Daj, wyślesz pięćdziesiątka? Nie mam kasy, a benzyna skończona zakończyła się wiadomość głosowa od kolegi.
Daria milcząco otworzyła aplikację banku, stuknęła w przelew. Pięćset złotych wleciało do Leszka w sekundę, zanim zdążyła dokończyć irytującą myśl.
Dzięki, słońce, jesteś najlepsza! pojawiła się wiadomość po minucie.
Odłożyła telefon i wpatrzyła się w sufit swojej sypialni. Najlepsza. Oczywiście. Kto jeszcze przelałby pieniądze o jedną jedynkę w nocy, nie zadając pytań? Kto nie przypomniłby o tych trzech tysiącach pożyczonych dwa tygodnie temu?
Pół roku temu wszystko było inne. Ona, Leszek, Grażyna i Kostek zarabiali mniej więcej tyle samo plus minus pięć tysięcy, mała kwota. Dzielili się pizzą po równo, rozdzielali rachunek w knajpie na czworo, nikt nie liczył cudzych pieniędzy. A potem Daria obroniła dyplom, dostała awans i przeniosła się do innego działu.
I jej pensja podrosła czterokrotnie.
Nie we dwie, nie w półtora, a w cztery.
Na początku nie zauważyła, że coś się zmieniło. Przez pierwsze dwa miesiące żyła po staremu odkładała na czarną godzinę, kupowała jedzenie w promocjach, liczyła każde zakupy pod pięćset złotych. Nawyk. Natomiast przyjaciele od razu to wyczuli. Jakby na jej czole pojawiła się neonowa nektarynka: Teraz jestem milionerką, wbijajcie.
Daria usiadła na łóżku, przyciągnęła kolana do klatki. Przypomniała sobie ten wieczór pierwsze spotkanie po podwyżce. Grażyna przywiózła butelkę taniego napoju, Kostek paczkę chipsów. Leszek przyszedł z pustymi rękami i szerokim uśmiechem.
Daria zamówiła sushi, kupiła dobre napoje, ser, owoce. Po raz zwyczajny podzieliła rachunek na czworo i wrzuciła do wspólnego czatu. Nikt nie przelał pieniędzy. Czekała dzień, dwa, tydzień. W końcu napisała przypomnienie: uprzejme, z uśmiechniętym emotikonem.
Daria, co z tym? Teraz nie musisz się martwić o grosz odparła Grażyna.
Spokojnie, następnym razem się rozdzielimy dodał Kostek.
Kolejnego razu nie było. Czy raczej było, ale wszystko się powtórzyło. Daria nakryła stół, przyjaciele przysiedli, zjedli, odeszli. I znowu wszystko zapłaciła tylko ona. W końcu Daria postanowiła zapytać wprost. Siedzieli przy jej kuchennym stole, dokończając makaron, który gotowała od dwóch godzin.
Ludzie, zaczęła, jak podzielimy wydatki? Wydaję na wszystko około pięciu tysięcy.
Leszek zakrztusił się winem. Grażyna zmrużyła oczy. Kostek udawał, że wnikliwie analizuje wzór na serwetce.
Daria, powiedziała Grażyna tonem, którym mówi się do kapryśnych dzieci, no wiesz, jesteś teraz bogata. Dla ciebie pięć tysięcy to dla nas pięćset złotych.
Dokładnie, dodał Leszek. Nie schudniesz, a my i tak mamy ciasno.
Daria, nie chciwo, poklepał ją Kostek po ramieniu. Jesteśmy przyjaciółmi.
Przyjaciele. Daria skinęła głową, uśmiechnęła się i odłożyła nieprzyjemny temat. Nie chciała kłótni, nie chciała być tą skąpą, co liczy grosze przy sześciocyfrowej pensji. Po tamtej nocy starała się rzadziej ich zapraszać. Wymówiła się pracą, zmęczeniem, planami. Czasem kłamała, żeby nie czuć się wykorzystywaną.
