Kochanka mojego męża
Milena siedziała w samochodzie, wpatrzona w ekran nawigacji. Wszystko się zgadzało, trafiła na właściwy adres. Wystarczyło zebrać w sobie odwagę i zrealizować plan. Milena wzięła głęboki oddech, po czym wysiadła z auta, zamykając za sobą drzwi z niecodzienną determinacją. Przeszła jeszcze jakieś pięćdziesiąt metrów i zatrzymała się przed wejściem do małej kawiarni. Na szyldzie widniał napis: Kawowe Niebo. Milena skrzywiła się na myśl o nazwie: „No tak, niebo… Ale jakie?”
Za chwilę miała wejść do środka i stanąć twarzą w twarz z NIĄ kochanką własnego męża, sprawczynią domowej zawieruchy. Co wiedziała o tej kobiecie? Szczerze mówiąc niewiele. Słyszała tylko, że mąż nazywa ją pieszczotliwie Kicią, a pracuje tu, jako kelnerka. Milena wybrała stolik przy oknie. Rozsiadła się i nerwowo czekała, aż ktoś do niej podejdzie. I oto pojawiła się kelnerka. To z pewnością była ona. Milena zobaczyła ją kiedyś na zdjęciu i od razu rozpoznała tę twarz. Podeszła do jej stolika. Kilka sekund trwało jak wieczność. Dziesiątki myśli przebiegało jej przez głowę, że mogłaby z nich powstać cała powieść.
Dzień dobry! przywitała się kelnerka. Milena zerknęła ukradkiem na identyfikator.
Katarzyna. Tak ma na imię. No pięknie A mój Damian nawet nie silił się na wyobraźnię nazywać Katarzynę Kicią. Katarzyna tymczasem, nieświadoma zamętu w głowie klientki, ciągnęła spokojnie:
Mogę podać menu? Gdy będzie pani gotowa złożyć zamówienie, proszę zawołać.
Milena odpowiedziała jej swoim najpiękniejszym uśmiechem, a równocześnie przyglądała się rywalce z przenikliwością prawdziwej zawodowej psychoterapeutki. Jak to się w ogóle stało, że znalazła się naprzeciwko kochanki własnego męża? To długi temat. Ale wszystko po kolei.
Od dziesięciu lat Milena była żoną Damiana. Przynajmniej tak jej się dotąd wydawało, była szczęśliwa. Mieli córkę, Helenkę, ośmiolatkę, oczko w głowie taty. Damian rozpieszczał córeczkę bez opamiętania. Gdy Milena ganiła go pytając: „Po co jej dwudziesta lalka?”, Damian tylko bezsilnie rozkładał ręce. Helenka odwzajemniała uczucia ojcu, czasem Milenie wydawało się, że kocha tatę nawet bardziej niż ją. Nie miała jednak żalu. Jako psycholożka wiedziała, jak ważna jest miłość ojca dla dziewczynki; to w końcu fundament przyszłych relacji.
Milena zawsze z Damianem rozmawiała o wszystkim, otwarcie i szczerze, dzięki czemu właściwie nie było między nimi poważnych sprzeczek. Typowa, polska, przeciętna rodzina: mieszkanie na kredyt, samochód, maleńki domek na działce pod Warszawą.
Aż nagle jak grom z jasnego nieba KOCHANKA.
Dowiedziała się o niej zupełnym przypadkiem. Kilka dni wcześniej Damian był pod prysznicem, kiedy zadzwonił jego smartfon. Krzyknął do żony:
To pewnie ojciec, miał dzwonić wieczorem! Odbierz, nie mogę teraz!
Nigdy wcześniej nie odbierała Damiana połączeń, ale skoro ją poprosił, postanowiła zareagować. Sięgnęła po telefon i zobaczyła nie tata, a inny kontakt. Dzwonił ktoś zapisany jako Kicia, a na ekranie pojawiło się zdjęcie obca, młoda dziewczyna w objęciach jej własnego męża. Co to miało znaczyć? Zakręciło jej się w głowie. Odpowiedzieć na połączenie? Porozmawiać? Nim zdążyła podjąć decyzję, połączenie się zakończyło.
Chciała odłożyć telefon, jakby parzył ją w dłonie, gdy nagle przyszła wiadomość: Damianek, w przyszłym tygodniu mam zmianę 2/2 od poniedziałku. Wpadnij do Kawowego Nieba pod koniec mojej zmiany, chcę cię poczęstować naszą specjalnością. Tęsknię, kocham .
Milena aż cofnęła rękę; jakby ten sprzęt był żmiją. Wszystko wyjaśniło się aż nazbyt jasno. Zdjęcie Kici w ramionach jej męża, połączenie, ta wiadomość nie było tu miejsca na nieporozumienia. Jej mąż miał kochankę. Ile to już trwa? Romans czy coś poważniejszego? W sumie, to bez znaczenia. Dla niej był to szok.
