Pamiętam, jak dawno temu w kamienicy przy ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie wybuchł spór na pierwszym piętrze. Stanisława Kowalska stała w klatce schodowej, zaciskając starą metalową konewkę, jakby to była jedyna broń, jaką mogła jeszcze użyć. Na podłodze, przy miejscu, gdzie zwykle ustawiała gliniane doniczki z pelargoniami, goździkami i fiołkami, panował chaos: trzy doniczki rozbite, ziemia rozrzucona po zużytym linoleum, a płatki leżały jak ofiary burzy. Powietrze przesycone było zapachem wilgoci, pleśni i metalicznego posmaku od poręczy. Z mieszkania numer 12 dobijała głośna muzyka elektroniczna z ciężkimi basami. Stanisława, w kolorowym szlafroku z bratkami i siwych włosach związanych w ciasny koczek, spojrzała na sprawcę nowy czarny rower, przywiązany łańcuchem do poręczy, stojący dokładnie na jej kwiatowym miejscu.
Kto to znowu tak posunął? wymamrotała, a głos jej drżał ze złości. Moje kwiaty! Pół wieku je pielęgnowałam, a tu barbarzyńcy!
Drzwi mieszkania numer 12 otworzyły się z hukiem i na klatkę wybiegł Kacper Nowak, dwudziestosiedmioletni sąsiad w szarej sportowej koszulce i krótkich spodenkach. Jego ciemne włosy były rozczochrane po treningu, a w ręku trzymał butelkę wody z jaskrawą etykietą.
Pani Stanisławo, po co krzyczysz? rzekł, spoglądając na bałagan. To tylko przez te doniczki? Rower wypadł, no i się przewróciły. Kupię nowe, nie ma sprawy.
Stanisława wskazała konewką w jego stronę, a woda rozprysnęła się po podłodze.
Kupić? To nie są zwykłe doniczki, Kacprze! To dusza naszej klatki! A wy, młodzieży, tylko rozbijacie!
Kacper przewrócił oczami, popijając wodę.
Dusza? Babciu, to rośliny. Mój rower jest ważniejszy jeżdżę na nim do siłowni, mam pracę. A wasze doniczki zajmują całą przestrzeń!
Z mieszkania wyjrzała Bogna, młodsza siostra Kacpra, z jasnymi włosami związanymi w niechlujny koczek i w ręku trzymająca podniszczony podręcznik psychologii przygotowywała się do egzaminu na uniwersytecie. Na niej luźna koszulka z napisem Marzenia wielkie.
Kacprze, naprawdę? powiedziała, widząc rozbite doniczki. Pani Stanisławo, przepraszam, nie pomyślał. Posprzątam od razu.
Stanisława zmarszczyła brwi, a jej oczy zabłysły za okularami.
Nie pomyślał? To egoizm, Bogusiu! Wy, młodzi, myślicie tylko o sobie! Moje kwiaty cieszyły cały dom, a wy je w śmietnik!
Z góry zsunęła się Marzena Wiśniewska, trzydziestopięcioletnia matka dwójki dzieci z mieszkania numer 15. Pchnęła wózek z małym synkiem, a jej dżinsy były poplamione jabłkowym musem. Za nią szła starsza córka Lidia, z plecakiem.
Co to za hałas? zapytała Marzena, rozejrzawszy się po klatce. Kacprze, to ty rozbiłeś doniczki? Pani Stanisława ma rację, ozdabiają one naszą klatkę!
Kacper rzucił butelkę na parapet, stukając szklanką o szybę.
Ozdabiają? Połowa już więdnie! Lepiej wymienić żarówki w klatce, niż podlewać kwiaty!
Olek Zieliński, samotny programista z mieszkania numer 10, wyjrzał zza drzwi, trzymając laptopa. Jego okulary zsuwają się na nos, a koszulka z logo Linuxa była pomarszczona.
Kacprze, uspokój się powiedział, prostując okulary. Kwiaty to ekologia, tlen. Twój rower możesz schować w piwnicy.
Kacper odwrócił się, podnosząc głos.
Ekologia? Olek, ty wchodzisz do klatki raz w miesiącu, siedząc przy kodzie! A gdzie mam postawić mój rower?
Klatka stała się areną, a rozbite doniczki symbolem wojny między sąsiadami, każdy z nich widział w kwiatach coś własnego.
Następnego dnia konflikt rozgorzał jeszcze mocniej. Stanisława przyniosła nowe doniczki z piwnicy, gdzie trzymała zapas, i demonstracyjnie podlała pelargonie, jęcząc o nieokrzesanej młodzieży. Jej szlafrok faluował, a konewka błyszczała pod słabą lampą. Kacper, wracając po treningu, zobaczył, że jego rower znów został wciśnięty w kąt, otoczony pustymi doniczkami, i zawołał siostrę.
Bogusiu, co to za cyrk? krzyknął, stukając w doniczki. Mówiłem, że potrzebuję miejsca!
Bogna, siedząca przy kuchennym stole pełnym notatek, odłożyła podręcznik.
Kacprze, nie zaczynaj. Rozmawiałam z Panią Stanisławą jest naprawdę rozgniewana. Może przeprosisz?
Kacper przewrócił oczami, zrzucając trampki, które z hukiem opadły na podłogę.
Przeprosić? Za co? Ona rozrzuciła



