Kamil podjechał pod starą, odrapaną kamienicę i zaparkował tak, by tablice rejestracyjne nie rzucały się w oczy. Zmrużył oczy, patrząc na zniszczone balkony bez szyb, na ślepe okna. Nowoczesne okna z podwójnymi szybami wyglądały jak świeżo przyszyte łaty. Całość przypominała żula – co znalazł na śmietniku, to na siebie włożył.
Zatopiona wśród karłowatych drzew i innych domów, przetrwała nie jedną zmianę ustroju, ta kamienica dogorywała tak samo, jak jej mieszkańcy.
Na Kamila budynek spływał nudą i melancholią, aż do bólu zębów. W takim właśnie spędził dzieciństwo. I rozpaczliwie marzył, by jak najszybciej się stąd wyrwać. Nie tylko marzył – zrobił wszystko, by to osiągnąć. Uczył się dobrze, dostał się na wymarzone studia, skończył ekonomię. Bez wiedzy o finansach nie da się zbudować imperium.
Gdy już miał wszystko, o czym śnił, zabrał rodziców do lepszej dzielnicy. Kupił im mały, ale nowoczesny domek z ogródkiem, gdzie pod oknami rosły równo przycięte krzewy, a z tyłu matka uprawiała warzywa. Bez tego ani rusz.
Kobiety lubiły go nie tylko za pieniądze. Był przystojny, hojny, umiał pięknie zabiegać o ich względy. Dwa razy był bliski ślubu z lalkami-modelkami, które poddawały się skalpelom, by wyglądać idealnie. Ale gdy tylko wyobraził sobie, jak przedstawi długonogą narzeczoną swojej prostej matce, jak ta zblednie przy sztucznej urodzie – rezygnował.
Ania podbiła go naturalnym pięknem i ciepłym uśmiechem. Zakochał się od pierwszego wejrzenia. Miesiąc później przedstawił ją rodzicom. Matka spojrzała na dziewczynę i skinęła z aprobatą.
Któż oprze się takiej urodzie i spokojnemu charakterowi? Przyzwyczajona do małego, Ania była skromna i niewymagająca. Ojciec zmarł, matka odeszła szybko, pochłonięta przez raka. Kamil otoczył ją troską. Nawet po roku małżeństwa wciąż się czerwienił jak zakochany chłopak.
Aż pewnego dnia jego zastępca i przyjaciel powiedział, że widział Anię w tej zapadłej dzielnicy, pod tą samą zniszczoną kamienicą. Co ona tam robiła? Przecież nie miała tam żadnych spraw.
*„A ty co tam robiłeś?”* – spytał Kamil.
*„Objechałem korki, zgubiłem się i wylądowałem pod tym domem.”*
*„Zdrada? Ania? Nie może być!”* – pomyślał, ale po plecach przebiegł mu lodowaty dreszcz.
*„Może się pomyliłem”* – wycofał się przyjaciel, widząc reakcję Kamila. *„Jest piękna, ale takich dziewczyn jest wiele. Przepraszam.”*
W domu Ania uśmiechała się słodko, była czuła, przytulała się. Zdradzająca żona powinna unikać bliskości, a ona wręcz przeciwnie – sprawiała wrażenie bezbronnej, oddanej.
Coś tu było nie tak. Albo świetnie grała, albo przyjaciel się pomylił. A może celowo chciał ich poróżnić? Tylko po co?
Tajemnica nie dawała mu spokoju. Postanowił ją śledzić. Podjechał pod kamienicę w porze obiadowej – wtedy właśnie przyjaciel ją widział. Włączył muzykę, by zabić czas.
Gdy już miał odjeżdżać, nagle zobaczył Anię. Szybkim krokiem podeszła do klatki, otworzyła zamek kluczem, rozejrzała się i wśliznęła do domu.
*„Ma klucz? Ciekawe.”* Serce Kamila waliło jak młot. Chciał biec za nią, ale nie miał klucza. Gdyby dzwonił po mieszkaniach, zdążyłaby zniknąć.
Został i czekał, stukając palcami w kierownicę w rytm piosenki „Il Divo”. Po czterdziestu minutach podjechała tablicówka, a chwilę później Ania wyszła, wsiadła i odjechała.
Nie gonił jej. Wrócił do pracy, ale nic mu nie wychodziło. Wcześniej niż zwykle wrócił do domu.
Nalał sobie koniaku. Zwykle nie pił w ciągu dnia, ale dziś potrzebował odrętwienia. *„Ania, Ania… Czego ci brakowało? Wydawałaś się taka wierna, a okazałaś się taka sama jak reszta…”*
Drzwi wejściowe się otworzyły, klucze zastukały o półkę. Kamil wypił kolejny kieliszek. Wiedział, że zaraz wejdzie, ale i tak drgnął, gdy go zawołała.
*„Czemu siedzisz po ciemku?”* – spytała Ania. *„Pijesz? Co się stało?”*
Zauważył, jak jej oczy się rozszerzyły. Był w nich strach?
*„Wszystko w porządku. A ty nie masz mi nic do powiedzenia?”* – zachrypiał.
*„Nie rozumiem.”*
*„Gdzie byłaś w porze obiadowej?”* – spojrzał na butelkę.
*„Byłeś u mnie w pracy? Nikt mi nic nie mówił”* – odpowiedziała z wahaniem.
Kamil nie odrywał od niej wzroku. Nagle opuściła ramiona, z twarzy zniknął rumieniec.
*„Tylko nie kłam”* – powiedział głośno.
*„Chciałam ci powiedzieć…”* – osunęła się na kanapę.
Kamil patrzył na jej zgarbione plecy. *„Gra dalej? Chce wzbudzić litość?”*
*„Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?”* – spytał zimno. *„Od kiedy mnie okłamujesz?”*
*„Chciałam od początku, ale nie potrafiłam…”*
*„Mów dalej. Nie przerywaj.”*
*„Nie pij więcej”* – poprosiła.
*„Zaczynaj wreszcie.”*
*„Chodzę do ojca. To on tam mieszka, nie kochanek”* – wyrzuciła z siebie.
*„Ojciec?”* – Kamil zachwiał się na krześle. *„A nie umarł? Przecież mówiłaś…”*
*„Kłamałam. Wstydziłam się. Myślałam, że nie żyje, aż zadzwoniła znajoma. Pił, matka z nim cierpiała. Wyrzuciła go. Rok później zachorowała i umarła.”*
Ania zamilkła, patrząc na niego.
*„Nie wiedziałam, że żyje. Po naszym ślubie zadzwoniła ta kobieta – była naszą sąsiadką, potem wyjechała, ale mąż ją zostawił. Mieszka w tej kamienicy. Pracuje jako sanitariuszka. Pewnego dnia przywieźli tam potrąconego żula. To był on. Poprosiłam, by się nim zajęła, płaciłam jej.”*
*„Jak mogłam ci powiedzieć? Jesteś bogaty, wpływowy, a mój ojciec to alkoholik, żul. Nie brałam twoich pieniędzy –Kamil spojrzał w oczy Ani, w których malowała się prawda, i po raz pierwszy od miesięcy poczuł, że może właśnie teraz zaczyna się ich prawdziwe małżeństwo.