Damian wyszedł spod prysznica i zapytał, czy rozmawiała z tatą. Odpowiedziała, że telefon zdążył się rozłączyć. Potem wymówiła się migreną i stwierdziła, że musi pójść do apteki.
Oczywiście nigdzie nie poszła. Milena usiadła na ławce małego parku przy bloku i zaczęła rozważać: co teraz? Analizowała całe życie rodzinne, ale nie była w stanie znaleźć chwili, kiedy coś się rozpadło. Jednak nie zamierzała udawać, że nic się nie stało. Z drugiej strony, nie miała zamiaru robić awantur taka już była, wolała działać w spokoju i z rozwagą. Pierwsza myśl podejść i zapytać go wprost. Ale wtedy Damian wiedziałby, że grzebała w jego telefonie. To nie był jej styl.
Wtedy przypomniała sobie: zna nazwę kawiarni, gdzie pracuje kochanka. Zna nawet grafik. A co najważniejsze: widziała jej zdjęcie. Może pojechać i stanąć z Kicią oko w oko? Przynajmniej spojrzy jej prosto w oczy. A może nawet z nią porozmawia?
Następne dni były dla Mileny koszmarem. Nie mogła spać, straciła apetyt. Udawała, że wszystko gra, ale jej stan nie uszedł uwadze ani córki, ani tym bardziej męża. Wszystkim tłumaczyła się zmęczeniem i trudnym przypadkiem w gabinecie. Helenka przytulała mamę, nie wiedząc, jak jej pomóc, a Damian obserwował ją z rosnącym niepokojem.
W końcu Milena powiedziała sobie: Koniec tego. Jadę. Muszę na nią spojrzeć.
***
Poproszę latte i jakieś ciasto zamówiła Milena. Co pani poleca?
Mamy bardzo dobry miodownik zaproponowała Katarzyna.
Proszę, niech będzie miodownik.
Kiedy kochanka męża przyniosła zamówienie, Milena ledwie tknęła kawę i ciasto. O tej godzinie w kawiarni było niemal pusto. Dobrze wybrała czas celowo, żeby móc zamienić z Katarzyną choć kilka zdań. Po chwili podeszła do niej kelnerka:
Prawie nie ruszyła pani ciasta. Nie smakuje? A może przynieść coś innego?
Nie, nie chodzi o ciasto Po prostu… nie mam dziś apetytu. Myślę o różnych rzeczach.
Przepraszam, nie będę przeszkadzać.
Nie, Katarzyno, nie przeszkadza mi pani. Zastanawiam się tylko, co zrobić dalej: dokończyć ciasto czy może złożyć pozew o rozwód? Co by pani wybrała? Milena spojrzała na nią przenikliwie.
Katarzyna wyraźnie się zestresowała. Klientka musiała jej się wydać nie całkiem zdrowa na umyśle.
Nigdy nie musiałam dokonywać takiego wyboru…
A jeśli by pani musiała? Wyobraź sobie, że odkrywasz zdradę męża.
Kelnerka milczała, potem Milena zmieniła temat.
Od dawna tu pani pracuje?
Od roku odpowiedziała ostrożnie Katarzyna.
Jest pani studentką?
Tak nieufnie odpowiedziała dziewczyna.
Co pani studiuje?
Uniwersytet Kultury, kierunek artystyczny.
Ciekawe. Chyba ma pani bujną wyobraźnię?
Nie rozumiem, o co chodzi.
Potrafiłaby pani poczuć się na miejscu zdradzonej żony? Albo kochanki?
Katarzyna milczała, spięta. Milena zrozumiała, że ta rozmowa nie ma sensu. Po co tu przyjechała? By zobaczyć Katarzynę? I co z tego? Miałaby rzucić jej się do włosów albo oblać kawą? Czy to coś zmieni? Westchnęła ciężko.
Proszę, przynieś mi rachunek.
Kasia wróciła, a przy stoliku już nikogo nie było zostały tylko banknoty i drobne, i wcale niemały napiwek. Katarzyna spojrzała przez okno. Przez dłuższą chwilę stała smutna, pogrążona w jakimś zamyśleniu.
***
To właśnie w tej kawiarni Milena podjęła decyzję. Zorganizuje dla Helenki taki jubileusz, jak obiecała. Nie zamierzała odbierać córce święta. Wiedziała, jak bardzo mała czekała na ten dzień i jak własnoręcznie malowała dla rodziców plakat. Kiedy tylko minie rocznica, usiądzie z Damianem i szczerze porozmawiają.
