Kłótnia

Kłótnia

Basia, wybaczam ci! Kłótnia była niepotrzebna, ile można się boczyć? Przecież my już nie młode zadudniła Anna Nowakowa, po raz pierwszy od siedmiu lat wykręcając numer siostry. Wiesz, Basia, czas dorosnąć! Ile jeszcze…

Przepraszam… Ale z kim pani rozmawia? Ja nie jestem Basia…

Głos był wyraźnie obcy, młody, trochę niepewny, ale sympatyczny.

Anna zaniemówiła w połowie zdania, co zdarzało jej się niezwykle rzadko.

Dziecko, kim ty jesteś?! Skąd masz numer mojej siostry?!

To mój numer. Już ponad rok. Przepraszam, ale nie znam pani. Ani Basi, do której dzwonisz, też nie. Do widzenia.

Anna długo nie mogła pojąć, co się dzieje. Zanim się zreflektowała, usłyszała sygnał zakończenia rozmowy i nagle ogarnął ją niepokój…

Postanowiła, że sprawdzi w notesie numer siostry. Nigdy nie ufała nowoczesnej technice, dlatego wszystko zapisywała w starej, czerwonej adresówce, którą dawno temu podarowała jej Basia. Basia lubiła ładne przedmioty i wiedziała, że Anna też, choć była zbyt praktyczna, by sama sobie kupić coś zbędnego. Basia więc często ją drobiazgami obdarowywała to torebka, to ładny długopis, to szalik. Niby drobiazgi, ale miło. Anna była inna: wolała większe prezenty poważne, konkretne, żeby każdy rozumiał, jak bardzo kocha siostrę!

Anna raz jeszcze ręcznie wykręciła numer z notesu i już wiedziała, że coś się wydarzyło. Głos był znów ten sam cichy, melodyjny, ale zupełnie obcy.

Przepraszam, już mówiłam, to mój numer młoda kobieta po drugiej stronie nerwowo odpowiedziała. Proszę mi już nie przeszkadzać, jestem w pracy.

Proszę! Anna przestraszyła się, że rozmówczyni znowu się rozłączy. Kiedy mogę zadzwonić? To bardzo ważne!

Za trzydzieści minut, gdy będę mieć przerwę.

Anna odłożyła telefon i zatopiła się w myślach.

Dlaczego Basia zmieniła numer? Dlaczego jej o tym nie powiedziała? Fakt, pokłóciły się, ale czy to powód, by urywać kontakt?

W Annę zaczęła wstępować złość.

Jak byłaś nierozgarnięta, Basiu, tak zostało! mruknęła, setny raz przecierając kuchenny stół i zerkając na zegarek.

Nie znosiła bezczynności. Od dziecka musiała mieć zajęcie dla rąk i głowy. Była energiczna, stanowcza, sprawiedliwa do bólu i ile przez to rodzinnych spięć! Ale Anna uważała, że racja jest po jej stronie i już!

A Basia była inna cicha, łagodna, powolna. Gdy kończyła śniadanie, Anna już dawno była gotowa biec do szkoły. To Anna prasowała mundurki, zaplatała warkocze, układała kokardy, a Basia wciąż się zamyślała. Stała przed lustrem z szczoteczką do zębów i rysowała palcem po szkle.

Basiu, co ty wyprawiasz?

Zastanawiam się…

Przestań marudzić! Spóźnimy się! złościła się Anna. Myślenie zostaw innym!

Nie mogę?

Nie! Myślą niech inni, a ty myj zęby i jedz!

Zawsze tak było Basia w tyle, Anna już wracała z własnej góry, żeby pogonić siostrę:

No co za zamulec z ciebie?! Ledwo żyjesz! Tak się nie da!

Basia nie przejmowała się uwagami siostry. Patrzyła prosto, nawet się uśmiechała na wszystkie krytyki:

Aniu, nie każdy musi być tak szybki jak ty! Ty dumą naszej rodziny jesteś! O mnie nie myśl, ja sobie spokojnie…

No właśnie, zawsze spokojnie! A całe życie przeleci ci koło nosa! Ruchy!

