Kiedy dwóch pijaków napadło na moją matkę, mój mąż zamiast pomóc po prostu uciekł. Co za tchórz!

Kiedy dwóch pijaków napadło na moją matkę, mój mąż zamiast pomóc po prostu uciekł

Z Marcinem jestem w związku od 3 lat, ale dopiero rok jesteśmy po ślubie. Marcin ma 32 lata i jest wysportowanym mężczyzną, zdecydowanie nie można określić go jako drobnego mężczyznę. Przez całe życie ćwiczy, uprawia sporty walki – w tym karate oraz boks. Wydawać by się mogło, że jest kimś, kto może poradzić sobie w trudnej sytuacji, jednak to tylko pozory.

Rok temu doszło do napaści na moją matkę przez dwóch pijaczków. Akurat odprowadzaliśmy ją do samochodu i byliśmy świadkami tej całej okropnej sytuacji. Gdy tylko zauważyłam tych mężczyzn, wiedziałam, że są agresywni i ruszają na moją matkę. Machali rękami i – mimo bycia pod wpływem alkoholu – zbliżali się do niej dosyć szybko. Krzyczeli, że chcą pieniędzy na wino. Wiedziałam, że trzeba jej pomóc, ale gdy tylko na chwilę odwróciłam wzrok, zobaczyłam, że mojego męża nie ma obok. Po prostu się ulotnił w jednym momencie – ot, uciekł sobie, aby nie musieć brać w tym udziału.

Starsza siostra namawia, aby pozwać matkę i brata o należny nam spadek. Ja jednak nie mam sumienia tego zrobić

Pijani mężczyźni byli natarczywi, a ja, pozostawszy sama, nie miałam innego wyboru jak poradzić sobie sama i próbowałam uratować mamę przed ich agresją. Nie ustępowali, dlatego dałam im na odczepne 10 zł i w końcu sobie poszli. Dobrze, że to skończyło się w taki sposób, a nie inny, bo przecież mogli okazać się dużo gorsi i jeszcze zrobić nad krzywdę. Ta sytuacja wywołała we mnie jednak mnóstwo myśli. Nie wiedziałam, dlaczego mąż nie zareagował, ale pomyślałam, że zdarzyło się tak przez przypadek. Nie analizowałam tego dłużej aż do zeszłej środy, kiedy mąż przyszedł do domu po pracy z podbitym okiem i bez telefonu. Byłam przerażona i nie wiedziałam, co się stało. Myślałam, że może jakaś grupa mężczyzn napadła go i groziła nożem, więc nie mógł obronić. Prawda jednak okazało się inna i wyciągnęłam z niego informację o tym, że jakiś młodzik pogroził mu pięścią i zażądał telefonu oraz pieniędzy, a on nie chcąc mieć kłopotów zrobił to, czego od niego chciał.

Bardzo mnie rozczarował. Nie sądziłam, że jest takim tchórzem. Jak ja mam przy nim czuć sie bezpieczna, skoro on nawet z jednym młodym chłopakiem nie jest w stanie sobie poradzić? A co jeśli kiedyś mnie ktoś zaatakuje, to co – pewnie ucieknie i nie stanie w mojej obronie? Czy tak zachowuje się prawdziwy facet? Jeszcze taki, który tyle lat trenuje? Jak dla mnie to jakaś paranoja i uważam, że Marcin to zwykły tchórz. Czy ktoś taki ma szansę się jeszcze zmienić? Wątpię.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × cztery =

Kiedy dwóch pijaków napadło na moją matkę, mój mąż zamiast pomóc po prostu uciekł. Co za tchórz!