Kocham go, ale nie chcę, żeby dziecko zostało bez taty
Cześć. Mam na imię Sylwia i stoję na życiowym zakręcie, od którego zależy nie tylko moja przyszłość, ale także dwóch innych osób. Mam dwadzieścia dziewięć lat, mieszkam w Poznaniu, pracuję w małej kancelarii prawnej, mam przyjaciół i rodzinę ale moje serce należy do kogoś, z kim nie mogę być otwarcie. To nie jest zwykły romansowy dramat. To prawdziwa męka, która trwa już rok.
Z Darkiem byliśmy razem trzy lata. Młodzi, zakochani, beztroscy. Kłóciliśmy się, godzili, snuliśmy plany. Wierzyłam, że to mój człowiek, a on mówił, że beze mnie nie może oddychać. Byliśmy szczęśliwi, aż pewnego dnia pokłóciliśmy się o głupstwo. Oboje wybuchliśmy dumą, rozeszliśmy się i żadne nie zrobiło pierwszego kroku. Byliśmy zbyt uparci i zbyt niedojrzali.
Minęło kilka miesięcy. Tęskniłam. Wpatrywałam się w telefon, czekając na wiadomość. Nie pisałam, nie dzwoniłam zbyt dumna. Aż pewnego dnia dowiedziałam się, że zaczął spotykać się z inną. Dziewczyna z sąsiedniego biura, spokojna, cicha i po kilku miesiącach w ciąży. Jakby ktoś wyrwał mi serce. Pamiętam, jak stałam przy oknie, a w środku czułam tylko pustkę, jakby zamieszkał we mnie lodowaty wiatr.
Gdy urodziła się jego córeczka, zebrałam się w sobie i zadzwoniłam tylko żeby pogratulować. Zamilkł na chwilę, potem powiedział:
Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że dzwonisz. Spotkamy się?
Nie wiem, czemu się zgodziłam. Chyba tylko po to, by spojrzeć mu w oczy. Na spotkaniu prawie nie rozmawialiśmy. Tylko patrzyliśmy na siebie w milczeniu, a w tym milczeniu była cała nasza miłość, ból i żal. Trzymał mnie za rękę, a ja cicho płakałam.
Od tamtego dnia zaczęliśmy się widywać. Nierówno, ostrożnie, jakbyśmy bali się samych siebie. Tak minął rok ukradkiem, choć szczerze mówiąc, nie było między nami nic więcej. Nie potrafiłam. Za każdym razem, gdy pomyślałam o jego córce, o tym, że w domu czeka na niego mała dziewczynka z oczami mamy, ściskało mnie w środku.
Często narzekał, że w domu jest nie do zniesienia. Że z matką jego dziecka nic go nie łączy poza małą Zuzią. Że już nie kocha. Że marzy tylko o mnie. I nie raz pytał:
A jeśli odejdę? Jeśli wrócę? Przyjmiesz mnie?
A ja milczałam. Bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Bo w tej chwili, choć kochałam go bez pamięci, widziałam nie tylko mężczyznę, ale i ojca. I tę małą Zuzię, która jeszcze nie umie mówić, ale już zna uśmiech taty, zapach jego kurtki i jego nocne przytulanie.
Jak mogę to zabrać? Jak mogę być tą, przez którą dziecko zostanie bez taty?
Tak, może się nie kochają. Może żyją razem tylko dla dziecka. Ale czy to zbrodnia? Ilu takich rodzin jest na świecie i jakoś żyją. Niektórzy z czasem się poukładają, inni uczą się kochać na nowo A jeśli ja rozbiję tę rodzinę czy będę szczęśliwa, wiedząc, że Zuzia rośnie bez ojca?
Boję się. Boli mnie. Śnię o nim, zasypiam z myślą o nim, nie potrafię spojrzeć innym mężczyznom w oczy. Nikt mi nie jest potrzebny, tylko on. On jest moim powietrzem. Ale czy mam prawo do tego szczęścia?
Czasem myślę a gdyby na miejscu Zuzi była ja? Gdyby mój tata odszedł dla innej kobiety, jak bym się czuła? Zbyt dobrze pamiętam, jak dorastałam bez taty. I nie chcę, żeby ktoś jeszcze przez to przeszedł.
Darek czeka na odpowiedź. Coraz częściej mówi o rozstaniu z tamtą kobietą. Prosi:
Nie milcz. Powiedz, czego chcesz. Jestem gotów rzucić wszystko. Tylko powiedz
A ja nie wiem, co powiedzieć.
Rozum mówi jedno zostawić wszystko, jak jest. Nie mieszać się, nie niszczyć, być silną. A serce rwie się do niego, krzyczy, błaga, bym nie puszczała.
Jeśli to czytasz, jeśli byłeś w podobnej sytuacji powiedz, co mam zrobić? Czy można zbudować swoje szczęście, nie niszcząc cudzego? Czy każda miłość musi komuś zadać ból?
Kocham go. Ale nie chcę, żeby jego dziecko rosło bez ojca.
I chyba po raz pierwszy w życiu naprawdę się boję.



