Kłótnia

Kamila jeszcze raz przeczytała wiadomość i nacisnęła Wyślij. Teraz mogła zasuwać na herbata. Oparła się plecami o fotel, po siedzeniu milczała, po czym zamknęła pocztę, wstała od biurka i ruszyła na korytarz. W izbie relaksacyjnej przy stole siedziała Zuzanna, cicho szlochając. Kamila nienawidziła mieszać się w cudze sprawy. Zapewne rzecznik wyżarł ją za błędy w tłumaczeniach. Włączyła czajnik, wzięła swoją kubek z półki, dosypała dwie łyżeczki mrożonki i czekała, aż woda zagotuje się w beczku.

Zuzanna westchnęła i odwróciła się w stronę okna.

Co ci się stało? Rzecznik odrzucił tłumaczenie? Znalazłeś błędy?

A to ciebie interesuje?

Nic. Chciałam zaoferować pomoc.

Nie potrzebuję.

Ale czemu więc płaczysz?

Kamila nagle przypomniała sobie, jak niedawno widziała Zuzannę siedzącą w eleganckim samochodzie, jak triumfowała, spoglądając z góry na koleżanki z pracy. Jasne, jazda już zniknęła, zdjęta bez pożegnania, a taka głupka cierpi na złote nadzieje.

Woda zaczynała bulgotać, Kamila wlała ją do kubka i usiadła naprzeciw Zuzanny. Przeszarpnęła jej paczkę chusteczek.

Zadbaj o siebie. Nie warto, by cały biuro znało twoje tajemnice. I nie zwlekaj z decyzją.

Skąd…

Wszystko jest jasne. Kusił, obiecywał srebrne góry, a teraz zniknął, nie odpowiada na rozmowy. Twoja testówka. Niewolność jak świat.

Może chciesz zachować dziecko? Pomyśl. Porodzisz, nocą przetłumaczysz dokumenty, by nie umrzeć z głodu. Potem wrzucisz chłopca do przedszkola i wyruszysz do pracy. Śpij kawałki, czeka cię szkoda w karierze, nie zaufają ci ważnych klientów. W końcu umrzesz na szale, szukając dodatkowego zajęcia, by jakś zasnąć.

Połknąć mąż, który zostałby już szefem, myślałby, że życie się ułatwi… Otrzymasz następnego dziecka i obie po rozszczelnieniu będziecie kołatać się jak noga, bez snu. Wkrótce znowu zacznie się wszystko od nowa infekcje, operacje, październikowe rodowe. A on, jak i ten samochodowy przeklęty szef, znowu cię odwrócisz, byś znowu słyszała, że jest wiele młodych dziewcząt do wypożyczenia, a alimenty to żaden kłopot. Ty zasiesz karierę, a on… tylko trzy litery na kartce.

Zamknij się! Nie wiesz nic!

Co tu wiedzieć? Wyrosłam w takim świecie. Narysowałam tylko twoją przyszłość. Pomyśl.

Ty… zła!

Dziewczyna wyszła z biura, zostawiając na stole skręcone i wilgotne chusteczki. Kamila piła herbatę. Jakiś inny nowy głupi motek wpakowany w amorety. Czy może jednak wszystko się zmieni? Czy ten kierowca samochodu powróci, wziąłby ją za żonę… A może i nie, być może jest żonaty albo myśli o lepszej opcji.

Kamilo, Posad Slima pyta o ciebie.

Wchodzę. Kamila dokończyła herbatkę, umyła kubek i porzuciła go w zlewie, ruszając do szefa.

I jak, leci nadal? Tak mi w porządku. Tam wszystkiego więcej. Pamiętaj, nie zapomnij o nas. Piszesz wypowiedzenie. Rozdzwonię księgowość, żeby szybciej ci wyplacili. Nie trzeba brać odpuszczenia. Wszystkiego najlepszego…

Kamiłę nazywali ambitną, chcieli DAROWANIE, lecz ona nie znosiła głupoty. Najlepsze oferty przysyłały jej, uwieliał wszystko. Umiała uporządkować indolentnego biznesmena lub zgorzkniałego pracodawcę. Wyglądała na lodowatą i bezlitosną. O kolegach klatką, że została porzucona, rozczarowana miłością, zaczerpnęła również
po ojcowie. Żadnego prawdy, tylko ona wiedziała, czemu poświęciła się karierze, po rozstaniu ze złotem. Ale to nie była prawda, sama się przekonała. Kiedyś dowiedziała się, że rodzice cięgną się, a czemu?

