Kiedy nasz syn się urodził, myślałam, że to cud. Później jednak okazało się, że jego pojawienie się jest dla nas wielką próbą od Boga

Kiedy nasz syn się urodził, myślałam, że to cud. Później jednak okazało się, że jego pojawienie się jest dla nas wielką próbą od Boga

35 lat temu z mężem wierzyliśmy, że Bóg dał nam cud, kiedy na świat przyszedł nasz syn. Teraz wiem, że to żaden cud, a próba, jaką mieliśmy przejść. Arek do 19 roku życia był zwykłym nastolatkiem – miał hobby, przyjaciół, dziewczynę. Ale potem wszystko się zmieniło.

Wraz z nadejściem 19 urodzin Artur zaczął zachowywać się tak, jakby go ktoś po prostu podmienił. Tak naprawdę całymi dniami potrafił nie wychodzić z pokoju, bo czytał różne książki – od fikcji literackiej, po książki filozoficzne i psychologiczne.

Ledwo co zaczął studia, a zaraz je porzucił i uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie wstąpienie do wojska. Myśleliśmy, że może z czasem wróci jednak na studia, ale on nie miał zamiaru i nigdy nie dokończył rozpoczętego przez siebie kierunku. Po służbie w wojsku nie kontynuował tej ścieżki i uznał, że jednak nie chce być wojskowym. Najgorsze jednak było to, że nie spieszyło mu się też do pracy – albo całymi dniami siedział w Internecie, albo znowu czytał te swoje książki. Miał 25 lat i nie miał ani pracy, ani dziewczyny, ani żadnego sensu w życiu. Dopiero po 26 urodzinach znalazł sobie pracę w postaci stróża nocnego. Nie dostawał za to dużo, ale zawsze coś… Lepsze to, niż siedzenie w domu.

Mimo wszystko Internet to był ciągle jego świat. Nieoczekiwanie zaczął zarabiać pieniądze w Internecie, chociaż nie do końca rozumiem, na czym. Wtedy rzucił pracę stróża nocnego, wynajął mieszkanie i wyprowadził się. Z mężem cieszyliśmy się, bo myśleliśmy, że syn w końcu poszedł po rozum do głowy i zaczął się usamodzielniać. Okazało się jednak, że sam długo nie dał rady, może kilka miesięcy trwała ta sielanka. Potem wrócił i powiedział, że zaciągnął kredyt, ale on stracił wszelkie źródła dochodu, więc musimy mu pomóc. Mieszkał z nami, a my spłaciliśmy jego kredyt, na szczęście niewielki. Po roku znowu wynajął mieszkanie i się do niego wyprowadził, ale – tak jak wcześniej – znowu wrócił, tym razem po jakiś 5 miesiącach. Dobrze, że tym razem nie zaciągnął kolejnego kredytu. Od tego czasu mieszka z nami. Nagrywa filmy, umieszcza je na YouTube… Marzy o zostaniu znanym blogerem. Tylko czas ucieka i nie wiadomo, czy mu się ten plan w ogóle uda… A on nigdzie nie pracuje, nic nie osiągnął, nie ma nawet żadnych przyjaciół i dziewczyny. Jedyne, co ma, to Internet…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście + sześć =

Kiedy nasz syn się urodził, myślałam, że to cud. Później jednak okazało się, że jego pojawienie się jest dla nas wielką próbą od Boga