Konfitura z mniszka lekarskiego Skończyła się śnieżna zima, w tym roku nie było naprawdę mocnych mr…

Konfitura z mlecza

Skończyła się już ta śnieżna zima niby nie było jakichś straszliwych mrozów, łagodnie, dużo śniegu, ale jednak ile można?! Człowiek by już chętnie zielone liście zobaczył, kolory wszelkie na własne oczy, no i sweter, puchową kurtkę oraz grube skarpety z ulgą wrzucił w głąb szafy.

Do niewielkiego miasta powiatowego wkracza wreszcie wiosna. Teresa bo nasza bohaterka nie identyfikuje się z żadną Taisią, a raczej z typową polską Teresą uwielbia wiosnę, czeka na tę chwilę przebudzenia przyrody, doczekała się w końcu. Siedząc przy oknie na trzecim piętrze dumając, mruczy pod nosem:

No, z tymi cieplejszymi dniami miasto jakby się wybudziło z długiego zimowego letargu. Nawet ciężarówki inaczej dudnią, więcej ludzi na targu, kolorowe kurtki i płaszcze się ruszają na wszystkie strony, ptaki tak drą się nad ranem, że zegarki niepotrzebne. Fajnie wiosną, ale latem to dopiero będzie raj…

Od lat Teresa mieszka w swojej pięciopiętrowej kamienicy obecnie z wnuczką Bronką. Bronka chodzi do czwartej klasy. Rok temu jej rodzice wyjechali na kontrakt do Etiopii (bo lekarze to taki naród, co go nosi po świecie), a córkę zostawili pod opieką babci.

Mamo, oddajemy ci pod skrzydła naszą Bronkę, nie będziemy jej z nami ciągnąć, bo wiemy, że ty najlepiej się nią zaopiekujesz oznajmiła Teresa jej córka.

Pewnie, nie martwcie się, będzie mi raźniej, emerytka to zawsze znajdzie jakąś rozrywkę. Jedźcie tam, a my tutaj z Bronką będziemy sobie świetnie radzić machnęła ręką.

Hurraaaa, babciu, będzie super, będziemy chodzić do parku, rodzice nigdy nie mają czasu, tylko praca im w głowie cieszyła się Bronka.

Nakarmiła Teresa wnuczkę śniadaniem, wysłała do szkoły, sama zabrała się za domowe sprawy, czas jej nawet szybko minął.

Skoczę do sklepu, zanim Bronka wróci ze szkoły. Obiecałam jej coś miłego za te swoje piątki, zaopatrzę się pomyślała, szykując się do wyjścia.

Wychodzi z klatki schodowej, a tam na ławeczce już posiedzenia urządzają dwie sąsiadki z bloku, podłożyły sobie poduszki (jeszcze zima, więc wiadomo, ławeczka lodowata). Pani Kazimiera kobieta niewiadomego wieku, raz mówi, że ma siedemdziesiąt, raz nawet więcej, bo rocznika nie zdradzi i już mieszka na parterze w kawalerce. Obok czujnie wertuje tomy i gazety pani Zofia, 75 lat, klasę ma, na wszelkie tematy zna anegdoty, śmieje się całym ciałem, zupełne przeciwieństwo Kazimiery, bo ona to raczej z tych wiecznie niezadowolonych.

Jak tylko śnieg się roztopi, słońce się pokaże, ta ławka nie jest pusta zawsze ktoś się znajdzie, żeby posiedzieć. Kazimiera i Zofia to etatowe ławeczkowe od rana, wrócą tylko na obiad i dalej debatować. Obie mają oko i ucho na wszystko, nawet mucha bez meldunku nie przeleci.

Teresa czasem siada z nimi, pogadają o nowościach kto co przeczytał w „Przyjaciółce”, co w telewizji ostatnio leciało, Kazimiera chętnie opowie o swoim ciśnieniu.

Dzień dobry, dziewczyny uśmiecha się Teresa już siedzicie na dyżurze?

