Kiedy prawdziwie kochasz, tracisz to, co najcenniejsze

Jadwiga, może znów wrócimy do wsi? Nie mogę przyzwyczaić się do miejskiego zgiełku, mieszkamy już trzy lata, a ja wciąż czuję się obcą. Świeże powietrze, spokój, a może w końcu urodzimy tam dziecko? zaproponował Jan, patrząc w oczy żony.

Wojtku, wczoraj też o tym myślałam. Znów przyjmę pracę w szkole, a zmiana otoczenia naprawdę może nam pomóc? odezwała się Jadwiga, drżąc lekko od nadziei.

Aniu, kochanie, to nasza decyzja. Jan przytulił ją mocno, a w jego głosie słychać było zdecydowanie.

Jan i Jadwiga poślubili się cztery lata temu. Po studiach Jadwiga przyjechała do Jana na wieś, gdzie podjęła pracę nauczycielki w lokalnej szkole. Między nimi rozkwitła gorąca miłość, po czym nastąpiło małżeństwo. Po roku wspólnego życia w gospodarstwie ich matka po stronie Jadwigi poważnie zachorowała, więc przeprowadzili się do miasta. Rok później matka Jadwigi odszedła w spoczynku.

Mieszkali w Warszawie w zgodzie, kochali się szczerze, lecz brakowało im jednego dziecka. Obaj bardzo pragnęli potomka, a badania nie dawały jednoznacznych wyników.

Wreszcie postanowili spakować rzeczy w pośpiechu, wynająć samochód i wrócić do rodzinnego domu Jana w Kozienicach, gdzie mieszkała już samotna matka Jana.

Chwała Bogu! wykrzyknęła Grażyna, teściowa, trzymając torby. Nie sądziliśmy, że naprawdę zdecydujecie się na powrót. Proszę, wejdźcie, nasz dom wciąż ma wolny pokój. Dawniej żyliśmy tu szczęśliwie, a mój mąż, Wojciech, odszedł rok temu Tęsknię. Modliłam się, byś tu wrócił, Janie. I oto jesteś.

Jan od razu znalazł zatrudnienie w wiejskim warsztacie samochodowym, a przyjęto go z otwartymi ramionami. Jadwiga podjęła nową posadę w szkole.

Dzień dobry, Pani Anno Stepanowno przywitał się dyrektor szkoły, pan Feliks Zawadzki. Cieszę się, że wróciliście. Mamy wolne miejsce, bo nie każdy chce jechać na wieś.

W piątkowy wieczór Grażyna zorganizowała w domu obfite przyjęcie. Sąsiedzi, przyjaciele Jana i uczniowie oraz ich rodzice przybyli, aby przywitać powrót Jadwigi, której wioska nadali przydomek Anusia. Najbardziej radośnie przywitał ich Szymon, który kiedyś został uratowany z błota przez Jadwigę dosłownie wyciągnięty z butli wódki.

Nikt w Kozienicach nie wierzył, że Szymon przestanie pić, lecz Jadwiga nie poddała się i weszła w jego życie z pełnym zaangażowaniem. Gdy Szymon wpadł na podwórko Grażyny, przywitał Jana i jego starszego brata mocnym uściskiem, zapominając przy tym o zwykłym powitaniu.

Wojtku, to prawda? Wieść o Waszym powrocie już krąży po wsi! Rozumiem, że jesteś tu od zawsze, a ona nasza nauczycielka, z miasta! zapytał sąsiad.

Wróciliśmy na stałe odparł Jan, klepiąc Szymona po ramieniu.

Gdzie jest nasza Anusia? dopytał kolejny gość.

Jan skinął głową, a Szymon wpadł do domu, zobaczył Jadwigę, podniósł ją, obrócił kilka razy i postawił na podłodze.

Anusia! Anusia Stepanowna, jakże się cieszę! wykrzyknął.

W progu stał Jan, uśmiechnięty, patrząc na scenę.

Wreszcie wszystko jasne, czekam na Was w gościnnym domu. Moja córeczka Weronka będzie zachwycona. Muszę już wracać do domu, obiecałem żonie i naszej małej Verce, że się zajmę. Do zobaczenia jutro, nie zapomnijcie przyjść machnął ręką i zniknął w korytarzu.

Nie piję już? zapytała Jadwiga Grażynę.

Nie, od tamtej pory nic. Kocham swoją córkę, ma już prawie dwa lata.

Jak nazywa się?

Ania. Trudno zgadnąć? uśmiechnęła się Grażyna.

Ania? Tak jak ja?

Nie tak jak Ty, ale na Twoją cześć odparł Szymon, wspominając, jak jadwiga opiekowała się nim, gdy nikt nie wierzył, że potrafi się zmienić.

Następnego ranka Jan i Jadwiga udali się w gościnę do Szymona. Jego żona Weronka już przygotowywała stół, a z małego pokoju wyszła maleńka lalka z kręconymi włosami, niebieskimi oczami i pulchnymi policzkami, nieśmiało podchodząc do gości.

Patrz, nasza córeczka przybyła powiedział Szymon. Dziadka się nazywa Jan, a babcię, tak jak Ciebie, Anusią Anietą.

Witaj, Anietko usiadła przed nią Jadwiga i podała lalce rękę.

Dziewczynka przytuliła lalkę, chwyciła Jadwigę za rękę i poprowadziła ją do swojego pokoju.

No tak, Jan, straciłeś żonę? roześmiał się Szymon. Ona spodobała się naszej córeczce. Ukrywa się za nami, a tu ona czuje Twoją dobrą duszę.

