Kłótnia przy zlewie: Valeria zmywa naczynia, gdy Ivan wchodzi do kuchni i wyłącza światło, bo według…

10 października, wtorek

Dziś, jak zwykle, zmywałam naczynia w kuchni, kiedy wszedł Janek. Najpierw zgasił światło, przez co kuchnia nagle zrobiła się szara i ponura.

Jest jeszcze jasno, po co marnować prąd? burknął z niezadowoleniem.

Chciałam nastawić pralkę odpowiedziałam spokojnie.

Zrobisz to w nocy, gdy jest tańszy prąd rzucił sucho. I nie odkręcaj tej wody tak mocno! Zużywasz jej dużo za dużo, Justyna. To nie może tak być. Nie rozumiesz, że w ten sposób przepuszczasz nasze pieniądze przez palce?

Janek przykręcił kurek z wodą. Spojrzałam na niego smutno, potem wyłączyłam całkowicie wodę, wytarłam dłonie o ścierkę i usiadłam przy stole.

Janek, patrzysz czasem na siebie z boku? zapytałam cicho.

Cały czas się oceniam odparł z nutą złości.

I co o sobie myślisz? ciągnęłam, nie spuszczając z niego wzroku.

Jako mąż? Jako ojciec? Normalny jestem, przeciętny. Jak wszyscy. Znowu zaczynasz swoją śpiewkę?

Naprawdę myślisz, że wszyscy mężowie i ojcowie są tacy jak ty? nie odpuszczałam.

Chcesz się pokłócić? Po co prowokujesz? burknął.

Czułam, że muszę mówić dalej. Że nie mogę już dłużej udawać, że tak można żyć.

Wiesz dlaczego jeszcze ode mnie nie odszedłeś? zapytałam cicho.

A niby dlaczego miałbym odejść? uśmiechnął się kpiąco.

Bo mnie nie kochasz odpowiedziałam. Dzieci zresztą też nie.

Janek otworzył usta, ale nie dałam mu dojść do słowa.

I nie, nie próbuj zaprzeczać. Nikogo nie kochasz. I nie traćmy czasu na kłótnie o to. Chciałabym powiedzieć coś innego dlaczego nadal tu jesteś, skoro widzisz, jaka jest między nami pustka?

No to czemu? rzucił zniecierpliwiony.

Bo jesteś skąpy, Janek. Bo lękasz się, że po rozstaniu stracisz pieniądze. Piętnaście lat jesteśmy razem i na co spożytkowaliśmy te lata? Jakie mamy wspólne osiągnięcia, poza tym, że jesteśmy małżeństwem i mamy dzieci?

Jeszcze całe życie przed nami mruknął.

Nie całe, właśnie w tym sęk powiedziałam gorzko. Przez piętnaście lat nie pojechaliśmy ani razu nad morze. Nawet do Sopotu czy Gdańska! Nie wspomnę już o zagranicznych wakacjach. Zawsze urlop w mieście. Nawet grzybów za miastem nie zbieramy, bo to kosztuje. Symboliczny wyjazd zbyt drogi.

Bo oszczędzamy, dla naszego dobra tłumaczył się Janek.

„Naszego?” A może ty tylko dla siebie trzymasz te oszczędności?

Wszystko dla was robię mówił mechanicznie.

Naprawdę dla mnie i dzieci? Czy może od piętnastu lat odkładasz na swoje nazwisko, nie licząc się ze mną? ciągnęłam. Naprawdę robisz coś dla nas?

Oczywiście, że tak! Wiesz, ile już odłożyłem dla naszej rodziny?

Może i coś tam masz na swoim koncie. Ale ja? Chcesz, to sprawdźmy daj mi trochę pieniędzy, kupię sobie i dzieciom nowe ubrania. Bo od lat chodzę w tym, w czym szłam do ślubu, a dzieci noszą ciuchy po kuzynach. I jeszcze jedno zamieszkam w innej kawalerce. Dosyć już twojej mamy.

Mama dała nam dwa pokoje, powinnaś dziękować odparł. A te ubrania po co kupować nowe, jak można dostać po rodzinie?

A ja? Może powinnam chodzić w ubraniach twojej bratowej?

