Kiedy wysiadłam z autobusu, zobaczyłam moją mamę siedzącą na chodniku i żebrzącą. Mój mąż i ja byliś…

Gdy wysiadłam z autobusu, zobaczyłam moją mamę siedzącą na chodniku i żebrzącą. Mój mąż i ja staliśmy jak wryci. Nikt o tym nie wiedział.

Mam 43 lata, a moja mama 67. Mieszkamy w tym samym mieście, lecz na przeciwnych krańcach Warszawy. Jak wielu starszych ludzi, moja mama potrzebuje nieustannej troski i czuwania, ale nie może zamieszkać u mnie z jednego powodu w jej mieszkaniu żyją cztery koty i trzy psy. Dokarmia też wszystkie bezpańskie zwierzęta na podwórku. Każdy grosz, który jej daję, wydaje na leki oraz jedzenie dla zwierząt. Zakupy spożywcze donoszę jej sama, bo wiem, że i tak nie kupiłaby sobie niczego do jedzenia czy lekarstw.

Ostatnio odwiedzaliśmy z mężem znajomych i postanowiliśmy zostawić samochód pod ich blokiem i wracać do domu autobusem. Możecie sobie wyobrazić moje zdumienie, kiedy wysiadłam z autobusu przy Placu Zbawiciela i dostrzegłam moją mamę wpatrującą się nieruchomo w bruk, dłoń wyciągniętą po monety. Straciłam grunt pod nogami. Mój mąż również był osłupiały wiedział przecież, że regularnie przeznaczam pieniądze z naszej pensji na utrzymanie mamy.

Logiczne więc pytał, na co idą te pieniądze. Okazało się, że mama zbierała drobniaki na jedzenie i szczepienia dla swoich zwierząt tych domowych i tych bezdomnych, z bólem łap i zgłodniałych.

To wszystko wydaje się smutne, niemal groteskowe ale co byście pomyśleli, gdybyście pewnego popołudnia zastali swoją mamę żebrzącą na polskiej ulicy? Co pomyślą rodzina, przyjaciele, sąsiedzi? Pewnie uznaliby, że jestem bezwartościową córką, która zaniedbała matkę i pozwoliła jej zniknąć między tramwajami i zapachu ulicznych gofrów.

A ja teraz śnię o sobie jak o postaci błąkającej się po surrealistycznych zaułkach Krakowa, szukając mamy wśród tłumów. Wiem, że nawet moje krzyki nie powstrzymały jej przed powrotem na chodniki teraz tylko lepiej potrafi się przede mną ukryć. Czasem mam wrażenie, że ulice same przesuwają się pod moimi stopami, a ludzie milkną, patrząc jak odchodzę szukać tej, której już nie mogę dogonić.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × cztery =

Kiedy wysiadłam z autobusu, zobaczyłam moją mamę siedzącą na chodniku i żebrzącą. Mój mąż i ja byliś…