**Dziennik – 15 maja 2024**
Antoni – mój jeszcze prawny mąż – nie jest stąd. Kiedyś trafił tutaj na służbę wojskową. Odbył ją, ale do domu już nie wrócił. Został. Najpierw mieszkał z dziewczyną, którą poznał w wojsku. Ale to się rozpadło. Wynajął mieszkanie, dorabiał, a rodzina – matka, dwaj starsi bracia i siostra – ciągle go wzywała do siebie. Nie posłuchał.
Poznaliśmy się siedem lat temu. Mieszkałam wtedy z moją starszą mamą – jestem późnym dzieckiem i nie mogłam jej zostawić samej. Antoni się na to zgodził i wprowadził do nas. Mama jednak od razu odmówiła mu meldunku. Żył więc u nas bez stałego zameldowania.
Mam córkę z pierwszego małżeństwa – Lilkę, teraz ma dziewięć lat. Z Antonim tylko się pobraliśmy – bez wesela, bez gości. Wtedy miał problemy ze zdrowiem, nie pracował, a ja zarabiałam, często bez dni wolnych – grafik „dwa po dwa” szybko zmienił się w „siedem po zero”.
Antoni tymczasem robił remont. Pieniądze dawaliśmy z emerytury mamy i mojej pensji. Kleił tapety, wymieniał płytki, drzwi, poprawiał hydraulikę. Sufit podwieszany zrobili fachowcy, ale reszta to jego praca. Z mamą żył w miarę spokojnie – bez kłótni. On mieszkał w jednym pokoju, mama z wnuczką, a ja, jak zwykle, w pracy.
Dodatkowo dostaję alimenty od byłego męża. Te pieniądze idą tylko na Lilę: jedzenie, ubrania, szkoła, zajęcia, trochę odkładam na przyszłość – na mieszkanie albo studia. Ojciec nie skąpi, pomaga regularnie. Antoni prawie nie miał kontaktu z córką. Nie nalegałam – Lila ma tatę, który się nią zajmuje.
Wspólnych dzieci z Antkiem nie mieliśmy. Nie chciałam.
A teraz do sedna.
Miesiąc temu Antoni – wtedy już od pół roku pracujący – wieczorem zbierał się gdzieś wyjść. Zapytałam:
– Gdzie?
– Przyjeżdża siostra z siostrzeńcem. Muszę ich odebrać.
Pomyślałam: odebrać i pojadą do hotelu albo do znajomych. Ale nie. Godzinę później weszła do nas blondynka koło czterdziestki z nastolatkiem. Kobieta powiedziała:
– Nazywam się Małgorzata, to mój syn Kacper.
Antek, jakby nigdy nic, wskazał im:
– Rozgośćcie się – i poszedł po walizki.
Zamarłam. Posadziłam „gości” przy herbacie i poszłam do niego na rozmowę. Oświadczył spokojnie:
– Małgosię zostawił mąż, nie mają gdzie mieszkać. Więc przyprowadziłem ich do nas.
– Świetnie. A mnie spytać się nie należało? To jest mieszkanie mamy. Gdzie oni będą spali?
Miał już plan: ja z córką do mamy, nastolatek do Lili, a „siostra” Małgosia – z nim. Pokłóciliśmy się. Proponowałam, żeby matka z synem spali w jednym pokoju, ale Antek uparł się na swoim.
Mama była w szoku. Powiedziała krótko: najwyżej dwa dni. I przypomniała Antoniemu:
– Zapomniałeś, kto tu gospodarz? Trzeba było chociaż zapytać.
Na co on wybuchnął:
– Z tego rudery zrobiłem pałac! Jak będziecie się czepiać, pójdę do sądu po część mieszkania!
Mamie skoczyło ciśnienie. Wdałam się w kłótnię, ale on tylko groził:
– Chcesz? Zaraz zdrapię tapety, porozbijam płytki!
Nocowałam z Lilą u mamy, a Antek spał z „siostrą”. Trzęsłam się z bezsilności.
Rano, gdy jeszcze spał, weszłam do portali społecznościowych. Założyłam fałszywe konto i szukałam jego prawdziwej siostry – po nazwisku, które kiedyś rzucił. Znalazłam. Prawdziwa Małgorzata – brunetka, 35 lat, syn ma 14, a na profilu same posty: „Kocham męża”, „Szczęśliwa rodzina”… A kim więc była ta blondynka?
Oczywiste – kochanka. Wtedy wszystko zrozumiałam. Chciałam urządzić scenę, ale się powstrzymałam. Córkę wysłałam do szkoły, żeby po lekcjach poszła do koleżanki i czekała na mój telefon. Z mamą pojechałyśmy do prawnika.
Usłyszałyśmy, że remont nie daje prawa do części mieszkania. Czyli – można go wyrzucić. Potem na policję. Tam tylko wzruszyli ramionami: „Dopóki nie zniszczy – nie przyjedziemy”.
Mamę odesłałam do domu, pojechałam do sądu, złożyłam pozew o rozwód. Potem zaczęłam dzwonić do znajomych. Kilku mężczyzn zgodziło się pomóc przy „eksmisji”. Na wieczór.
Wróciłam, uspokoiłam mamę. Cały dzień obserwowałam „Małgorzatę” i jej „syna”. Chłopak miał 17 lat, nie uczył się, nie pracował. Zadawałam naiwne pytania o dzieciństwo, szkołę, rodzinę. Oni z Antkiem nerwowo się spojrzeniach, plątaTego wieczoru, gdy przyjaciele z mojej pracy wyprosili Antoniego i jego „siostrę” za drzwi, a ja w końcu zamknęłam za nimi drzwi na klucz, poczułam, że skończył się najgorszy rozdział mojego życia.