Do domu wpadło jeszcze kilku krewnych Szymona i Weronki, w sumie osiem osób, a potem przybyli przypadkowo sąsiedzi. W Kozienicach każdy, kto słyszy o ucztach, przybywa z czymś w ręku ciasto, konfitury, ogórki, a niektórzy nawet rozkładają harmonijki. Atmosfera była radosna i pełna śmiechu.

Szymon wstał, podniósł kieliszek (choć nie pił) i wznieść toast za powrót Jana i Jadwigi. Wszyscy wiedzieli, że od lat nie sięga po alkohol.

Ja, jak nikt inny, dzisiaj oddaję całą wdzięczność Aniuszcie Stepanownej, naszej Anusi, za to, że wyciągnęła mnie z bezsensownego życia. Kiedyś szepnęli za moimi plecami: Znowu idzie do nauczycielki, w biały dzień, i nie wstydzi się tego. Było tak? rozejrzał się po zgromadzonych i sam odpowiedział: Tak, widzieliśmy. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że między mężczyzną a kobietą może powstać nie tylko krótkotrwała fascynacja, ale prawdziwa przyjaźń czysta, ludzka. Wtedy w mojej duszy tkwiła miłość do Weronki, o której nikt nie wiedział.

Było, było przytaknęli przy stole mieszkańcy. Dużo rozmów w tamtym czasie.

Nigdy nie zapomnę pierwszego spotkania z Anią Stepanowną. Spojrzała na mnie z łagodnością, uśmiechem i powiedziała: Szymonie, pomóż moim uczniom zrobić budki dla ptaków, i dodała, żeby nie pił. Choć chciałem wypić, obiecałem, że dotrzymam słowa. Zrobiłem dwie budki i poczułem, że to nie szkodzi. Lecz gdyby znowu mnie poprosiła, a ja nie miałby siły, to zawiodę ją Było ciężko, ale nie piłem.

Potem Anusia znów podeszła do mnie z prośbą, a ja chętnie pomogłem. Pragnąłem być użyteczny. Namówiła mnie też na kurs prawa jazdy, po czym znalazłem pracę i od tamtej pory trzymam kierownicę w rękach.

Dopiero kiedy Jadwiga wyjechała z miastem, zrozumiałem, że te budki i wszystkie drobne zadania, które robię, mogą zrobić każdy, kto poprosi. Ona ciągle mnie prowadziła w stronę światła, małym krokiem po kroku. Wierzę, że mam anioła stróża Anusię. Przez kilka miesięcy obserwowała mnie, wierzyła we mnie. Dziękuję jej z całego serca.

Gdy wstaję na nogi, widzę, że Bóg postanowił, żebym sam wszystko robił. Jeśli dam radę, będę chodził jak wszyscy, jeśli nie będę czołgał się do końca. Nie mogłem się poddać. Brakowało mi Ciebie, Aniu. Teraz jednak wszystko ułożyło się z Weronką, spotykaliśmy się, ona także we mnie uwierzyła. Dzięki naszej córce i małżeństwu jestem zobowiązany Aniuszcie. Musimy ją kochać i chronić, bo ma dobre serce i duszę. Janie, jesteś wzorem, podziwiam Cię. Kochasz ją, a ona kocha Ciebie. Wszystko będzie dobrze.

Czas mijał. Jan pracował w gospodarstwie, Jadwiga prowadziła lekcje w szkole. Pewnego popołudnia wróciła blada, nogi drżały. Położyła się na kanapie.

Aniu, co się stało? zmartwiona zapytała Grażyna. Nigdy nie widziałam Cię tak wyczerpaną w ciągu dnia. Czy coś nie tak?

Nie wiem, czuję słabość, mdłości, coś nie do końca mnie trzyma.

Grażyna uśmiechnęła się, przeczuwając coś.

Czy nie spodziewasz się dziecka, Aniu?

Nie, już nie mam nadziei

Nie poddawaj się, zawsze trzeba wierzyć. Jutro rano jedziemy do lekarza w powiecie.

Jadwiga po powrocie z miasta była pełna nadziei lekarz potwierdził, że jest w ciąży.

Gratulacje, będziecie mieli dziecko. A ja chyba już się domyślam zaśmiał się Jan, wracając z pracy, widząc radosną żonę.

Kilka tygodni później przywieziono Jadwigę karetką do oddziału położniczego. Jan jechał obok niej. W nocy urodziła synka. Rankiem Grażyna podeszła do szpitalnego korytarza, zobaczyła małego chłopca na ławce i usiadła.

Mamo, wszystko w porządku, syn urodziła Ania. Nie mogę uwierzyć, że to się naprawdę dzieje. Kocham Anię tak mocno, że czasem sam się przeraża, czy to nie jest szaleńcza miłość. Chcę ją widzieć cały czas, by była przy mnie. Mamo, czy to normalne?

Normalne, kochanie. Kiedy naprawdę kochasz, tracisz rozum odpowiedziała z uśmiechem matka.

Przywieziemy Anusię i chłopca do domu, będę jej pomagał dodała Grażyna, patrząc na synka. Myśląc o nim, pomyślała:

Z zewnątrz wygląda jak mężczyzna, a w środku wciąż dziecko.

Wszystko było wspaniale, wszyscy szczęśliwi. Po pewnym czasie Ania urodziła jeszcze córkę radość rozlała się po całej wsi.

Jan ukończył studia zdalnie i objął stanowisko głównego agronoma w okolicy. Jadwie zaproponowano dyrektorskie stanowisko w szkole, ale ona nie czuła się na to gotowa

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 + cztery =

Kiedy prawdziwie kochasz, tracisz to, co najcenniejsze