Basia nie obrażała się widziała, że w Annę natura wlała niespożytą energię, która wybuchała przy każdej okazji. Czekała, aż siostra spokojniejsza się stanie.

Jak uspokoić wulkan? Tylko morzem. Miłość to taki ocean potrafi nawet ogień wygasić, pozwolić zakwitnąć nowemu życiu na popiołach. Ale to nie była opowieść o Annie.

Miłość Anny była też żywiołem i wszystko, co za blisko podeszło, płonęło.

Mężów miała czterech. Z pierwszymi trzema rozwiodła się szybciej, niż wytrwały rok.

Charakter się nie zgadzał! zawsze tak tłumaczyła.

Czwarty wytrzymał dłużej trzy lata. Ale i tak odeszła, choć była z małą córką, a na horyzoncie nie widać było nic poza goryczą i rozczarowaniem.

Tacy faceci teraz! Wszystko im jedno, rodzina nieważna! zapłakana wygłaszała siostrze. Tobie z Piotrkiem dobrze?

Basia, jej mąż Piotr, cichutko wniósł herbatę i wziął siostrzenicę na ręce:

Rozmawiajcie! Ja położę Marysię spać.

Marysia już przysypiała, ale dla mamy życie się zawaliło.

No właśnie! zdenerwowana Anna stukała w stół, gdy Piotr wyszedł. Jak ty z nim możesz wytrzymać?! Można zdechnąć z nudów!

A dobrze mi, Ania! Basia przesunęła koszyk z ciasteczkami bliżej siostry. Jedz, pewnie głodna jesteś?

Cały dzień nie jadłam! wyznała Anna, rzucając się na słodycze. No i pomyśl, znowu sama!

Aniu, może już czas trochę się odprężyć? Po co wieczna walka? Życie mija… Wiesz, Marysia dorośnie, wyjdzie za mąż i wyjedzie, zacznie swoje życie. I dobrze! A ty? Sama zostaniesz?

O, Basiu! Nie o to chodzi!

To o co?

Że nikomu nie można ufać! Wszyscy kłamią!

Nawet ja?

Nawet ty! Śpiewasz, jak Piotrka kochasz, a dzieci od niego nie chcesz! To nie miłość!

Basia przestała się uśmiechać. Podniosła się, podeszła do czajnika, otarła łzę i szepnęła:

To nie takie proste… Chciałabym, Aniu. Bardzo. Ale nie mogę… Nie zostanę mamą…

Anna rzuciła się ją pocieszać.

Kto tak mówi?! Lekarze? Zobaczysz, najlepszych ci znajdę! Będziesz miała maleństwo!

Nie wystarczyło chęci. Nie powiodło się…

Basia została matką inaczej, niż chciała. Własnych dzieci mieć nie mogła, przyjęła więc pod swój dach rodzeństwo z rodziny Piotra, które zostało sierotami. I kto śmiałby nazwać te dzieci obcymi przy Basi, miałby kłopoty. Nawet z siostrą się o to pokłóciła na długo.

Po co ci nie Twoje, Basiu! Swoje będą!

Aniu, ja mam prawie czterdzieści lat! Gdyby miały być, już by były! To dzieci, co do domu dziecka?!

Co ci do tego?! Piotra rodzina niech zajmie się nimi!

Ale ja chcę! Rozumiesz? Ja!

O, Basiu, uparta i naiwna jesteś!

Dość już, Aniu. Czas do domu. Czeka na ciebie Marysia.

Marysia jest na obozie. Wraca za tydzień. A ty mi na oczy nie pokazuj się! I nie proś mnie o pomoc!

Skąd w tobie tyle złości, Aniu? szepnęła Basia, gdy siostra zbiegła po schodach.

