12 sierpnia 2025 Wpis do pamiętnika
Kiedy będzie obiad?
No, kiedy sam go ugotujesz, wtedy będzie gotowy. Teściowa odłożyła okulary. Michale, twoja żona chce, żebym wstała przy kuchni? A ona samo leży? Jagoda, nie słuchając, chwyciła kilka rzeczy i ruszyła w stronę korytarza, a teściowa podążyła za nią. Co się dzieje? Dokąd się wybierasz? Na urlop! Trzymajcie się!
Po odłożeniu ciężkich walizek na podłogę, westchnęłam z ulgą.
Jestem w domu!
Z pokoju dobiegło jakieś mruczenie, po czym pojawił się mężczyzna, lat czterdziestu, może trochę mniej, może trochę więcej. Miał na sobie sportowy dres i kapcie.
Jagodo, po co krzyczego? Nie jesteś w swojej wsi. Zachowaj się przyzwoicie.
W sumie mógłbyś mnie spotkać, wiesz, że wypłaciły się wypłaty, trzeba zrobić zakupy.
Michał westchnął donośnie:
Boże! Co za produkty?
Odwrócił się i poszedł do pokoju. Ja ciężko wypuściłam powietrze. Jak wszystko mnie dopadło! Pracuję na dwóch etatach, żeby dom był w porządku, a mój mąż, przy wsparciu swojej mamy, już od roku pisze jakąś mityczną książkę. Pierwszą nikt nie docenił, bo nikt nie rozumie sztuki!
Zdjęłam ubrania, zaniosłam torby do kuchni. Od jutra mam urlop. Muszę dokładnie posprzątać mieszkanie, wyprać, wyprasować i znów wszystko poukładać, pod czujnym okiem teściowej. Jakże jestem zmęczona.
W kuchnię wpadła Zofia Pawłowicz.
Jagodo, dlaczego się rozlałaś? Zamierzasz już męża nakarmić? Pracował cały dzień i teraz musi czekać!
Dużo zarobił?
Nie rozumiałam, jak to się w ogóle stało. Kiedyś podziwiałam początkującego pisarza, który zapewniał mnie, że będzie sławnym. Drżałam przy każdym spojrzeniu teściowej i starałam się wszystkim zadowolić. Potem milczałam z poczucia winy, bo kiedy byłam na urlopie macierzyńskim, to właśnie teściowa utrzymywała naszą rodzinę.
Zofia Pawłowicz, gotowa już wyjść, odwróciła się gwałtownie:
Co powiedziałaś?
Zapytałam, czy dużo zarobił. Zwykle ludzie, kiedy pracują, przynoszą pieniądze do domu.
Jak śmiesz! Michał cały dzień planuje nowy rozdział! Skąd ty wiesz, co to pracować głową!
Kobieta trzaskała i wyszła, a ja nagle pomyślałam:
Co ja tu robię? Syn w domu już długo hałasuje, bawi się i krzyczy, a to przeszkadza Michałowi się skupić i napisać kolejny nieinteresujący arcydzieło.
Złapałam się, wróciłam do lodówki i zaczęłam rozkładać produkty w dużą torbę. Wypłata i urlop już mam. Przyniosę smaczne jedzenie i na drodze kupię prezent dla syna.
Wyszłam na korytarz, odłożyłam torbę i sięgnęłam po coś z szafy. Michał, nie odrywając wzroku od telewizora, zapytał:
Kiedy będzie obiad?
No, kiedy sam go przygotujesz, wtedy będzie gotowy.
Teściowa znów wypuściła okulary.
Michale, twoja żona chce, żebym wstała przy kuchni? A ona będzie leżeć?
Jagoda, nie słuchając, wzięła kilka rzeczy i ruszyła w korytarz, a teściowa podążyła za nią.
Co się dzieje? Dokąd się wybierasz?
Na urlop! Trzymajcie się!
Nie czekałam dalej. Chwyciłam ciężką torbę i pobiegłam w dół schodów, wołając taksówkę. 60 kilometrów, co tam, raz się da!
Andrzej już leżał w łóżku, gdy wszedłam do domu rodziców. Obudził się, podbiegł do mnie i mocno przytulił. Ja objąłam go, jakby tęskniłam za nim od wieków.
Mama przyglądała się mi uważnie:
Co się stało? Dlaczego zostawiłaś Michała? Kto będzie się nim opiekował?
Mama zawsze podchodziła do zięcia tak, żeby nie dać mu wolnej ręki. Po ślubie jeszcze przyjeżdżali na weekend do jej rodziców, ale teściowa szybko postawiła Michała na miejscu, zmuszając go do pracy w ogródku i na podłogą.
Dość, mamo! Mam urlop na cały miesiąc! wykrzyknąłem.
Mama uśmiechnęła się:
No to dziękuj Bogu, że odpoczniesz i będziesz z synem.
Położyłam się z Andrzejem. Nie mogłam zasnąć, patrząc w księżycowy blask na rosnącego chłopca, aż w końcu zasnęłam. Rano obudził mnie zapach pieczonych ciastek. Andrzej już nie było. Rozciągnęłam się, i jakby nagle przybiegł syn.
Babcia upiekła tyle pierogów! Cały garnek!
Po śniadaniu poprosiłam mamę:
Co mam robić?
A ty już odpoczęłaś?
Ja dopiero się rozkręciłam, a już kolejna praca.
Chodź na ogród. Kapusta rozrosła się, ogórki trzeba wypienić, nie mam czasu!
