– Kiedy ostatni raz spojrzałaś na siebie w lustrze? – zapytał mąż. Żona zaskoczyła go reakcją Piotr…

Kiedy ostatni raz patrzyłaś na siebie w lustro? zapytał mąż, a żona zareagowała dziwnie.

Siedząc przy kuchennym stole, Artur dopijał poranną kawę z mlekiem, obserwując kątem oka żonę. Jej ciemne włosy związane były nieporadnie dziecięcą gumką z wesołymi kotkami taką, jaką kiedyś robiło się do przedszkola.

A przecież sąsiadka z drugiego piętra, Jagoda Nowak, zawsze prezentowała się świeżo, kolorowo, pachniała drogimi perfumami. Nawet w windzie zostawała po niej elegancka woń, jakby ulatniała się z tapicerki.

Wiesz co, Artur odłożył telefon na stół. Czasem mam wrażenie, że żyjemy jak jak sąsiedzi.

Gabriela zamarła z szmatką w dłoni.

Co to znaczy?

Nic specjalnego. Po prostu ciekawy jestem, kiedy ostatni raz spojrzałaś na siebie w lustro?

W tym momencie spojrzała na niego uważnie, aż Artur poczuł, że coś się zmieniło, jak we śnie, kiedy ściany zaczynają pulsować od światła.

A Ty kiedy ostatni raz na mnie patrzyłeś? zapytała cicho.

Zapadła niewygodna cisza.

Gabrysiu, nie dramatyzuj. Po prostu uważam, że kobieta powinna zawsze wyglądać fantastycznie. No popatrz na Jagodę! Ona jest w Twoim wieku.

Och, przeciągnęła Gabriela. Jagoda.

Jej ton sprawił, że Artur poczuł się jakby zapadł się pod podłogę.

Artur powiedziała po chwili. Może na trochę wyjadę do mamy. Przemyślę Twoje słowa.

No dobrze, może to dobry pomysł. Ale pamiętaj, nie wyrzucam Cię!

Wiesz powiesiła szmatkę starannie na haczyku chyba naprawdę powinnam spojrzeć na siebie w lustro.

Poszła pakować walizkę.

Artur siedział w kuchni, zapatrzony w swoje odbicie w łyżeczce od herbaty. „Przecież właśnie tego chciałem”, myślał, ale było mu niespodziewanie pusto i chłodno, jakby cała kawowa mgiełka zniknęła.

Trzy dni Artur żył jakby na wakacjach. Poranne espresso, leniwe wieczory, swoboda. W telewizorze nie było seriali o miłości i zdradzie, a w domu nie pachniało zupą pomidorową.

Męska wolność tak bardzo oczekiwana.

Wieczorem spotkał Jagodę pod klatką. Niosła zakupy z pobliskiego Delikatesów Konesera, szła pewnie w obcasach, sukienka idealnie pasowała.

Artur! uśmiechnęła się szeroko. Co słychać? Gabrieli już dawno nie widziałam.

Jest u mamy, odpoczywa odpowiedział lekko.

Och, rozumiem. Kobietom też należy się chwila oddechu, od codzienności, od rutyny.

Mówiła, jakby sama nigdy nie musiała ścierać kurzu, jakby jej mieszkanie sprzątały magiczne skrzaty, a dania pojawiały się po pstryknięciu palcami.

Jagódko, może spotkamy się kiedyś na kawę? Tak po sąsiedzku?

Czemu nie zaśmiała się. Jutro wieczorem?

Całą noc Artur planował. Koszula błękitna czy biała? Spodnie czy jeansy? Nie za dużo wody kolońskiej?

Rankiem zadzwonił telefon.

Artur? obcy głos. Z tej strony Jolanta, mama Gabrieli.

Serce mu się ścisnęło.

Tak, słucham.

Gabriela prosiła mnie przekazać, że w sobotę, kiedy Ciebie nie będzie, zabierze swoje rzeczy. Klucze zostawi u portiera.

Ale jak to, zabierze rzeczy?

A czego się spodziewałeś? głos matki Gabrieli stał się twardy jak krakowski bruk. Moja córka nie zamierza czekać w nieskończoność, aż się zdecydujesz, czy jej potrzebujesz, czy nie.

Proszę pani, ale ja nigdy tego nie powiedziałem.

Powiedziałeś wystarczająco. Żegnam, Arturze.

Telefon zamilkł.

Artur siedział przy kuchennym stole i patrzył na ekran, jakby wyczekując, że ktoś obudzi go z dziwnego snu. Przecież nie o rozwodzie mówił! Chciał tylko przerwy, oddechu.

A oni wszystko już ustalili bez niego!

Kawa z Jagodą była dziwna niczym rozmowa ze szkłem. Jagoda śmiała się z jego żartów, opowiadała o pracy w banku, ale gdy Artur próbował dotknąć jej dłoni, delikatnie ją cofnęła.

Arturze, rozumiesz… nie mogę. Jesteś żonaty.

Ale teraz żyję osobno

Teraz. A jutro? spojrzała tajemniczo.

Odprowadził Jagodę do klatki i wrócił do swojego pustego mieszkania, gdzie zapach kawy mieszał się ze słodką ciszą samotności.

W sobotę specjalnie wyszedł z domu. Nie chciał scen, łez, wyjaśnień. Pozwolił Gabrieli zabrać rzeczy w spokoju.

Ale ciekawość go zżerała. Wziąła wszystko, czy tylko najpotrzebniejsze? Jak wyglądała?

O czwartej wrócił.

Przed klatką stał samochód z rejestracją z Warszawy. Kierowca nieznajomy przystojny mężczyzna w dobrej kurtce pomagał ładować kartony.

