Anna usiadła na tylnym siedzeniu autokaru i od razu zauważyła, że jej syn nie zmieści się w tym wąskim miejscu.
Byliśmy w rodzinie ja, mój mąż Krzysztof i dwaj chłopcy, Michał i Paweł na wakacjach za granicą. Pewnego dnia przydarzyła nam się nieprzyjemna sytuacja, której nie da się zapomnieć.
Mieliśmy wykupioną wycieczkę, której program obejmował odwiedzenie kilku niezwykłych zakątków, niedostępnych pieszo. Postanowiliśmy poświęcić jeden dzień na tę przygodę.
Kupiliśmy cztery bilety po 120 zł każdy, żeby każdy z nas miał własne miejsce. Wsiadł po nas potężny autokar, a zaraz po nas wślizgnęła się pełna krągłości kobieta z niemowlęciem w wózku takiej samej postury jak my. Z trudem wtłoczyli się między rzędy.
Kobieta, o imieniu Jadwiga, usiadła na tylnym siedzeniu i zmartwiona stwierdziła, że jej syn Kacper nie zmieści się tam. Wstała więc, szukając innego wolnego miejsca dla dziecka. Spojrzała na naszych chudych chłopców i postanowiła położyć swojego syna obok nich.
Krzysztof stąpał po drodze, mówiąc, że zapłaciliśmy za te siedzenia i nie ma powodu, by zmuszać nasze dzieci do przesiadania. Jadwiga jednak nie ustępowała podjęła nawet kłótnię z przewodnikiem wycieczki.
Próbowała nas przekonać, że powinniśmy daje się podmieszać wśród innych, że to nasz obowiązek. Dlaczego mielibyśmy to robić? Rozsądkiem zasugerowała, by przerwać wycieczkę i zwrócić bilety. Inni turyści, widząc zamieszanie, podchodzili i zaczynali nam robić selfie, głośno komentując całą sytuację.
Dzieci w końcu wstały, by móc kontynuować przejażdżkę, podczas gdy kierowca czekał, aż konflikt zostanie rozwiązany. Nastrój był wyraźnie zepsuty.
Zadałam sobie pytanie: czy mamy rację? Dlaczego mielibyśmy pozwolić, by nasze dzieci podróżowały w tak ciasnych warunkach, skoro kupiliśmy im bilety? Co wy o tym sądzicie?



