Kochające serce

**Kochające serce**

Stałem przy oknie i patrzyłem na zalane słońcem podwórko. W sąsiednim budynku był sklep „Biedronka”, ludzie chodzili tam przez podwórko, skracając sobie drogę. Ale mnie ludzie nie interesowali. Czekałem tylko na jedną – Alinę.

Od kiedy zamieszkałem w tym bloku, byłem w niej zakochany. Alina była dwa lata starsza i mieszkała dwa piętra niżej. Nic wyjątkowego – dziewczyna jak dziewczyna, takich są miliony. Ale dla mnie była wyjątkowa. Serce nie sługa. Pokochało i już nic się z tym nie dało zrobić.

Właśnie zdawała maturę i planowała iść do szkoły medycznej. Teraz nie będę mógł chodzić za nią do szkoły, nie zobaczę jej na przerwach. Pozostało mi tylko dyżurować przy oknie, żeby choć na chwilę ją zobaczyć.

Alina nie zwracała na mnie uwagi. Dla niej byłem tylko dzieciakiem, sąsiadem. Dlatego ukrywałem swoje uczucia. Bałem się, że odepchnie tego gimnazjalistę. Czekałem na osiemnastkę, na skończenie szkoły, żeby wyznać jej miłość. Ale kiedy ja otrzymałem świadectwo i szykowałem się na studia, Alina nagle wyszła za mąż. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Z okna widziałem, jak pod blok podjechała przystrojona wstążkami srebrna toyota, jak wysoki facet w granatowym garniturze wysiadł i nerwowo krążył przy samochodzie, co chwilę spoglądając na okna drugiego piętra. W końcu z klatki wybiegła Alina w białej chmurze tiulu i koronki. Schodząc ze schodów, potknęła się i wpadła w objęcia narzeczonego, który zdążył ją złapać w ostatniej chwili. Posadził ją w aucie, zdjął but i coś dyskutował z kierowcą. Zrozumiałem – złamał się obcas.

Mama Aliny przyniosła białe adidasy. W nich właśnie wychodziła za mąż. Nie było czasu jechać po nowe buty.

Cały blok, a właściwie całe podwórko, żyło tą historią. Wszyscy byli zgodni – to zła wróżba, ich małżeństwo nie przetrwa i nie przyniesie szczęścia.

Po ślubie Aliny leżałem dwa dni na kanapie, twarzą do ściany. Mama już chciała wzywać lekarza, myślała, że jestem chory. Trzeciego dnia wstałem i wróciłem na swoje miejsce przy oknie. Ale Alina zniknęła. Mama powiedziała, że następnego dnia po ślubie wyjechali na południe. Bałem się, że przeprowadzi się do męża i już jej nie zobaczę. Ale po dwóch tygodniach opalona i jeszcze ładniejsza Alina znów szła przez podwórko. Wróciła! Serce podskoczyło mi do gardła z radości.

Mama Aliny wyjechała do starszego syna, któremu właśnie urodziła się córka. Postanowiła nie przeszkadzać młodym w budowaniu własnego życia. Czas mijał, a Alina i mąż żyli szczęśliwie, wbrew wszystkim wróżbom i przesądom.

Życie wróciło do normy, znów mogłem codziennie widzieć obiekt mojego uwielbienia. Tyle że teraz często przy Alinie był też jej mąż. Ku mojej radości, po pół roku rozwiedli się.

Mama opowiedziała mi o tym przy kolacji. Wróżba się spełniła – małżeństwo nie przetrwało. Nikt nie wiedział, skąd się wzięła ta wiadomość, ale plotkowano, że do Aliny przyszła pierwsza żona jej męża. Mieli małego syna. Pokłócili się, a on w emocjach się rozwiódł. Poznał Alinę i ożenił się, ale dalej odwiedzał syna, a z żoną jakoś się dogadali. Zrozumiał, że za szybko wszedł w drugi związek, ale nie miał odwagi powiedzieć tego nowej żonie. Więc ta pierwsza postanowiła interweniować. Wszystko Alinie wyjaśniła.

„To twój wybór. Kocha syna, ciągnie do niego. A ja już mu wybaczyłam. Pogódź się i puść go. Jeszcze znajdziesz swoje szczęście.”

Alina, oczywiście, puściła. Wydawało mi się, że słyszę, jak płacze, choć przecież przez ściany nic nie dochodziło. Czekałem przy oknie trzy dni, ale Alina nie wychodziła. A jeśli zrobiła sobie coś złego? W środku zrobiło mi się lodowato, więc pobiegłem do niej. W cztery skoki pokonałem cztery piętra i zadzwoniłem do jej drzwi.

Otworzyła zapłakana, z opuchniętymi oczami, ale z iskierką nadziei w spojrzeniu. Zobaczywszy mnie, wróciła do pokoju, rzuciła się na kanapę i wybuchnęła płaczem. Nieśmiało wszedłem do środka. Widok szlochającej dziewczyny rozdzierał mi serce. Przysiadłem obok i delikatnie pogłaskałem ją po plecach.

Zaczęła się powoli uspokajać. W końcu odwróciła do mnie twarz, opuchniętą od łez. W tej chwili kochałem ją jeszcze bardziej – rozczochraną, zapłakaną i bezbronną. Choć czy to w ogóle możliwe?

„Nie płacz. Poczekaj trochę, jak skończę studia, to się z tobą ożenię.”

Poszedłem na studia. Czasem spotykałem Alinę na ulicy. Szła wolno ze sklepu lub z pracy, patrząc pod nogi. Serce ściskało mi się z żalu i miłości. Zabierałem jej torby z zakupami, żartowałem, opowiadałem śmieszne historie. Pod drzwiami swojego mieszkania zabierała ode mnie siatkę i żegnała się. Nigdy nie zapraszała mnie do środka.

Oczywiście, mama wszystko widziała, ale liczyła, że dorosnę, przejrzę i zakocham się w rówieśniczce. To ona powiedziała mi kolejną nowinę – Alina ma faceta. Lekarza, żonatego, dwa razy starszego od niej. Jego córka była w wieku Aliny.

Skąd się wzięły te plotki? Facet nigdy nie przychodził do Aliny, nie odprowadzał jej do domu. Znów byłem zazdrosny. Pocieszało mnie tylko, że pewnie nie wyjdzie za tego żonatego doktora.

Zbliżał się Nowy Rok, podwórko pokryło się śniegiem, w oknach migotały lampki. I pewnego dnia Alina przyszła do mnie sama. Mamy nie było w domu.

„Masz cebulę?” – zapytała od progu.
Na jej policzkach płonął rumieniec, oczy błyszczały, uśmiechała się do mnie!

„W domu ani jednej, a do sklepu nie mam czasu biec. No, dasz?” – popędziła mnie.

Nie ukryłem rozczarowania. Poszedłem do kuchni i przyniosłem cebulę. Alina pokręciła nią w dłoniach, potem podniosła na mnie rozpromienione oczy.

„A drugą można? Kupię i oddam.”
Przyniosłem jej jeszcze jedną.

„Kogoś zapraszasz?” – przełamałem nieśmiałość.
Nie odpowiedziała, podziękowała i wyszła.

Zżerały mnie zazdroW końcu, gdy pierwszy raz pocałowaliśmy się pod jemiołą w sylwestrową noc, zrozumiałem, że czasem miłość wymaga cierpliwości, ale warto na nią czekać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa + 11 =

Kochające serce