Dzień dobry, Tereska, no jasne, pilnujemy rewiru. A ty gdzie się wybierasz, torba z zakupami chyba? Kazimiera już świdruje wzrokiem.

Trafiłaś, idę do Lidla, zanim Bronka wróci ze szkoły, a obiecałam jej coś słodkiego za piątki odpowiada Teresa i pognała dalej.

Dzień przeleciał szybko, Teresa odebrała wnuczkę ze szkoły, nakarmiła, Bronka siadła do zadania domowego, babcia do swoich spraw, potem telewizja.

Babciu, wychodzę na taniec! informuje Bronka.

Już cała gotowa z plecakiem i telefonem, bo od sześciu lat trenuje taniec i często występuje na różnych eventach Teresa bardzo pęka z dumy ze swojej wnuczki.

Dobrze, Bronka, zasuwaj! żegna ją serdecznie babcia.

Wieczorem Teresa siada na ławeczce i czeka, aż Bronka wróci z tańca.

Pani się nudzi? dosiada się sąsiad z drugiego piętra, pan Jerzy.

A kto by się tu nudził, w taki dzień? Wiosna, pięknie jest śmieje się Teresa.

Aaaa, słońce grzeje, ptaszki drą się niemiłosiernie. Wszystko się zieleni, na trawnikach pełno żółtych mleczy. Wyglądają jak małe słoneczka obserwuje Jerzy, a Teresa przytakuje.

Nagle podbiega Bronka za plecami i z okrzykiem:

Hau, hau…

Ty dzikusie, wystraszyłaś mnie! Jeszcze mi serce stanie śmieje się Teresa.

Oj, jeszcze nie czas na takie żarty poklepuje ją Jerzy, mrugając.

Chodź, Bronka, utarłam ci marchewki z cukrem, a na pewno zgłodniałaś na tym tańcu. Kotleciki też zrobiłam Teresa kusi wnuczkę.

Jerzy wstaje z ławki za nimi.

A czemu państwo tak szybko do domu? dziwi się Teresa.

Tak smakowicie opowiadała pani o kotletach, że i mnie się jeść zachciało. Ale później może wrócimy na ławkę, a może przejdziemy się na spacer śmieje się Jerzy.

Nie obiecuję, mam trochę spraw, ale zobaczymy…

Wieczorem jednak wyszła. Teresa się pożegnała z sąsiadem na wszelki wypadek, uśmiechnęła sama do siebie, ona z Bronką wchodzą do klatki, a Jerzy tuż za nimi.

Babciu, a Jerzy to się z tobą romansuje parsknęła Bronka w przedpokoju.

Co ty wymyślasz? śmieje się Teresa.

Ja wiem, jak on na ciebie patrzy! Szkoda, że Marcin z równoległej klasy nie patrzy tak na mnie, wszystkie dziewczyny by mi zazdrościły woła Bronka, przewraca oczami jak na serialu.

Siadaj do obiadu, detektywie. A Marcin jeszcze się na ciebie napatrzy oczko puściła babcia.

Za chwilę znów wieczorna ławka. Jerzy czeka już na Teresę, a etatowe sąsiadki zniknęły.

Kazimiera i Zofia właśnie poszły na kolację donosi Jerzy.

Teraz Teresa i Jerzy coraz częściej się spotykali, nawet do parku się wybierali (po drugiej stronie ulicy). Czytali „Politykę”, rozmawiali o artykułach, przepisach, aktorach, a historie rodzinne też nie cenzurowali.

Samo życie Jerzego do łatwych nie należało. Miał żonę, córkę, wnuka, ale wcześnie został wdowcem, sam wychowywał córkę Ewę jak umiał. Pracował na dwóch etatach, żeby Ewa niczego nie brakło, ale czasu dla niej niewiele miał: wychodził do roboty rano, ona spała, wracał już znów spała.

Ewa wyrosła, wyszła za mąż, wyjechała do innego miasta, syna urodziła. Potem wpadała czasem w odwiedziny i tyle. Radości rodzinnej nie dostarczała. Po piętnastu latach się z mężem rozstała, syna wychowywała sama.

