Mam znajomą o imieniu Anna. Jej córka jest studentką i ma chłopaka, a moja znajoma nazywa go swoim „zięciem”. Córka Anny ma osiemnaście lat, a chłopak dwadzieścia dwa. Według jego opowieści, pochodzi z zamożnej rodziny i jest właścicielem firmy. Z wyglądu, można by wierzyć jego słowom, jednak nic więcej na to nie wskazuje. Młodzi spotykają się od półtora roku, a chłopak okresowo spędza u nich noc, ale w ostatnim miesiącu, praktycznie z nimi zamieszkał. Kiedy po raz pierwszy zaczęli się spotykać, Anna myślała, że wszystko jest chwilowe, że córka zorientuje się, że nie potrzebuje takiego faceta. Ale spotykają się już od dłuższego czasu, więc Anna stara się jak może, rozmawia z córką i tłumaczy jej, że nie potrzebuje takiego chłopaka, a Anna nie potrzebuje takiego zięcia.
Przez cały czas trwania ich związku, mężczyzna nigdy nigdzie nie zaprosił córki Anny. Zawsze robił wymówki. „Chcesz iść do kina? Możemy obejrzeć przez internet u Ciebie! Chcesz wyjść na miasto i coś zjeść? Twoja mama tak dobrze gotuje. Spójrz na moją kurtkę, sporo kosztowała. A jaki będę miał samochód, rodzice obiecali, że dadzą mi go na urodziny, bo to moje marzenie”.
W dodatku, chłopak ma zły wpływ na córkę Anny. Dziewczyna dobrze radziła sobie w szkole. Samodzielnie dostała się na studia pedagogiczne, a teraz, po rocznej nauce, myśli o jej porzuceniu. Na szczęście, Anna zdołała przemówić córce do rozsądku.
Pewnego dnia, moja przyjaciółka powiedziała mi: „Wracam z pracy do domu, chcę się położyć i trochę odpocząć. Wchodzę do domu, a tam na kanapie leży mój przyszły zięć. Nie pamiętam, od jak dawna mieszka z nami. Próbowałam porozmawiać z córką, ale nie chciała mnie słuchać.”
Dziewczyna albo boi się mu coś powiedzieć, albo boi się, że go straci. Ostatnio Anna powiedziała mi, że facet nie był u nich od tygodnia: „Powiedział mojej córce, że jestem staroświecka, pewnie wychowana na wsi, bo nie znam się na podstawowych rzeczach i że trudno mu ze mną mieszkać, a wszystko dlatego, że się z niego wyśmiewałam. Dzień przed tym, jak zniknął z naszego życia, siedzieliśmy we trójkę w kuchni. Moja córka powiedziała, że chciałaby, żeby spotkał się z nią po egzaminie. Odpowiedział, że jest umówiony w salonie kosmetycznym, więc będzie musiała sama tam dojechać, a ja zaczęłam żartować, udając, że nie wiem, o czym mówi. Powiedziała: „Gdzie idziesz? Co będziesz maseczkę nakładał? Trzeba było zamiast tego, dać swojej dziewczynie bukiet”. A ja dodałam: „Córko, czy jesteś pewna swojego wyboru? On chyba Cię nie kocha. On kocha tylko siebie!” Mój przyszły zięć, słysząc te słowa, obraził się i nie widzieliśmy się z nim od tego dnia. Moja córka stopniowo uświadamia sobie, że nie miał on żadnych priorytetów.