Na trzecim rzęsie zrozumiałam, że praca. Praca w ogródku daje mi satysfakcję. Spojrzałam na czyste, odchwaszczone łodygi i uśmiechnęłam się.
Po raz pierwszy widzę, żeby ktoś tak radośnie przycinał grudki!
Zobaczyłam Eugeniusza, sąsiada z dzieciństwa.
Jerzy! Skąd jesteś?
Szefował mi się na szyję, gdy wszedł z podwórka.
Wpadłem po klucz do taty, a mówią, że Jagoda przyjechała. Nie mogłem po prostu odejść.
Jerzy był moim sąsiadem. Gdy miałem dziesięć lat, naturalnie się w nim zakochałem. Chodziłem za nim wszędzie. Był wtedy piętnastoletni, ale to mnie nie odrzucało. Dawał mi cukierki, troszczył się. Po wojsku wrócił, a ja już byłam dziewczyną. Zawstydził się i wyjechał do miasta, gdzie wziął żonę, i od dziesięciu laty nie widzieliśmy się.
Dlaczego tu jesteś? zapytałam.
Nie uwierzysz, przyszedłem do mamy. Rozwiódł się miesiąc temu.
Serio? Ale to nie moja sprawa.
Wieczorem Jerzy z mamą zaprosili nas na kolację. Smażyliśmy kiełbaski, rozmawialiśmy o wszystkim. I tak było mi tak dobrze, że nie chciało się już niczego tłumaczyć. Życie po prostu toczy się dalej.
Po dwóch tygodniach mama usiadła przy mnie.
Jagodo, córeczko, co myślisz? Czy wrócisz?
Nie wiem, mamo. Jak mam żyć? Mam pracę, a mieszkania nie mam.
Może coś wynajmiesz? Albo zostaniesz. Znajdziemy ci pracę. A Jerzy Widzisz, jak na ciebie patrzy?
Mamo, co on widzi? To tylko echo dzieciństwa.
Nie wiem Jerzy jest porządnym facetem, ma pracę w mieczu.
Patrzyłam na mamę zdziwiona.
Mamo, naprawdę chcesz mnie tak połączyć?
Mama się zawstydziła.
Co w tym złego? Widzę, że będzie wam dobrze razem.
Rozbawiłam się. Mama wie, co robi.
Jerzy wyjechał na tydzień do pracy. Czułam się jak w przedszkolu, szczerze mówiąc. Michał dzwonił i pisał, najpierw upokarzał mnie za brak wdzięczności, że wyciągnął mnie z wsi, a potem groził, że wypowie mnie i syna z mieszkania. Zaskoczyło mnie, że po tylu latach wciąż nie ma pomysłu, jak mnie wypisać. Potem zadzwoniła teściowa, mówiąc, że pod presją Niewiasty ja wszystko wróci na mnie, jeśli nie wrócę natychmiast.
Ostatnie dni ucichły. To było dziwnie spokojnie, ale dobrze. Wieczorem przyjechał Jerzy, przyjaciółmi przywiózł Andrzeja w wielkim samochodzie i ponownie zaprosił nas do domu. Mama spojrzała na mnie z wyraźnym zadowoleniem, a ja odczułam radość, że Jerzy jest w pobliżu.
Kiedy grill się smażył, podjechał samochód. Z niego wyskoczyła młoda kobieta i podbiegła do Jerzego.
Kochany, ile jeszcze się ukrywasz? Dość już. Jedźmy do miasta.
Oksano, po co tu wpadłaś?
Zrozumiałam, że to żona Jerzego, dawna, nieistotna teraz, ale wyraźnie niepotrzebna. Kobieta wzięła Andrzeja za rękę, szliśmy w stronę domu, kiedy podjechało taksówkowe. Z taksówki wysiedli Michał i jego matka.
Spójrzcie na nią! Błąka się po podwórku, a jej mąż? Nic nie jest jej potrzebne.
Po co przyjechali?
Jagoda zacisnęła usta. Dopiero teraz odczułam, jak bardzo mnie drażnią.
Odpoczynek? Szybko wracaj do domu! Mężczyźnie trzeba pracować, a ona się głupio wygłupuje!
A co, mąż wziął pracę?
Teściowa się zdenerwowała, lecz Michał zaczął tłumaczyć:
Wiesz, że piszę książkę! To nie jest praca na fabryce.
Michał od dawna chciałam ci powiedzieć, że jesteś zwykłym nieudacznikiem, nie potrafisz zapewnić rodzinie nic oprócz słów. Nie będę z tobą. Zabiorę wszystko, co kupiłam w ostatnich dziesięciu latach!
Wyszłam przed drzwi i zobaczyłam Jerzego, uśmiechniętego.
Wieczór. Dobra odpowiedź.
Widzieliśmy, jak Oksana podeszła do Michała i matki, rozmawiając gestami.
W wiosce nie została. Po tym, jak ja i Jerzy się pobraliśmy, pojechaliśmy do miasta, do nowego męża. Naciskał, żebym zmieniła pracę, bo nie chciał, żebym pracowała w fabryce. Teraz siedzę w biurze i przeglądam papiery. Początkowo wstydziło mnie niskie wynagrodzenie, ale Jerzy był szczery:
Twoja pensja to twoja pensja. Na szpilki i guziki. A rodzinę ma zapewnić mąż.
Michał także nie był sam. Poślubił Oksanę. Teraz jego matka musi utrzymywać dwóch leniwych na swoim karku. Słyszałem, że w końcu przekonałem go, by poszedł do fabryki.
W sumie wszystko, co się dzieje, ma swój sens. Gdzieś coś się psuje, a gdzieś coś się rodzi.



