Wszystko, co teraz opiszę, miało miejsce dokładnie 30 lat temu. Wówczas odbyło się nasze duże, wystawne wesele. Byłam wtedy już w ósmym miesiącu ciąży, więc bardzo szybko się męczyłam. Mimo tego wesele było wspaniałe, wszyscy cieszyli się, głośno śpiewali i cudownie się bawili. Jakoś w połowie wesela na podwórku pojawiła się grupka lokalnych, niegroźnych pijaczków, którzy przyszli złożyć życzenia, a przy okazji liczyli na to, że się napiją. Każdemu daliśmy po butelce i zaprosiliśmy ich do wspólnego świętowania. Niektórzy z nich dali się nawet wciągnąć do wspólnego tańca. Większość z gości nie wylewała za kołnierz i byli w znakomitych humorach, ja niestety im było dalej, tym mniej byłam zadowolona, bo marzyłam o zakończeniu imprezy i powrocie do domu.
Teściowa rozumiała, że jestem zmęczona, ale nie chciała zakończyć wesela, które tak naprawdę dopiero się rozkręcało. Nagle podbiegli do mnie kuzyni męża i zaczęli ciągnąć mnie w stronę jakiegoś samochodu. Krzyczeli coś o okupie za mnie i za nasze nienarodzone dziecko. Z jednej strony wiedziałam, że taki głupi pomysł mógł wpaść tylko po alkoholu, ale i tak byłam przerażona. Byłam w ósmym miesiącu ciąży i po prostu bałam się o swoje bezpieczeństwo i zdrowie dziecka, bo nie wiedziałam, co jeszcze może strzelić im do głowy. Widząc moje rozpaczliwe wołanie, jeden z tych pijaczków ruszył w naszym kierunku i wybuchła bójka. Wszyscy zaczęli się bić nawzajem, nie zważając na to, kto jest kim. Nawet moja teściowa, która ma problemy z nogami i poruszała się o lasce, zaangażowała się w tę bijatykę, próbując opanować sytuację. Wszyscy krzyczeli i przepychali się nawzajem, aż ktoś przypadkiem uderzył moją teściową. W wyniku tego ciosu upadła na ziemię.
Na szczęście jeden z pijaczków zauważył całe zamieszanie i rzucił się na pomoc, aby moja teściowa nie została już całkowicie stratowana. Dzięki jego szybkiej reakcji udało się tego uniknąć – wyciągnął ją z oszalałego tłumu i posadził na krześle, aby doszła do siebie. W międzyczasie pozostali goście zorientowali się, że robią coś bezsensownego i trochę się uspokoili. Wszyscy nawzajem zaczęli się przepraszać, a potem jak gdyby nigdy nic kontynuowali zabawę.
To wydarzenie pokazało wszystkim, że pić alkohol można, ale tylko z umiarem i nie tylko na weselach, ale w ogóle. W końcu to wszystko mogło skończyć się zdecydowanie gorzej. Po tym incydencie wszyscy, którzy wzięli udział w bójce, przemyśleli swoje zachowanie i przeprosili nas.