Dla kogo ty się niby masz stroić? Masz trzydzieści pięć lat, jesteś matką dwójki dzieci. Czas skończyć z taką dziecinadą wyśmiał mnie.

To o czym mam myśleć? zapytałam.

O sensie życia! O wartościach, nie tylko szmatach, mieszkaniach czy innych błahostkach! O duchowości!

Czyli trzymasz kasę dla naszego duchowego rozwoju? parsknęłam gorzko.

Bo wy tylko byście wszystko roztrwonili podniósł głos. A jak coś się stanie, z czego będziemy żyć?

„Jak coś się stanie”… Ale kiedy my zaczniemy po prostu żyć, Janek? Teraz żyjemy, jakby to twoje w razie czego już się stało.

Janek milczał, miał w oczach lęk.

Nawet na mydle, papierze toaletowym i chusteczkach oszczędzasz. Mydło i kremy do rąk przynosisz z pracy ciągnęłam. Wszystko, byle nie wydać na dom.

Grosz do grosza, a będzie kokosza warknął.

A ile jeszcze mam czekać na normalne życie? Dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat? Mam już trzydzieści pięć i dalej nic się nie zmienia!

Janek nic nie odpowiedział.

Może czterdziestka, to już odpowiedni wiek na nowe życie? ironizowałam. A może pięćdziesiątka? Może wtedy?

Nadal milczał.

Albo sześćdziesiąt! Ile wtedy odłożysz? Dużo. I wtedy pozwolisz mi kupić dzieciom ubrania? Dla siebie coś nowego?

Janek uparcie milczał.

Wiesz, Janek, przyszło mi do głowy, że możemy nawet nie dożyć tej sześćdziesiątki W końcu przez to twoje oszczędzanie jemy okropnie tanie, tłuste rzeczy, żeby się najeść do syta, a nie zdrowo. I nasz nastrój ile razy śmiałeś się w tym domu w ciągu ostatnich lat? Z ponurą twarzą nie żyje się długo.

Jak się wyprowadzisz i zaczniesz wydawać pieniądze, to oszczędności znikną rzucił sucho.

I właśnie dlatego odchodzę. Mam już dość życia w permanentnym oszczędzaniu. Ty je kochasz, ja już nie chcę.

A jak sobie poradzisz?

Dam radę. Wynajmę mieszkanie, starczy mi pensji. Na jedzenie, na ubrania nie będę już słuchać twoich wywodów o prądzie, gazie i wodzie. Pralkę będę włączać, kiedy chcę. I najlepszą papier toaletowy sobie kupię. Na moim stole zawsze będą papierowe serwetki. W sklepie kupię to, co mi się podoba, bez czekania na promocje.

Ale nie będziesz już oszczędzać! zatrwożył się Janek.

To prawda! Będę wydawać wszystkie pieniądze, także twoje alimenty na dzieci. Nic nie odłożę. W weekendy dzieci przyprowadzę do ciebie i do twojej mamy będziecie mieli czas razem. A ja wtedy wyjdę do teatru, do restauracji, pójdę na wystawę. Latem pojadę nad Bałtyk. Gdzie? Jeszcze nie wiem, ale pojadę. Dopiero gdy uwolnię się od ciebie, zacznę decydować.

Zauważyłam, jak Janek pobladł. Już nie myślał o mnie czy dzieciach martwił się o siebie i swoje pieniądze, które straci.

Jeszcze jedno, Janek rzuciłam na koniec. Podzielimy to, co przez piętnaście lat zebrałeś na koncie.

Jak to? szepnął.

Po równo. I wydam wszystko, bez żalu. Nie będę już oszczędzać na życie. Chcę żyć TERAZ.

Janek coś mamrotał pod nosem, próbując się pozbierać, ale chyba nie wiedział, jak ma zacząć.

Wiesz, jakie mam marzenie? Chciałabym, żeby kiedyś, gdy odejdę z tego świata, na moim koncie nie zostało ani grosza. Żebym wiedziała, że wydałam wszystko na siebie i bliskich.

Dwa miesiące później rozwiedliśmy się.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − szesnaście =

Kłótnia przy zlewie: Valeria zmywa naczynia, gdy Ivan wchodzi do kuchni i wyłącza światło, bo według…