Wypady na zakupy z nimi stały się osobnym rodzajem tortur. Za każdym razem ktoś zapomniał portfela, nie zdążył wypłacić gotówki, zostawił kartę w domu. Dwa tysiące tutaj, trzy tysiące tam. Daria ratowała, bo odmawianie było niewygodne, kiedy za tobą stała kolej.
Ale pieniądze nigdy nie wracały. Nigdy.
Nadszedł Sylwester. Trzydziestego pierwszego grudnia. Daria stała pośrodku swojego salonu, patrząc na nakryty stół. Sałatka jarzynowa, śledź w śmietanie, pieczony karp, wędliny, mandarynki w kryształowej misie. Wszystko piękne, świąteczne. Wszystko na jej koszt.
Nie planowała świętować z nimi. Chciała być sama, obejrzeć jakąś głupią noworoczną komedię, położyć się spać o dwójce w nocy. Ale przyjaciele sami zapukały.
Daria, jak możesz być sama w Sylwestra? Przyjdziemy, będzie wesoło!
Masz duży mieszkanie, każdy się znajdzie!
Nie zostawisz nas, co?
Zgodziła się, bo wciąż wierzyła, że może się zmienią. Może przyniosą coś, podzielą koszty, przynajmniej podziękują.
Telewizor mruczał w tle. Daria poprawiła błyszczącą bombkę na sztucznej choince w rogu i spojrzała na zegar. Jedenaście. Zaraz przyjdą. Dzwonek do domofonu rozległ się o kwadrans dwunastej. Pierwsza weszła Grażyna, w chmurze słodkich perfum i brokatu.
Daria! Szczęśliwego nowego! Przyniosłam prezent!
Za nią wpadli Leszek i Kostek.
O, stołek super! wpadł Kostek na kanapę i od razu sięgnął po sałatkę. Daria, jesteś świetna. Nie jadłem od rana.
Daria przyniosła kieliszki, nalała napoje. Zrobili toast za miniony rok, za nowy, za przyjaźń. Uśmiechała się, wypowiadała odpowiednie słowa. Wewnątrz coś drapało, jednak nie pozwoliła temu wyjść na jaw. Nie teraz. Nie dziesięć minut przed północą.
Pod dźwięk dzwonów Daria wypowiedziała życzenie. Niech kolejny rok będzie uczciwszy od tego.
Prezenty! wykrzyknęła Grażyna. Rozpakowujemy!
Daria podała paczki przyjaciołom.
Trzymaj, Daria! wrzuciła Grażyna mu w rękę torbę.
W środku żel pod prysznic o zapachu arbuza.
O, dzięki, Daria wyciągnęła żel, obróciła w dłoniach. Arbuz. Fajny.
Od mnie! podał Kostek swój pakunek.
Skarpetki. Czerwone, z reniferami. Zabrakło odczepienia metki sto dwadzieścia złotych.
Super, odłożyła skarpetki na bok.
I ode mnie! Leszek wręczył małe pudełko.
Bombki choinkowe. Trzy sztuki, plastikowe, z łuszczącą się farbą.
Daria spojrzała na swoje prezenty: żel, skarpetki, bombki. Łączna wartość trzysta złotych, nie więcej. Kiwnęła głową. Dobrze. Wszystko w porządku.
A teraz otwierajcie moje, powiedziała.
Grażyna pierwsza rozerwała opakowanie. W środku planer, cukierki i skarpetki tym razem z ładniejszymi reniferami.
Kostek dostał zestaw do golenia i słodycze. Leszek termiczny kubek i szalik.
Wszyscy trójka wyciągnęli twarze w jednoczesnym wyrazie. Jakby ćwiczyli.
Eee, zaczęła Grażyna, patrząc na planer. Daria, to wszystko?
Co masz na myśli?
No, machnęła planerem w powietrzu, prezent. To cały prezent?
Daria opuściła się na oparcie krzesła, skrzyżowała nogi.
Tak. Coś nie tak?
Daria, wtrącił Leszek, myśleliśmy, że no, rozrzutnie wydasz. Przecież możesz sobie pozwolić.
Daję wam to, co wy mi dajecie, odpowiedziała prosto. Około tej samej wartości. To uczciwe.