Odpowiedzi nie doczekała. Anna naprawdę się obraziła. Przerwała wszelki kontakt z siostrą, nie odwiedzała ich, nie odbierała telefonów, nawet córce zabroniła do ciotki chodzić. Na szczęście Marysia jej nie słuchała kochała Basię, z miejsca polubiła jej dzieci i regularnie wpadała z wizytą, zwłaszcza że mieszkały blisko.

Wtedy Piotr dostał nową pracę w innym mieście. Po rozmowie z żoną i dziećmi wszyscy się przeprowadzili, zostawiając Marysi adres na wszelki wypadek.

W życiu różnie bywa, Marysiu żegnała ją Basia. Pamiętaj, zawsze masz rodzinę! A mamę szanuj. Taka ciężka jest czasem… Kto ją zrozumie, jeśli nie my?

Marysia starała się. Było ciężko, a potem coraz trudniej.

W końcu dorosła, wyszła za mąż. Anna nie zaakceptowała jej wyboru.

Co to za chudzielec?! Niech sobie radzi gdzie indziej! zrugała na wejściu narzeczonego. Nie mogłaś sobie lepszego znaleźć?!

Marysia nie tłumaczyła. Odeszła razem z narzeczonym, nie słuchając krzyków matki.

Ten chudzielec, Paweł, był świetnym informatykiem, miał dobrą pracę i niedługo potem zaproponował Marysi przeprowadzkę do miasta, gdzie mieszkała Basia.

Tam nam będzie lepiej. Sprzedamy moją kawalerkę, wszystko ułożymy od nowa.

Już nie mam czego tu szukać… szlochała Marysia.

Paweł kochał ją bardzo i był gotów dla niej wszystko zostawić. Rodziców nie miał, tak więc cały świat zamykał się w tej drobnej, zapłakanej dziewczynie, która marzyła o domu, dwójce dzieci i długim, szczęśliwym razem.

I udało się.

Basia próbowała porozmawiać z Anną, która jednak nie chciała jej słuchać.

Wszystko jasne! Nie dzwoń więcej! ryczała Anna.

Aniu, dość! pierwszy raz prawdziwie się rozgniewała Basia. Burzyć łatwo, budować trudniej! Ty siebie posłuchaj wyrzuciłaś własną córkę! I dobrze, że są ci, do których może pójść! A jakby mnie nie było? Matką się staje, kochając dziecko bez względu na wybory! To życie Marysi! Twoim zadaniem jest ją wspierać! Gdzie by bieda poszła, jeśli od matki serca nie zazna?!

Ty…! próbowała Anna, ale Basia nie pozwoliła jej skończyć.

To wszystko! Jak ochłoniesz, chcesz się pogodzić zapraszamy. Ale na naszych warunkach. My dość już się nasłuchałyśmy! Myśl, Aniu! Kiedy zmądrzejesz dzwoń!

Anna obraziła się jeszcze bardziej. Z zakazem kontaktów, z żalem w sercu. Zaproszenie na ślub Marysi i Pawła po prostu podarła. Przestała odbierać telefony od siostry. Nawet przesyłkę ze zdjęciami od Basi wyrzuciła. Trwała latami w goryczy, pielęgnując swój żal.

A czas płynął. Rodzina nie zamierzała siedzieć w kącie. Basia wychowywała przyjęte dzieci, pomagała bratanicy, Paweł z Piotrem budowali dom.

I okazało się, że ten chudzielec wcale już nie taki chudy Marysia dobrze o niego dbała potrafi wiele i dużo wie. Piotr chwalił świeżego zięcia:

Pawle, świetnie sobie radzisz! Skąd umiesz te rzeczy?

Z książek i internetu, wujku Piotrze. Tylko chcieć trzeba.

Marysia była już w ciąży z drugim synem, gdy świętowali parapetówkę. Na ostrożne pytanie ciotki, czy nie zaprosić mamy, westchnęła:

Dzwoniłam, ciociu Basiu. Zawsze próbuję. Nie odbiera, czasem szybko rozłącza. Nie chce mnie widzieć.

