Kochamy cię, synu, ale już do nas nie przyjeżdżaj.
Starsze małżeństwo mieszkało całe życie w małym domku, który zestarzał się razem z nimi. I choć mógł już mieć swoje lata, nie zamierzali się przeprowadzać.
Wieczorami często wspominali przeszłość, a było co pamiętać życie obfitowało w radosne chwile. Dzieci dawno dorosły i założyły własne rodziny. Córka, Zosia, mieszkała w sąsiedniej wsi, więc często wpadała z wizytą, a wnuki skutecznie odpędzały nudę. Ale syn, Marek, wyjechał daleko i od pięciu lat nawet nie zajrzał, pochłonięty pracą i obowiązkami. Z nową żoną często wyjeżdżał na wakacje za granicę. Aż tu nagle telefon. Marek zapowiedział wizytę.
Rodzice uskrzydleni. Tata wskoczył na rower i pomknął do sklepu po zakupy, a mama zaczęła planować ucztę godną króla, żeby ukochanemu synkowi dogodzić. Odliczali dni do przyjazdu. Marek niedawno się ożenił po raz drugi pierwsza żona wolała świat niż dom, więc się rozstali. Dzieci nie mieli, a teraz budował życie od nowa.
Marek zajechał pod dom wieczorem, zjadł kolację i padł spać. Rodzice usiedli cicho przy łóżku, żeby choć popatrzeć, bo rozmowa nie kleiła się zmęczony był po podróży.
Tata, rozpromieniony:
Niech se śpi, jutro pomoże drwa rąbać, obornik wyniesiemy ze stajni, a potem choinkę ściągniemy i ubierzemy, bo od kilku lat już jej nie mamy.
Mama dodała:
A w spiżarce podłoga się chwieje, trzeba by naprawić, bo się zaraz przeleciemy.
Tata poszedł spać, ale mama nie mogła odejść poprawiała kołdrę, głaskała poduszkę.
Rano tata pierwszy zerwał się, by napalić w piecu, żeby synkowi było ciepło. Mama też wstała i zaczęła piec placek. Marek obudził się koło południa i oznajmił, że dawno tak nie spał. Po śniadaniu włączył telewizor i rozsiadł się wygodnie przed filmem.
Mama nieśmiało:
Synku, pomógłbyś tacie z drzewem?
Mamo, przyjechałem tylko na parę dni, zdążę. Niech tata sam napali w saunie.
Rodzice w milczeniu nosili wodę ze studni, przygotowując kąpiel.
Po obiedzie tata poprosił:
Obornik w stajni trzeba wynieść. Ty młody jesteś, silny, może byś się tym zajął?
Coś ty, tato, myślisz, że w mieście się nie napracuję? Przyjechałem odpocząć, a wy od razu do roboty.
Po saunie Marek sięgnął po przywiezioną wódkę i zaczął narzekać na życie. Raz opowiadał o wielkim mieszkaniu z drogimi meblami, raz o rasowym psie, tylko kobiety mu nie wychodzą, i praca już nie ta.
Rodzice nie wytrzym