Tereska, moja córka ma do mnie przyjechać za dwa dni. Dzwoniła dziś rano. Ciekawe czemu na stare lata się przypomniała zauważa Jerzy. Oni już dawno przeszli na „ty”.

Może się stęskniła, człowiek z wiekiem łaknie bliskości swoich ludzi mruczy Teresa.

Nie jestem przekonany…

Ewa przyjechała, taka sama: czoło zmarszczone, uśmiechu na lekarstwo, wiecznie gdzieś myślami. Jerzy ledwo zdążył zaparzyć herbatę, a już poważna rozmowa.

Tato, przyjechałam z sprawą. Sprzedajmy twoje mieszkanie i przeprowadzisz się do nas. Będziesz miał wnuka, w rodzinie weselej Ewa raczej nie pyta, ona już wszystko zaplanowała.

Jerzego aż ciarki przeszły nie miał ochoty wyrywać się ze swojego miasta pod oczy nieco surowej córki. Odmówił, zasłaniając się swoją niezależnością.

Ewa nie miała jednak ochoty odpuszczać. Dowiedziała się, że tata przyjaźni się z Teresą, a zaraz na herbatkę do niej poszła. Teresa postawiła herbatę, cukierki, konfiturę z mlecza.

Słucham cię, Ewuniu zaczęła spokojnie Teresa.

Widzę, że bardzo się z tatą zżyliście. Gdyby pani zechciała mi pomóc przekonuje.

O co chodzi?

Uprosić tatę, żeby sprzedał mieszkanie… No bo ile może samotnie zajmować tyle metrów wyrzuciła z siebie Ewa.

Teresa aż oczy wybałuszyła tyle wyrachowania. Delikatnie odmówiła. Ewa aż się czerwona zrobiła, głos jej się podniósł.

Wiadomo, pani sama pewnie mieszkanie chce! Znalazła sobie starszego, samotnego kawalera, a teraz dla Bronki chce wyprawić posag O, jak miło na ławce razem, wieczorne spacery, o zdrowotnych właściwościach mlecza. Dwa mlecze z bożej łaski myślą, że komuś uda się coś wyskrobać. Zgłosiliście już wniosek do urzędu stanu cywilnego? Uprzedzam, nic z tego, żadne mieszkanie nie dostaniecie! wrzasnęła Ewa, trzasnęła drzwiami i wyszła.

Teresa aż się bała, żeby sąsiedzi nie słyszeli krzyków. Ewa szybko wyjechała. Od tej pory Teresa unikała Jerzego, gdy go widziała szybciej do domu.

Ale ile można się chować? Pewnego dnia Teresa wracała z biedronki (a jakże!), Jerzy siedzi na ławce, wyplata z mleczy wianek, bukiecik trzyma:

Teresa, nie uciekaj, pogadaj chwilę prosi. Przepraszam za moją córkę, wiem Była u ciebie, nagadała. Pogadaliśmy poważnie, wnuka będę wspierał. Ona No, nie da się tak funkcjonować. Powiedziała, że nie ma już ojca i wyjechała. A ja Jerzy podaje jej niedokończony wianek z mleczy weź, a ja ugotowałem konfiturę z mlecza, baaardzo zdrowa i smaczna, musisz spróbować. Do sałatki można też dać! śmieje się Jerzy.

Teresa nieoczekiwanie uwierzyła w potęgę mlecza zrobili razem sałatkę i konfiturę spróbowała z herbatą. Bardzo jej smakowało. Wieczorem znów poszli do parku:

Mam świeży numer naszego ulubionego tygodnika, poczytamy pod lipą na ławce zaprasza Jerzy.

Usiedli razem, śmieją się, rozmowa płynie, wszystko inne już nieważne. We dwójkę zawsze raźniej.

Dziękuję, że czytacie, lajkujecie i wspieracie. Powodzenia w życiu!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − 11 =

Konfitura z mniszka lekarskiego Skończyła się śnieżna zima, w tym roku nie było naprawdę mocnych mr…