**Jeszcze jedna szansa na szczęście**
Marlena obudziła się rozpromieniona dziś były jej osiemnaste urodziny! Wiedziała, że rodzice przygotowali prezent. Nie była pewna co to, ale przeczuwała, że to długo wyczekiwany złoty pierścionek z diamentem.
„Córeczko, wstawaj, wszystkiego najlepszego! Zobacz, co dla ciebie mamy!” mama trzymała w dłoni maleńki pierścionek, a tata stał obok z dumą.
„Dziękuję, mamo, tato!” podskoczyła i natychmiast włożyła pierścionek na palec. „Ojej, ale cudo!” uściskała rodziców po kolei i pocałowała. „Ależ to drogie”
„Czyż na osiemnastkę ukochanej córki nie możemy pozwolić sobie na taki prezent? Zwłaszcza że tak o nim marzyłaś?” powiedział ojciec.
„Wstawaj, bo to nie wszystko! Mamy jeszcze jedną niespodziankę jedziemy nad morze! Mamy urlop, a ty masz wakacje na uczelni” dodała matka.
„Serio? Ale z was spryciarze! I wszystko w tajemnicy? A co z pakowaniem?”
„Już spakowałam. Sprawdź tylko, czy czegoś nie brakuje” mama wyszła z pokoju.
Marlena była szczęśliwa, choć deszcz za oknem nieco psuł nastrój. Na szczęście, gdy wychodzili, już przestało padać. Wrzucili bagaże do samochodu i ruszyli w stronę zatłoczonej trasy za miastem. Marlena wyobrażała sobie, jak będzie się opalać, a potem wróci opalona koleżanki będą zielone z zazdrości, zwłaszcza jej przyjaciółka Basia
Nagle Marlena z trudem otworzyła oczy. Próbowała się podnieść, ale krzyknęła z bólu. Całe ciało straszliwie piekło.
„Leż spokojnie, nie wstawaj!” usłyszała głos nieznajomej kobiety w białym kitlu, która poprawiała jej poduszkę. „Zaraz zawołam lekarza.”
Przed nią stanął starszy doktor w okularach. Widząc, że jest przytomna, wziął ją za rękę.
„Na drodze doszło do wypadku. Ciężarówka z naprzeciwka uderzyła w wasz samochód” mówił łagodnie, ale i tak słowa brzmiały jak wyrok.
„Mamo Gdzie mama? Gdzie tata? Chcę ich zobaczyć!” łzy polały się po jej policzkach.
„Marleno, musisz być silna. Twoich rodziców już nie ma Przeżyłaś tylko dzięki cudowi.”
„Nie wierzę! Tato zawsze jeździł ostrożnie!”
Niestety, lekarz mówił prawdę. Kierowca ciężarówki stracił panowanie nad pojazdem na śliskiej drodze. Marlena długo dochodziła do siebie, nie mogąc pogodzić się ze stratą. Zastrzyki uśmierzały ból, ale nawet w półśnie myślała tylko o rodzicach.
Mijały dni, a ona wciąż leżała w szpitalu. Lekarz nie miał dobrych wieści po dwóch ciężkich operacjach nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. To był kolejny cios. Powoli jednak zaczęła wstawać.
Nie miała bliskich. Jedyna babcia, ojca matka, mieszkała daleko na wsi, sama chorując. Odwiedzała ją przyjaciółka Basia, a raz nawet przyprowadziła ze sobą Jacka, z którym kilka razy spacerowała po parku i liczyła, że coś z tego będzie. Niestety, więcej się nie pokazał.
Po wyjściu ze szpitala Basia próbowała oderwać Marlenę od smutku. Pewnego dnia przyszła z Kamilem, w którym sama była zadurzona, ale on uważał ich tylko za przyjaciół. Kamil od razu zwrócił uwagę na cichą dziewczynę, a gdy dowiedział się o tragedii, postanowił ją wspierać.
Wkrótce cała trójka spotykała się regularnie, aż w końcu Kamil zaczął przychodzić sam. Marlena stopniowo ożywała, ale martwiła się, czy Basia nie będzie zazdrosna. Postanowiła z nią porozmawiać.
„Basia, gniewasz się na mnie przez Kamila? Wybacz mi”
Przyjaciółka ledwo powstrzymywała złość: „A nawet jeśli się złoszczę, to go zostawisz?” sama widziała, że Kamil zakochał się w Marlenie i nie dało się tego zmienić.
Marlena nie zrozumiała sarkazmu i uśmiechnęła się: „Jak mogłabym go zostawić? Powiedz, że mi wybaczasz.”
Basia skinęła głową, udając uśmiech, ale w myślach warczała: „Gdybym wiedziała, że ta kaleka spodoba się Kamilowi, nigdy bym ich nie poznała!”
Kamil nie widział blizn Marleny zasypywał ją komplementami, a ona rozkwitała z miłości. Pewnego dnia wręczył jej ogromny bukiet róż i wyznał uczucie. Marlena spanikowała poważny związek oznaczał bliskość, ślub, dzieci A jej nigdy nie będzie dane zostać matką. W desperacji zwierzyła się Basi.
„Nie wiem, co robić Kamil mnie kocha, a ja Nigdy nie powiedziałam, że nie mogę mieć dzieci. Co teraz? Pewnie odejdzie. Kto chce rodziny bez dzieci? Muszę mu powiedzieć”
„Oczywiście, że musisz” potwierdziła Basia, ale sama postanowiła uprzedzić wydarzenia i opowiedzieć mu wszystko pierwsza.
Niedługo później Kamil odebrał telefon: „Musimy porozmawiać o Marlenie”
„Kamil, choć jestem jej najlepszą przyjaciółką, muszę ci coś wyjawić. Marlena po wypadku nie może mieć dzieci. Nie wiem, czy ci to powie”
Kamil patrzył na nią, a ona czekała na reakcję.
„Dziękuję za informację” odparł i wyszedł.
Gdy przyszedł do Marleny, stanęła w progu poważna: „Witaj Muszę ci coś ważnego powiedzieć.”
Przytulił ją: „Nie musisz nic mówić. Wiem wszystko I kocham cię nie mniej.” Marlena nawet nie spytała, skąd wiedział. Najważniejsze, że został.
Ślub był skromny. Marlena była szczęśliwa, choć brak dzieci ciągle ją smucił.
„Marleno A może adoptujemy dziecko?” zapytał pewnego dnia mąż.
„Boże, dziękuję ci za takiego męża!” ucieszyła się.
Wkrótce przygarnęli malutką Zosię. Oboje rozpływali się w miłości. Kto by pomyślał, że życie da jej jeszcze jedną szansę
Rodzice rozpieszczali córeczkę. Gdy Zosia poszła do pierwszej klasy, miała najładniejsze buciki, najmodniejsze wstążki wszystko, co najlepsze. Choć mała, świetnie wiedziała, że rodzice (zwłaszcza mama) spełnią każdą zachciankę. Tylko tata czasem mruczał, że ją rozpuszczają.
Lata mijały. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że Zosia nie chciała się uczyć. Nauczyciele skarżyli się na oceny, ale ona tylko żądałaZosia pewnego dnia wróciła do domu z płaczem, gdyż zdała sobie sprawę, że prawdziwe szczęście nie polega na drogich prezentach, ale na miłości rodziców, którzy nigdy jej nie opuścili, nawet gdy była najtrudniejsza.