***

Ostatnio rodzice spierali się, prawie codziennie. Matka zawsze znajdowała preteksty. W każdym rozbiegu kończyło się rzekami słów, że ojciec niedobrze zarabia, obiecał radość, ale kłamnął, że to kłopoty. Gdzie on rzeczywiście…?

Ojciec spróbował się w biznesie, ale partner go przekłuł, zabierał wszystko. Ojciec nie upił się, został nauczycielem w kolegium, gdzie był lubiany. Ale matka chciała więcej pieniędzy, porównywała go z jej towarzyszkami, domagała się, by zmienił pracę. Ojciec już nie chciał odnawiać podejścia.

W gniewie matka szukała podquisitek, często wracała późnymi nosem. Ten dzień nałożenie płacz, odkładanie narzędzi, zrezygnowany wyraz. Kamila spała, obudziła się z głuchym rumorem. Matka rzuciła coś w holu i klikała.

Cicho! Wszyscy przestaną śpiewać. Domyślasz się, której godziny?

Już wiesz.

To nie mów, że byłaś na pracach…

Kamila usłyszała głos ojca.

Matka odpowiadała cicho.

Zapewne pijana, zapominamy, że ja nie powinnaś. Myślałabyś choć o córce. Już dorosła, wszystko rozumie.

To wiem.

W czym mój problem? Ty nie rodząc pracę, gdzie dobra placa, muszę pracować na dwóch miejscach. Twoja pensja nie dorówna głodu. Boisz się o córkę? O, ta rośnie, potrzebuje to, to i inne. Chodzi teraz już szpilki, buty, bluzki. A i ja czego mi się nie kupiła.

Wiem, gdzie pracujesz. Ty…

Co? Jeśli zapłacą, to i do łóżka mogę lecieć. Zarabiaj sam, a ja siedzę w domu. Gdyby nie było? To cisza. Skromny człoowiek, nic nie jest wart.

Zapomnij, porozmawiamy jutro.

Nic. Wszystko widzą, jaki jesteś. Nikomu nie potrzebujesz. A dokąd pójdziesz? Strefa czasu na innych się rusza… Matka rozśmianiła się, rzekł słów, po czym przestano się słyszeć. Kamila usłyszała uderzenie. Matka kuliła się i zaczynała pchać ojca z domu.

Idź. Dla mnie zdrowie. Mam kogoś, kto się o mnie zna…

Nagłe stopy były BST z lodu. Kamila wysłuchała, czego nie powinna słyszeć. Z cichego korytarza wróciła do swojej sypialni, przykryła ciepłym kołdrą, zasypiając od całych pytań.

Rodzice spierali się, ale tak… Wtedy Kamila dowiedziała się, że matka innego kochankę. Rano ojca już nie było. Matka patrzyła jakby była chora, nie robiła rękawiczek.

Gdzie tata?

Rzucił na wyjazd…

Następnego dnia matka znowu wróciła późno. Kamila stała przy oknie, obserwowała. Widziała, jak matka wysiadła z SUV-a, ale nie od razu. Jechali dalej, Kamila schowała się pod pledem, uchowując przed odkryciem.

Zapytała następnego dnia:

Rozwodzicie się? Masz inny mężczyzna? Ja widziałam…

Już dorosła. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz kiedyś.

Kamila nie rozumiała, nie chciała. Tata był dobry, nie pił, zabierał ją na sanki, latał pokrzywy. Ale może nowy mężczyzna był lepszy? Zdecydowała, że nie powinna się dzielić o tylu, że wszystko zrobi sama. Miłość była chimerą, łatwo znikała. tylko karera. Straż się o karierę, by córka nie czuła głodu duszy w rozdrapaniach rodziców. Nigdy
po ojcowie Kamila pilowała, nie przychodził nocą.

