Kilka miesięcy temu zaczęłam tworzyć treści w mediach społecznościowych. Nie dlatego, że chcę być sł…

Kilka miesięcy temu zaczęłam wrzucać coś do internetu głównie na Instagram i TikToka, dla czystej przyjemności. Zupełnie nie z potrzeby bycia sławną czy zdobywania uwagi, po prostu lubię te drobne rzeczy: nagrywanie przepisów, pokazywanie kawałków codzienności z córką, jakieś migawki z domu między jednym a drugim obiadem. Zero pozowania, zero stresu. Po prostu domowe filmiki z kuchni albo salonu, podczas gdy robię swoje.

Od samego początku Michał, mój mąż, był dość sceptyczny. Na starcie trochę żartował, trochę podważał: po co to robię, kto miałby to oglądać, czy naprawdę mi to potrzebne. Mówiłam mu, że to taki mój sposób na odreagowanie, totalny brak parcia ale on nadal patrzył na to podejrzliwie.

W końcu, któregoś wieczoru, powiedział wprost, że robię to, żeby przyciągnąć uwagę facetów. Że chcę się komuś podobać, żeby ktoś mnie podglądał. Kompletnie mnie to zatkało bo jak niby, skoro wrzucam filmiki z lunchboxem dla Julki, z rosołem na niedzielę albo, o matko, jak wyjmuję pranie? Przecież nie wrzucam zdjęć w bikini, nie tańczę erotycznie, nie pokazuję się roznegliżowana.

Najśmieszniejsze jest to, że mam 99 obserwatorów. Dosłownie. I ponad połowa to moja rodzina: kuzynki, ciotki, koleżanki z liceum. Pokazałam mu profil, komentarze, same emotki albo wygląda pysznie, muszę przetestować. I co? Usłyszałam, że liczba się nie liczy, ważne są intencje. Że niby czegoś szukam.

No i zaczęło się ciągłe przepytywanie. Za każdym razem, gdy sięgałam po telefon, patrzył krzywo. Wrzuciłam coś? Od razu pytania: czyj to komentarz, kto polubił, a ten serduszko to od kogo? Raz poprosił, żebym pokazała prywatne wiadomości które nawet nie istniały. Oskarżał, że brakuje mi szacunku do niego, jako do męża.

Teraz wrzucanie czegokolwiek stało się stresem. Zastanawiam się dwa razy, zanim kliknę opublikuj. Czuję się ciągle obserwowana, co miało być hobby, zrobiło się powodem kłótni. Michał boi się, że się zmieniam, że chcę się pokazywać. A ja po prostu mam wrażenie, jakby wszystko, co robię, było źle odbierane.

Nadal czasem coś wrzucam, ale dużo rzadziej. Nie dlatego, że mi się nie chce po prostu każda publikacja to potencjalny początek kolejnej awantury.
Jestem już trochę bezradna. Naprawdę nie wiem, co z tym zrobić.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − pięć =

Kilka miesięcy temu zaczęłam tworzyć treści w mediach społecznościowych. Nie dlatego, że chcę być sł…