Nie płacz! Basia przytulała ją. Nie wolno teraz.

Już nie będę… szlochała Marysia.

A Anna? Żadnych oznak skruchy. Czas? Czas poczeka! Niech się przekonają, kogo skrzywdzili!

Zaproszenie rozdarła, zdjęć nie oglądała, telefony ignorowała. Trwała w swoim żalu, chowając się za urażoną dumą.

Lata mijały, a rodzina układała sobie życie. Basia dzieci wychowywała, Pawel i Piotr dom stawiali, Marysia czekała na kolejne dziecko. Anna coraz częściej czuła pustkę sama w święta, coraz trudniej szło zebrać się na radość. W końcu, po raz kolejny spędzając Sylwestra w samotności, Anna wykręciła dawny numer Basi i znów usłyszała zupełnie obcy głos.

Przy kolejnej próbie, już zdeterminowana, znów usłyszała młodą kobietę.

Słucham?

To ja słucham! Jakim cudem numer mojej siostry jest teraz pani?

Po prostu odpowiedziała dziewczyna. Kupiłam nową kartę SIM. Jeżeli przez dłuższy czas numer jest nieużywany, może go dostać ktoś inny.

Nonsens! A gdzie jest moja siostra?

Skąd mam wiedzieć? głos był teraz oschły. Anna zrozumiała, że musi zmienić ton.

Proszę, może mi pani pomóc? Proszę o przysługę.

Po dłuższej chwili dziewczyna niepewnie odpowiedziała:

Może. Proszę mówić.

Czy mogłaby pani popytać w swoim mieście? Dam dane mojej siostry, proszę pojechać, dowiedzieć się, czy mogę się z nią skontaktować. Zapłacę za wszystko.

Dziewczyna po chwili odpowiedziała:

W porządku. Nic nie chcę w zamian. Proszę podać mi adres.

I tak Anna zrobiła. Potem już tylko czekała na odpowiedź która była zupełnie inna, niż się spodziewała.

Pani siostry już nie ma. Odeszła półtora roku temu. Długo chorowała, walczyła dwa lata, ale przegrała. Mąż powiedział, że chętnie panią zobaczy, jeśli pani zechce przyjechać. Jeszcze jedno…

Co? Anny głos był ochrypły, drżący.

Córka. Też czeka. I wnuki ma pani dwójkę. Przekazała pani słowa od siostry. Basia chciała je sama przekazać, ale uznała, że tak będzie lepiej. Bo nie chciała jej pani słuchać…

Proszę, powiedz!

Aniu, nie wariuj. Wszystko twoje jest tutaj. Dorastaj, czas na to. Tu wszyscy jeszcze cię kochają.

Zapadła cisza. Anna łkała, po raz pierwszy w życiu rozumiejąc, ile straciła.

To już wszystko?

Tak.

Dziękuję…

Nie ma za co.

Głos rozmówczyni złagodniał.

Przyjedźcie. Ma pani wspaniałą rodzinę i piękne wnuki.

Sygnał rozłączenia, a Anna… płakała. Bolało ją bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Ale naprawić tego już nie mogła, choć zrozumiała, co naprawdę jest ważne.

Przepłakała całą noc, aż w końcu zebrała się w sobie, wykręciła numer, który znała na pamięć.

Marysiu…

Mamo! Czekamy na ciebie!

Córeczko, ja…

Nie mów nic. Przyjedź! Czekamy!

W głosie Marysi Anna usłyszała coś niezwykłego siłę, łagodność po Basi, i coś, czego jej samej brakowało przez lata.

Miłość… prawdziwa, bezwarunkowa. Taka, którą Basia znała, a Anna właśnie się jej uczyła.

I choć nie była pewna, czy umie ją odwzajemnić, głęboko wierzyła, że kiedyś, wreszcie, się tego nauczy.

Bo czasem najważniejsze w życiu to pozwolić miłości zatriumfować nad dumą. A wtedy wszystko jeszcze może zacząć się od nowa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × dwa =

Kłótnia