Artur usiadł na ławce.

Po chwili z klatki wyszła kobieta w niebieskiej sukience, włosy upięte elegancką złotą spinką, delikatny makijaż podkreślał oczy.

Artur patrzył i nie wierzył. To była Gabriela ale jakby inna, wyśniona z dzieciństwa.

Niosła ostatnią walizkę, a mężczyzna pomógł jej usiąść w aucie jakby była z porcelany.

Artur nie wytrzymał. Podszedł do samochodu.

Gabrysiu!

Odwróciła się. Jej twarz była spokojna, piękna, wolna od wiecznego zmęczenia.

Cześć, Artur.

Ty…? To Ty?

Kierowca napiął mięśnie, ale Gabriela lekko dotknęła jego ramienia wszystko w porządku.

To ja, powiedziała. Po prostu od dawna nie patrzyłeś.

Możemy porozmawiać?

O czym? w jej głosie nie było złości, tylko zdumienie. Powiedziałeś, że kobieta powinna wyglądać niesamowicie. Posłuchałam.

Ale ja nie o to chodziło…

A o co? Gabriela przechyliła głowę. Miałam być piękna tylko dla Ciebie? Interesująca tylko w domu? Kochać siebie, ale nie na tyle, żeby zostawić męża, który mnie nie widzi?

Z każdą jej frazą coś w Arturze się przewracało.

Wiesz, mówiła spokojnie naprawdę przestałam o siebie dbać. Ale nie z lenistwa. Przywykłam, że jestem niewidzialna. We własnym domu, we własnym życiu.

Gabrysiu, nie chciałem…

Chciałeś. Niewidzialną żonę. Wygodną, cichą, którą można wymienić na nowszy model.

Mężczyzna w samochodzie coś do niej szepnął. Gabriela skinęła głową.

Musimy już jechać. Uśmiechnęła się do Artura. Władek czeka.

Władek? Arturowi zaschło w ustach. Kim on jest?

Kimś, kto mnie widzi. Poznaliśmy się na siłowni. Mama ma koło domu fitness, pierwszy raz w życiu zaczęłam ćwiczyć w wieku czterdziestu dwóch lat.

Gabrysiu, nie Spróbujmy jeszcze raz, zrozumiałem wszystko.

Arturze, powiedz mi, kiedy ostatni raz powiedziałeś mi, że jestem ładna?

Zamilkł. Nie pamiętał.

A kiedy interesowałeś się moim samopoczuciem?

I wtedy Artur zrozumiał, że przegrał nie z Władkiem, ani z losem, tylko przed samym sobą.

Władek odpalił silnik.

Nie gniewam się. Pomogłeś mi zrozumieć coś istotnego jeśli sama siebie nie zobaczę, nikt mnie nie zobaczy.

Samochód odjechał, jakby w marzeniu senny czarny cień przesłaniał słońce.

Artur stał przy klatce, patrząc, jak odjeżdża nie żona, lecz życie. Piętnaście lat, które wydawały się rutyną, a okazały się szczęściem, tylko o tym nie wiedział.

Pół roku później Artur wpadł na Gabrielę w centrum handlowym. Dziwny urok plastikowych wózków, światła neonów i ludzi jak z innej rzeczywistości.

Gabriela wybierała kawę w ziarnach, czytała etykiety z uwagą. Obok stała młoda dziewczyna, może dwudziestolatka.

Weź tę, doradzała. Tata twierdzi, że arabica jest lepsza od robusty.

Gabriela? Artur podszedł. Zobaczył jej pogodną twarz.

Cześć, Arturze. Poznaj to Anastazja, córka Władka. Anastazja, to Artur, mój były mąż.

Anastazja skinęła głową, uśmiechnięta, studentka pewnie. Spojrzała na Artura bystro, bez złości.

Co u Ciebie? spytał.

Dobrze. A u Ciebie?

Tak sobie.

Cisza niepewna jak w niekończącym się śnie. Co się mówi byłej żonie, która stała się kimś zupełnie innym?

Stali przy półkach z kawą, a Artur patrzył: opalona, w cienkiej bluzce, nowa fryzura. Szczęśliwa. Tak właśnie szczęśliwa.

A Ty? Jak życie osobiste? spytała Gabriela.

Nic ciekawego westchnął.

Gabriela odwróciła się do niego spokojnie.

Wiesz, Arturze, chcesz kobiety ładnej jak Jagoda, pokornej jak ja byłam, mądrej ale nie na tyle, by widzieć, jak patrzysz na inne.

Anastazja śledziła rozmowę z szeroko otwartymi oczami.

Takiej kobiety nie ma dodała Gabriela cicho.

Gabrielo, idziemy? zawołała Anastazja. Tata czeka w samochodzie.

Już chwyciła paczkę kawy. Powodzenia, Arturze.

Odeszły, a Artur stał między kawą a herbatą, jak we śnie zagubiony pośród półek. Gabriela miała rację szukał kobiety nierealnej.

Wieczorem usiadł samotnie, w tej samej kuchni, nalał sobie herbatę z cytryną. Pomyślał o Gabrieli, o jej zmianie, o tym, że czasem strata jest jedynym sposobem, by zrozumieć wartość tego, co się miało.

Może szczęście nie polega na poszukiwaniu idealnej, wygodnej żony. Może chodzi o to, by umieć dostrzec drugą osobę zanim stanie się obca.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 4 =

– Kiedy ostatni raz spojrzałaś na siebie w lustrze? – zapytał mąż. Żona zaskoczyła go reakcją Piotr…