To było jeszcze w latach 90-tych. Nasz kraj po upadku komunizmu próbował uporać się z biedą i nadchodzącym z zachodu kapitalizmem, a ciągłe zmiany dotykały każdego, czy tego chciał, czy nie. Ja jednak czułam się wtedy dobrze i nie odczuwałam żadnych problemów, ale tylko dlatego, że byłam wówczas po prostu bardzo zakochana. Myslałam, że Oskar to mężczyzna mojego życia i będziemy już zawsze razem, a owocem tej miłości były urodzone dwie słodkie bliźniaczki, które pojawiły się w moim życiu w październiku 1993 roku.
Niestety, były one ważne tylko dla mnie, bo siedem miesięcy przed narodzinami dziewczynek Oskar po prostu mnie zostawił i to praktycznie z dnia na dzień. Niczego nie tłumaczył, nic nie wyjaśniał, nawet wcześniej się nie kłóciliśmy, co mogłoby zwiastować jakoś to rozstanie, ale nic z tych rzeczy nie było. Owszem, zachowywał się wobec mnie nieco chłodniej, ale tłumaczył swoje zachowanie problemami w pracy. Oddalał się tak ode mnie z dnia na dzień, aż po prostu pewnego dnia zniknął z mojego życia. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że nie zdążyłam mu przez te 2 miesiące – kiedy wiedziałam już o ciąży – powiedzieć, że noszę pod sercem jego dziecko. Czekałam zawsze na dobry moment, który nigdy nie nastąpił, bo on nie miał nastroju na poważne rozmowy ze mną, być może przez swoje problemy, które posiadał.
Kiedy zorientowałam się, że Oskar mnie po prostu zostawił, uznałam, że poradzę sobie sama. Nie szukałam go, nie prosiłam i nie błagałam o to, aby zmienił swoją decyzję, tylko po prostu zaczęłam żyć dalej. Po urodzeniu dzieci przeprowadziłam się do miejscowości, w której mieszkała moja ciotka, dzięki czemu miałam zapewnioną jakąś pomoc. Minimalną pomoc, ale zawsze to lepiej mieć jakąkolwiek, niż żadną.
Było mi bardzo trudno, bo bardzo szybko po porodzie zaczęłam pracować, ale udawało mi się łączyć pracę z wychowywaniem dzieci. Teraz Laura i Amelka są już dorosłe. Obie mają własne rodziny, dzieci, problemy…
Po tych wszystkich latach przyszła mi pewna myśl do głowy – „ciekawe, co u Oskara”. Znalazłam go na portalu społecznościowym i wtedy jakoś zaczęłam żałować, że nie powiedziałam mu nic o ciąży ani wtedy, gdy w niej byłam, ani lata później. Potem jednak wyrwałam się od tej myśli i postanowiłam, że nie będę tego zmieniać. Na wszelki wypadek, gdyby mnie jeszcze kiedyś coś podkusiło, po prostu go zablokowałam.
Lepiej już niczego nie zmieniać, bo straconego czasu to i tak nie zwróci, a może jeszcze wygeneruje kłopoty.



