70-letnia Barbara, od lat nie zmieniała swoich tradycji i codziennie spacerowała po parku. Pewnego dnia, była jakaś smutna, bo wspominała minione lata. Wszystko wydawało się być w porządku, a rodzinę miała wspaniałą. Jeden dzień zmienił całe jej życie. Jej syn był u szczytu kariery, a pewnego dnia dostała telefon, że utonął. Do dziś nie wiadomo, jak to wszystko się stało. Jej mąż nie mógł znieść tej wiadomości. Zaczął nadużywać alkoholu, często nie wracał do domu, a pewnego wieczoru został potrącony przez samochód. Barbara nie miała jeszcze 50 lat, gdy została sama. Nie kontaktowała się z dalszą rodziną, a jej emerytura wydawała się wystarczająca. Dobrze, że miała Pawełka, chłopaka z sąsiedztwa, który często ją odwiedzał.
Wracając do domu, Barbara zauważyła u swoich drzwi, karetkę pogotowia. Wśród tłumu, babcia dostrzegła Pawła. Stanął obok noszy matki i krzyknął:
– Mamusiu, obudź się.
– Niech ktoś go zabierze! – Krzyknął policjant.
– Zabiorę go do siebie. – Powiedziała Basia.
Policjant zapisał jej nazwisko.
– Niedługo przyjdą władze opiekuńcze.
– Dlaczego? Przecież on zostanie u mnie.
– Oni o wszystkim zadecydują.
Przedstawiciele przybyli dopiero miesiąc później. Przez ten czas, Basia i Pawełek zdążyli się już do siebie przyzwyczaić. Babcia czuła się jak matka. Gotowała śniadania i kolacje, nawet śpiewała kołysanki przed snem.
– Ale ja chcę go zatrzymać przy sobie. – Powiedziała babcia.
– Proszę zrozumieć, takie jest prawo. Trzeba złożyć wniosek, może zatwierdzą, ale jest to mało prawdopodobne.
Niestety, urzędnicy mieli rację. Jedyne co Basia usłyszała to:
– No cóż, jesteś już starszą kobietą, po co Ci to wszystko, żyj sobie spokojnie.
Nie rozumieli jednak, że Basia nie będzie mogła żyć w spokoju do końca życia.