Nadszedł ten dzień. Milena z Damianem i Helenką świętowali w ich ulubionej restauracji dziesiątą rocznicę ślubu. Jaka to rocznica? Cynowa? Drewniana? Bliżej szkła, bo już za chwilę pęknie, pomyślała z goryczą Milena. Kolacja dobiegała końca, gdy Damian mrugnął porozumiewawczo do córki:
Jakie to święto bez tortu? zapytał.
Tato, ja chcę największy kawałek! zawołała szczęśliwa Helenka.
Damian dał komuś znak i do stolika ruszyła… Katarzyna. Kicia, kochanka, znowu ona! Przymknęła oczy, jakby chciała zniknąć. Kasia postawiła przed nimi tort i stanęła w milczeniu obok. Damian uśmiechnął się serdecznie do Katarzyny, po czym zwrócił się do żony:
Z okazji rocznicy, Milenko! Ten tort jest specjalnie dla ciebie.
Do ich stolika podszedł animator i zaprosił Helenkę do zabawy. Córka pobiegła uradowana. Milena nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Wtedy Damian podszedł bliżej:
Widzę, że już poznałaś się z Kasią rzucił z uśmiechem.
Kasia grzecznie skinęła głową.
Nasza miłość przetrwa wszystko powiedział Damian. Dziękuję, że jesteś przy mnie.
Sięgnął, żeby ją pocałować, ale Milena odsunęła się dyskretnie.
Co to ma znaczyć? wyszeptała z trudem.
Kochanie, to był żart. Głupi, wiem, ale… wzruszył ramionami Damian.
Żart? powtórzyła.
Zgłosiłem się do agencji. Zajmują się nietypowymi jubileuszami: piszą scenariusz, dobierają aktorów. U nas motyw zdrady. Ale ty zachowałaś się wspaniale, Milena! Pełen szacunek! powiedział, próbując ją objąć.
Milena umilkła. Nie mogła po prostu uwierzyć.
Czyli nie masz kochanki?
Oczywiście, że nie! Damian promieniał.
A Katarzyna to aktorka?
Jeszcze się uczę odezwała się Kasia. Dorabiam w kawiarni i w tej agencji. Prawdę mówiąc, pani Mileno, zachowała się pani z ogromną godnością. Inne żony od razu mnie lżyły albo oblewały kawą, a pani uprzejma i jeszcze napiwek zostawiła…
Nie mam słów… Milena patrzyła raz na Damiana, raz na Kasię. Damian, uważasz ten dowcip za odpowiedni? Za zabawny? Za dopuszczalny? głos jej zadrżał, niemal krzyczała. Za co mi to zrobiłeś?!
Kasia chciała zniknąć, ale gest Mileny ją zatrzymał. Damian pierwszy raz w życiu zobaczył żonę tak roztrzęsioną. Milena, zawsze opanowana, teraz nie kontrolowała emocji.
Wiesz, jak wyglądały moje ostatnie dni? Skąd wziął ci się taki pomysł przed naszą rocznicą?!
Mileno, po prostu zawsze jesteś taka opanowana… Czegoś mi brakowało, czegoś ostrego. Chciałem potrząsnąć naszym małżeństwem, przepraszam. Byłem głupi.
Milena aż się trzęsła z oburzenia. Katarzyna wreszcie skorzystała z okazji i się ulotniła.
Ostrej przyprawy ci brakowało? No to masz! Milena podniosła tort i rozsmarowała go na mężowskiej twarzy. Masz i przyprawę, i cały farsz naraz!
Damian próbował zetrzeć krem z twarzy, jednak nie szło mu najlepiej.
Czyś ty zwariowała?!
Nie, kochanie… odpowiedziała z lodowatą słodyczą Milena. Po prostu postanowiłam trochę ożywić nasze małżeństwo! powiedziawszy to, wstała i ruszyła do wyjścia.
Co się z tobą dzieje?! krzyczał za nią Damian. Przecież ci nie zdradziłem!
Milena przystanęła, spojrzała z powagą i odpowiedziała:
Lepiej byś zdradził!
Następnie podeszła po Helenkę, wzięła ją za rękę i wyszły z restauracji. Na świeżym powietrzu Milena nagle zaczęła się śmiać.
Mamusiu, co się stało? zapytała zdziwiona Helenka.
Nic, córeczko, przypomniał mi się dowcip.
Opowiesz?
Oczywiście, ale najpierw musimy serio porozmawiać. Zobacz, przez jakiś czas będziemy mieszkać osobno z tatą
Osobno? Na zawsze? Helenka przestraszyła się nie na żarty.
Nie wiem Czas pokaże. Jesteś ze mną? zapytała łagodnie.
Helenka kiwnęła głową, a one ruszyły dalej przez wieczorną Warszawę.



