chłopak.
– Cześć, pomyliłaś drzwi? – zapytał wesoło.
– Właściwie to do mamy, – powiedziała zmieszana dziewczyna.
– Aaa… Jesteś pewnie Magda? Wejdź. Mamy nie ma, ale możesz poczekać.
– Poczekam, – Magda zdecydowanie weszła do kuchni.
Chłopak próbował nawiązać rozmowę, ale Magda spojrzała na niego tak, że szybko się wycofał.
Przyszła matka. Nie była szczególnie zadowolona. Na pytanie Magdy o młodego człowieka odpowiedziała:
– To Olek. Syn męża z pierwszego małżeństwa.
– To czemu mieszka z wami? Przecież planowałaś remont.
– On tylko na chwilę. Rozejrzy się w mieście, znajdzie pracę i wyprowadzi się na stancję.
– Aha, – odburknęła Magda, – zabrałam buty i kurtkę…
– Zbieraj wszystko. Nie zostawiaj nic. Dość mam przekładania rzeczy z miejsca na miejsce.
– Kiedy ci się znudziło, mamo? Nie było mnie raptem dwa miesiące.
– Nie mądruj się, – zirytowała się matka, – przyjechałaś – zabieraj wszystko.
– Nawet nie zapytasz, jak mi się żyje?

– Nie interesuje mnie to, – mama najwyraźniej nie mogła (a może i chciała) rozmawiać przy Olku.
– Niczego się po tobie nie spodziewałam, – Magda skierowała się do przedpokoju…
– Odprowadzić cię? – pojawił się znikąd Olek, – jak zamierzasz nieść tę wielką torbę?
– Jakoś, – odburknęła Magda i wyszła z mieszkania…
Kilka miesięcy później przyjechała znowu. Tym razem po puchówkę. I znów otworzył jej Olek. Tym razem matka była w domu. Na pytanie Magdy:
– Nadal jest z wami? – matka wybuchła:
– To nie twój interes! On będzie tu mieszkał ile będzie chciał! W końcu przyjechał do ojca!
– A ja mieszkałam tu z mamą, – rzekła Magda, – tylko mnie to najwyraźniej nie uratowało.
– Nie porównuj! To co innego!
– Co innego? – zapytała zdecydowanie Magda, – jaka różnica?
– Nie muszę ci się tłumaczyć! – wrzasnęła matka, – to mój dom i tylko ja będę decydować, kto będzie w nim mieszkał.

– Jasne.
– Co ci jasne?!
– To, że obcy człowiek jest dla ciebie ważniejszy niż własna córka, – Magda mówiła pewnie i spokojnie, co całkowicie wyprowadziło matkę z równowagi.
– Nie mam żadnej córki! – wykrzyczała, – a Olek – to syn mojego ukochanego mężczyzny! Jest dla mnie więcej niż synem!
– Gratuluję, – Magda patrzyła na matkę, jakby stała przed nią obca kobieta, – w takim razie, ja nie mam matki.
Odeszła.
Pewna, że na zawsze.
Przez cztery lata Magda nie dała znać o sobie. Nie dzwoniła, nie przychodziła.
A teraz ta niespodziewana konfrontacja…

***
Pogrążona w wspomnieniach, Magda nie zauważyła, że matka wstała ze swojego miejsca i podeszła do córki.
Piotr wstał, aby ustąpić jej miejsca.
– Witaj, – Magda usłyszała znajomy, choć zapomniany głos.
– Cześć, – odpowiedziała ledwo słyszalnie.
– Kim on jest? – matka skinęła głowę w stronę Piotra.
– Mężem.
– Gratuluję.
– Dziękuję.

– A u nas wszystko dobrze. Tato pracuje, Olek znalazł dziewczynę. Taka miła, spokojna. Ślub za miesiąc. Wiesz, niedługo zostanę babcią. Takie szczęście! Dla dziecka postanowiliśmy przeznaczyć twój pokój. Już zaczęliśmy remont. Kupiliśmy tapety – najdroższe, z dziecięcym wzorem. A jeszcze z tatą zdecydowaliśmy kupić działkę rekreacyjną. Gdzieś niedaleko. Dziecku potrzebne świeże powietrze, witaminy. Szukamy więc czegoś niedrogiego, ale z domkiem do zamieszkania i koniecznie rzeką lub jeziorem w pobliżu…
Magda słuchała tego monologu, nie mogła zrozumieć, dlaczego ta obca kobieta jej to wszystko opowiada.
– A kiedy wyszłaś za mąż?
– Dwa lata temu, – odpowiedziała mechanicznie Magda.
– Myślicie o dzieciach?
– Syn ma prawie rok.
– To znaczy, że mam wnuka?

– Pani ma wnuka? – Magda obróciła się do matki.
– Ja mam, – z niewielkim zakłopotaniem odpowiedziała matka, – przecież jesteś moją córką.
– Chyba pani się myli, proszę pani. Moja mama zmarła cztery lata temu…
Matka zbladła. Wstała w ciszy i skierowała się do wyjścia.
Magda odwróciła się do okna: nie było jej żal… tej kobiety.
Piotr cały czas przyglądał się obu i słuchał rozmowy z zamyśleniem.
Nagle zrozumiał: są dla sobie całkowicie obce!

Postanowił, że nie będzie wypytywał żony o przeszłość. Jakoś bał się zajrzeć tam…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 + dwa =

Kontratak