Kiedy byłeś w delegacji

Martynka, już jestem w domu, przywitaj mnie!

Konrad?! A co ty tak wcześnie? Miałeś wrócić dopiero za trzy dni…

Kobieta, pewnie koło trzydziestki, wyjrzała na przedpokój, pospiesznie wiążąc pasek jedwabnego szlafroka, i zmieszana popatrzyła na stojącego w drzwiach męża.

Chciałem ci zrobić niespodziankę, Martyno. Widzę, że się udało! A może nie jesteś zadowolona? wysoki, postawny mężczyzna uśmiechał się szeroko, jakby właśnie zdobył szczyt.

Bardzo, bardzo się cieszę! Idź od razu do kuchni, podgrzeję ci coś do jedzenia…

Konrad, nad wyraz szczęśliwy z siebie, skinął żonie głową i ruszył do kuchni. A tam, niespodzianka: bogato zastawiony stół truskawki, czekolada, obiad dopiero co wyciągnięty z piekarnika. Jakby ktoś specjalnie przygotował dla niego.

No, Martyna, zaszalałaś… Domyśliłaś się, że wrócę? Ty to masz szósty zmysł!

Nałożywszy sobie sporo jedzenia, Konrad zabrał się do pałaszowania. Żona nie pokazywała się długo, ale pomyślał, że może wkłada sukienkę dla męża, żeby mu się podobać. Stara się…

Konrad, ja… My…

Martyna, ale ci wyszła ta pieczeń! A sałatka i naleśniki… mniam! Paweł?!

W tym momencie odwrócił się i zobaczył Martynę, która szła, trzymając pod rękę jego rodzonego brata, Pawła. Kobieta patrzyła w podłogę z poczuciem winy, a Paweł, w szortach i koszulce, przecierał oczy, jakby dopiero co się obudził.

Tak, Konrad. Cześć, bracie…

Cześć. No to wytłumaczcie mi może, co tu się dzieje? Chociaż chyba już nie trzeba…

Konrad, ja… Od dawna chciałam ci powiedzieć. Kocham twojego brata Pawła i chcę być tylko z nim. Przepraszam… Martyna wyrzuciła z siebie jednym tchem, zerkając spod brwi na męża, który już w tej chwili był raczej byłym.

Na te słowa Konradowi wypadł z rąk talerz. Naczynie z resztkami jedzenia potoczyło się z brzękiem po podłodze.

I, rozumiem… przed chwilą…

Tak. Przed momentem byliśmy razem.

No świetnie, po prostu świetnie, Martyna! I ty też, Pawle, gratulacje! Moi kochani! Ahaa, już wiem, po co ta cała kolacja… I dla kogo.

Martyna dalej nie patrzyła na męża. Czuła, że jedno jego spojrzenie i cała jej odwaga uleci jak powietrze z balona.

A Hania? Co z córką? Wie coś?

Nie, ona… nie wie.

A gdzie jest teraz?

U sąsiadki, ogląda kreskówki.

Często ją tak do sąsiadki odstawiasz?

Od pół roku już…

Konradowi skończyły się pytania. I emocje też. Był zmęczony podróżą i nie miał najmniejszej ochoty na kłótnię. Nigdy zresztą nie potrafił długo się wściekać, był raczej zrównoważony. Chociaż, jak ktoś go naprawdę wyprowadził z równowagi, to lepiej było zejść mu z drogi, jak to się mówi ale to wyjątkowe sytuacje. Tym razem czuł dezorientację większą niż złość. Zbiło go to z tropu na moment.

Macie dziesięć minut, żeby was tu nie było. Czas leci powiedział, sięgając po herbatę. Na brata nawet nie spojrzał.

Co jej się w Pawle podoba? Wygląda jak ja, nawet pieprzyk w tym samym miejscu… Do roboty nieprzyzwyczajony, rozumu mu nie przybywa… Straci na nim, a jej wybór! myślał, popijając herbatę.

Nigdzie nie wyjdę, dopóki nie dostanę zgody nagle postawił się Paweł.

Jakiej zgody?

Na rozwód… Puść Martynę, nie kocha cię.

Widzę przecież, kogo kocha… prychnął Konrad. Chcecie rozwodu? Proszę bardzo, ale przez sąd! Popatrzę, jak wyłożycie kasę na prawników…

Konrad… Martyna chwyciła go za nadgarstek. Proszę cię, załatwmy to spokojnie. Zawsze byłeś dobrym człowiekiem…

Konrad pokręcił głową.

Nie będziesz już dla mnie bratem, Paweł Wiktorowiczu.