Nieuczciwe! podniosła głos Grażyna. Ty zarabiasz setki razy więcej niż my!
Cztery razy. I to nie znaczy, że muszę wydawać na was więcej, niż wy na mnie.
Musisz! wykrzyknęła Grażyna. Jesteśmy przyjaciółmi! Przyjaciele powinni się dzielić!
Daria patrzyła na nią z dołu, na zaróżowiałą twarz, brokat w włosach, drżące od oburzenia usta.
Dzielić? zapytała. Od pół roku płacę za wszystko. Każde nasze spotkanie na mój koszt. Długu nie oddajecie. Przychodzicie z pustymi rękami i zjadajcie mój jedzenie. A teraz mówicie, że powinnam?
Jesteś skąpa, rzucił Kostek. Po prostu skąpa. Kasa masz, a zachowujesz się jak biedna.
Zachowuję się jak ktoś, który ma dosyć bycia wykorzystywanym, wstała Daria. W tym roku zadłużyliście się wobec mnie nieźle. Nie zwróciliście ani grosza. Dzisiejszy stół kosztował mnie piętnaście tysięcy. Zebraliście się? Nie. Przynajmniej zaproponowaliście? Nie. Przyszliście, usiedli i jedliście.
Bo jesteś bogata! krzyknęła Grażyna. Dla ciebie to drobne!
Nieważne, grosze czy miliony. Ważne, że to moje pieniądze. Moje. Zarobiłam je. I nie muszę ich wydawać na ludzi, którzy traktują mnie jak portfel z nóżkami.
Cisza. Kostek głośno westchnął. Leszek odwrócił się w stronę okna. Grażyna stała z czerwonymi plamami na policzkach, planer wciąż drżał w ręce.
Zmieniłaś się, powiedziała cicho. Kiedyś byłaś normalna.
Grażyna rzuciła planer na kanapę.
Chodźcie, chłopaki. Nie ma tu nic dla nas.
Zbierali się w milczeniu, zakładali kurtki, wkładali buty, nie patrząc na nią. Leszek w końcu odwrócił się przy drzwiach.
Szkoda, że tak, Daria. Przez tyle lat byliśmy przyjaciółmi.
Byliśmy, przyznała. A potem uznaliście, że mam was utrzymywać.
Drzwi zatrzasnęły się. Kroki na klatce schodowej ucichły. Daria została sama w mieszkaniu, w którym unosił się zapach sałatki i spalonego fajerwerkowego proszku.
Wróciła do stołu. Napełniła kieliszek. Zjadła łyżkę sałatki smaczna, domowy majonez. Wzięła mandarynkę, potem kolejną. Telewizor puszczał Irysy losu. Daria uśmiechnęła się i sięgnęła po telefon. Najpierw zablokowała Grażynę, potem Leszka, potem Kostka. Usunęła ich ze znajomych we wszystkich mediach, wyczyściła czaty.
Ta przyjaźń nie przetrwała testu pieniędzy. Myślała, że przyjaciele pozostaną przyjaciółmi, nieważne ile zer w jej pensji. Nie. Okazało się, że pieniądze są jak papierki lakmusowe: pokazują, kto jest przy tobie dla ciebie, a kto dla twojego portfela.
Dokończyła sałatkę, owinęła się kocem, przestawiła kanał. Na zewnątrz ktoś odpalał fajerwerki. Kolorowe błyski rozświetlały niebo nad dachami. Patrzyła na nie i uśmiechała się. Nie smutnym uśmiechem, nie wymuszonym prawdziwym.
To nie koniec. Znajdzie innych ludzi. Tych, którzy będą cenić ją taką, jaka jest z pieniędzmi albo bez. Tych, co nie będą liczyć jej wypłaty i planować, ile mogą z niej wyciągnąć.
Mandarynki pachniały świętami i dzieciństwem. Daria obrała kolejną, podzieliła na cząstki, włożyła do ust. Słodka. Soczysta. Idealna.
Szczęśliwego Nowego Roku, Daria. Szczęśliwego nowego życia, szepnęła sama do siebie.