Mama ma rację. Jesteś nieudacznikiem. Nie zapewnił jej życia, o którym marzyła. Może ten jest dla niej. Jakoś już. Przyjmę cię, ale mieszkam u Oniegi. Dwa pokoje, dzieci, na kuchni. Brak miejsca. Wystarczy, że poczekasz.

Wtedy Kamila przysięgła, że nie zależnie od nikogo, że nie wierzyć w rozdراكę. Wszystko do siebie. Miłość jest bez sensu, jeśli łatwo przelewa się przez człowiekiem. Szczególnie to, co monety. Tak samo. Jej córka nigdy nie pobudziła tych relaksów, złośliwości, spierania. Nigdy.

Starła się z uwagi na późne powrotów matki. Po maturze Kamila weszła na studia wieczorowe, zarabiała na uniwersytecie, gdzie była pełna książek i czasopism. Cały wolny czas czytała, słuchała filmów bez tłumaczeń. Do domu wracała tylko na sen. Jak studentka daje lekcje językowe.

Rodzice rozwiedli się, mama poszła do nowego mężczyzny. Ojciec również mieszkał u kogoś, mówił, że wynajmuje kąt. Starał się, był spokojny. Kamila zapraszała, ale odmawiał, mówiąc, że nie chce jej przeszkadzać.

Jeśli z ojcem Kamila wasnąła relacje, dzwoniła, czasem proponowała visit, to z matką krótko. Obie grali w grze urazy. Kamila nie mogła przebaczyć matce zdrady, a matka uraziła córę, że broniła ojca. Tak żyły. Kamila tłumaczyła, uczyła języków.

W miłości? Chłopcy byli… Ale Kamila zauważyła, że interesują ją też jej mieszkanie. A ona nie chce.

Któregoś dnia w Warszawie organizowałem wystawę z udziałem firm z zagranicy. Kamila została zaproszona. Wtedy przekazał jej propozycję z Moskwy. Poproszono o czas, by się rozmyślić. Dzisiaj podjęła decyzję.

***

O zostali skończyły i poszła do ojca.

Tata. Jedź do Moskwy. Wolałeś dom? Obiecuj, że jeśli coś potrzebujesz, powiesz mi. Obiecujesz?

Nic mi nie potrzebuje. Może sprzedała. Mam tu przyzwyczajenie. Zadzwonicie.

Obiecuję, obowiązkowo, tato.

Zamawiasz? Nim dotknął borś, który Maria wyległa!

Maria wyległa?

Nie, ona-Pani. Kamila zaśmiała się No cóż. Jestem ciekawa.

Idź do matki. Nadal się z nią złości?

Dobrze, ruszaj. Muszę spakować rzeczy. Zobaczymy się. Kamila objęła ojca, pocałowała w czoło.

On już był jej wzrostu.

Kamila skołował do końca, ale musiała się rozpać i z matką. Relacje były chłodne i niezręczne.

Zauważyła matkę, jak szła do domu. Powoli, z dwiema workami, spoglądała pod palce. Kamila chciała ją dogonić, ale z podwórza wyszedł mężczyzna. Zapytał ją.

Nie daję! Znów się pić… Jak długo? Należałby się za pracę…

Kamila odwróciła się i poszła. Zadzwoni, będzie później. Znowu przypomniała sobie ten jadrodziczny konflikt. Co tam, matka szukała sztylu kobiety, a znalazła gorsze. Pewnie obiecał mu lepsze życie. Zło-u matki nie przeszło, przez to samą żal. Taka sama była matka, taki sam ojciec.

Gdyby nie ten konflikt, Kamila, prawdopodobnie, szybko byłby się kochała jak Zuzanna, wyszła za mąż, dzieci. Jej życie się zawróciło inaczej. Nie Moskwy, nie kariery… Nie wszystkiego. U niej będzie karera, mieszkanie w Moskwie. A taki sztyl kobiety… Ona bez niego sobie poradzi.

Rodzice często zajęci są swoimi kłopotami, nie zwracają uwagi na dzieci, myślą, że dzieci nic nie widzą. A dzieci słuchają i zapominają każde szałowe słowo, budują sobie życie albo podobnie do rodziców, albo odwrotnie, ale bez naturalnego szczęścia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 + 10 =

Kłótnia