Jeszcze jedno dziecko
Kinga z trudem wracała do swojego mieszkania po pracy, do tych pustych pokoi. Od razu włączała telewizor, podkręcała głośność, próbując udawać, że w domu ktoś jest. Choć córka Ola już wyszła za mąż. A mąż mąż Marek zostawił ją dla młodszej.
Kinga wciąż nie mogła uwierzyć, że Marek ją zdradził. Dwadzieścia cztery lata żyli w zgodzie, bez awantur i kłótni. Marzyli nawet, że dwudziestopięciolecie małżeństwa spędzą w restauracji, w końcu to srebrne gody. Ale los zdecydował inaczej wszystkie plany legły w gruzach.
Mamo, nigdy bym nie pomyślała, że tata może tak postąpić płakała Ola. Jestem na niego zła i nie zamierzam z nim rozmawiać.
Córciu, nie wolno tak mąż odszedł ode mnie, ale nie od ciebie. Jesteś jego córką, kocha cię tak samo. Nie zrywaj z nim kontaktu przekonywała Kinga.
Nie chciała nastawiać córki przeciw ojcu, winę brała na siebie.
Pewnie za mało okazywałam miłości, nie dopilnowałam. Może powinnam była skupić się na rodzinie, a nie na karierze.
Marek poznał młodą dziewczynę w kawiarni, gdzie siedział z kolegami po pracy, sącząc piwo. Ich wzrok się spotkał miała piwne oczy, pełne iskier. Z jakiegoś powodu ten spojrzenie utkwiło mu w pamięci. Podszedł, zagadał. Alicja nie odmówiła rozmowy, a potem nagle znalazł się w jej wynajmowanym mieszkaniu. I potoczyło się jak lawina Zakochał się.
Nie oszukiwał żony długo i tak już coś podejrzewała. W końcu wyznał prawdę.
Kinga, zakochałem się. Wiem, że cię skrzywdziłem, ale nie chcę kłamać.
Przyjęła to z bólem, ale starała się zachować twarz.
Pewnego dnia Kinga wróciła z pracy, przebrała się, gdy zadzwoniła siostra, Ewa.
Cześć, Kinga, jesteś w domu? Mam do ciebie sprawę, zaraz podjadę.
Jestem, czekam ucieszyła się Kinga. W końcu nie będzie musiała spędzać wieczoru sama.
Ewa wpadła jak burza, z dwiema torbami pełnymi zakupów. Wyjęła wędliny, sery, butelkę wina. Kinga patrzyła na nią zdumiona.
Ewka, co za uczta? Z jakiej okazji?
Jaka tam radość westchnęła Ewa. Moja Kasia jest w ciąży. Głupia dziewczyna, nawet osiemnastu lat nie ma.
Naprawdę? Kinga uniosła brwi. Przecież za trzy miesiące skończy, prawda?
Właśnie! Za trzy! Ale już jest za późno na no wiesz. A ten chłopak, z którym ostatnio się spotykała, odmówił małżeństwa. A jej dziecko nie jest potrzebne, mnie też nie mówiła ostro, nalewając wino.
Kinga słuchała z rosnącym niepokojem.
Wiesz, co postanowiłyśmy z Kasią? ciągnęła Ewa. Kiedy urodzi, zostawimy dziecko w szpitalu. Ale boję się, że później mogą być problemy Gdy dorośnie, zacznie szukać matki, domagać się czegoś
Kinga szeroko otworzyła oczy, ledwo łapiąc oddech.
Ewa, ty chyba zwariowałaś! Jak możesz nawet o tym myśleć? To twoja wnuczka, twoja krew!
Och, Kinga, nie moralizuj. Wiesz, że nie jestem taka święta jak ty. Nie chcemy tego dziecka. Kasia musi skończyć szkołę, a nie niańczyć. A ja? Mam własne życie.
Kinga milczała, ważąc słowa.
Na którym jest miesiącu? Robiłyście USG?
Tak, będzie dziewczynka. Pewnie taka sama lekkoducha jak matka.
Ewa dajcie mi tę dziewczynkę. Proszę, nie zostawiajcie jej. Mam mieszkanie, dobrą pracę, zarabiam przyzwoicie.
Co ty pleciesz? prychnęła Ewa. A jak dorośnie i dowie się prawdy?
Nie dowie się. Przysięgam. Będzie moją córką.
Długo przekonywała siostrę, w końcu się zgodziła. Pojawił się jednak problem by adoptować dziecko, potrzebna była pełna rodzina, a Marek wyprowadził się, choć formalnie wciąż byli małżeństwem. Kinga nie chciała go prosić o pomoc miał już nowe życie.
Kasia urodziła zdrową dziewczynkę. Od razu podpisała dokumenty, nawet nie spojrzawszy na dziecko. Kinga załatwiała formalności, pomogła jej przyjaciółka pracująca w urzędzie. W końcu zabrała malutką Zuzię do domu.
Wzięła urlop, ale nie chciała rezygnować z pracy zarabiała zbyt dobrze. Zadzwoniła do matki, Haliny, która mieszkała niedaleko, sama od śmierci męża.
Mamo, muszę z tobą porozmawiać.
Już jadę.
Gdy Halina zobaczyła w łóżeczku noworodka, oniemiała.
Córko co to? Skąd?
Usiądź, mamo. Wszystko ci wyjaśnię.
Halina była w szoku, gdy usłyszała o decyzji Ewy i Kasi.
Jak to możliwe? Wychowywałyśmy was tak samo
Gdy ochłonęła, Kinga poprosiła:
Mamo, pomóż. Zuzia to twoja prawnuczka. Nie chcę rezygnować z pracy, ale niania to wydatek
Nie musisz mnie przekonywać przerwała Halina. Z przyjemnością się nią zajmę.
O Ewie nie rozmawiały. Nie dzwoniła, nie pytała o dziecko. Za to Ola, gdy przyleciała, od razu pokochała Zuzię.
Będzie moją młodszą siostrzyczką! cieszyła się.
Zuzia rosła jako radosne, bystre dziecko. W wieku czterech lat potrafiła grać w warcaby, choć tylko rozstawiała pionki.
Gdy skończyła pięć lat, Kinga urządziła przyjęcie w pobliskiej kawiarni. Wrócili do domu, gdy zadzwonił dzwonek.
W drzwiach stał Marek. Wyglądał przygnębienio.
Wpuścisz mnie?
Cześć. Czemu nie? Zuzia wybiegła do przedpokoju.
Dzisiaj mam urodziny! A pan kto?
Zuzia skończyła pięć lat wyjaśniła Kinga. To moja córka.
Wiem, Ola mi mówiła. Wyszedł, wrócił z ogromnym pudłem lalką.
Dziękuję! Zuzia pobiegła do pokoju.
Kinga nalała mu herbaty, podała tort.
Kinga mogę was odwiedzać? zapytał niepewnie. Zostawiłem Alicję. To nie był mój świat. Mieszkam sam od dwóch lat.
Ale mam córkę. Nie twoją.
Właśnie dlatego cię podziwiam. G