Chcieliśmy cię jeszcze o coś poprosić.

No?

Zostaw nam mieszkanie po rozwodzie, Konrad! Martyna ozdobiła twarz czarującym uśmiechem, głaszcząc go po dłoni. Hania tak się przywiązała do tego miejsca, w szkole ma mnóstwo koleżanek… Jak podzielimy mieszkanie, na nowe nas nie stać, musimy wracać na wieś…

Konrad podpierał brodę na złączonych rękach, zamyślony. Martyna widząc to, zaczęła jeszcze bardziej prosić:

Konradku, złotko… Zrób córce prezent. Ty przecież sobie poradzisz, znów zarobisz, przy twojej pensji! Proszę cię, Konradku, masz jedną córkę! Przecież dla niej się staram…

Wystarczy, Martyna uciął mąż. Mam lepszy pomysł.

Jaki? aż się ucieszyła Martyna. Może samochód też nam zostawisz? Hania by się ucieszyła…

Hania będzie mieszkała ze mną.

Co?! Martyna nie wierzyła własnym uszom. Chyba cię pogięło?! Przecież nie nadajesz się do dzieci! Ciągle w delegacjach… Ona nawet nie pamięta, jak masz na imię.

To zaraz sprawdzimy uciął i poszedł w stronę drzwi.

Po kilku minutach wrócił, trzymając za rękę córkę dziewczynka, dziesięcioletnia, właśnie skończyła trzecią klasę. Uśmiechała się szeroko i tuliła się do ojca.

Po co ją przyprowadziłeś? Żeby wciągnąć ją w awanturę?! rzuciła złośliwie Martyna.

Konrad nie odpowiedział. Usiadł przy stole, posadził Hanię na kolana i zaczął rozmowę:

Haniu, córeczko, mogę ci zadać parę pytań?

Jasne! dziewczynka rozpromieniła się na myśl o uwadze taty.

Obiecaj, że będziesz odpowiadać szczerze! Bo będę rozmawiał z tobą tak poważnie, jak z dorosłymi.

Jak z tymi panami z twojej pracy?

Właśnie tak.

Hania przytaknęła, aż z wrażenia otworzyła usta.

Powiedz, mama cię bije? Czy w tym tygodniu cię uderzyła?

Dziewczynka się speszyła, uciekła wzrokiem na bok i zaczęła nerwowo bawić się fałdką sukienki.

Zwariowałeś?! krzyknęła Martyna. Zostaw ją w spokoju!

Cisza, Martyna. Rozmawiam z córką Konrad objął Hanię ramieniem. Nie bój się, Haniu. Pamiętasz, co obiecałaś?

Dziewczynka kiwnęła głową, oczy jej się zaszkliły, objęła ojca za szyję i wyszeptała prawie bezgłośnie:

Tak, uderzyła mnie trzy razy! Raz za trójkę, potem za rozlane mleko… A trzeci za to, że nakrzyczałam na wujka Pawła. Całowali się, kiedy byłeś na delegacji…

Już dobrze, nie płacz skarbie przytulił ją Konrad. Jestem z tobą. Mama już cię nie skrzywdzi.

Kłamie! zaczęła się bronić Martyna. Nawet jej nie dotknęłam…

Chcesz mieszkanie i auto dla dobra córki? zapytał Konrad z przekąsem. Haniu, odpowiesz mi jeszcze na jedno pytanie?

Dobrze…

Córciu, gdybyś mogła wybrać, z kim chcesz mieszkać: ze mną czy z mamą, kogo wybierasz?

Hania zamilkła, patrzyła raz na ojca, raz na matkę. Martyna próbowała przyciągnąć córkę do siebie, nawet wyciągnęła ręce.

Obiecasz, że już nie wyjedziesz na długo?

Obiecuję! odpowiedział Konrad bez namysłu.

To chcę mieszkać z tobą, tato.

Ty smarkulo! wrzasnęła Martyna, zamachując się na dziecko, ale Konrad mocno ją objął i zasłonił swoim ciałem. Paweł milczał i nawet nie miał odwagi się wtrącić.

No i pogadaliśmy, Martyna. Więcej jej nie zobaczysz powiedział spokojnie Konrad, biorąc córkę do pokoju.

Po kilku minutach pomógł jej się spakować. Dobrze, że jego własna torba z delegacji była już gotowa. Konrad z Hanią pojechali do hotelu na drugim końcu Krakowa, który często brał przy okazji pracy.

…Po dwóch miesiącach odbyła się rozprawa. Sąd, biorąc pod uwagę brak stabilnych dochodów Martyny i jej nowego partnera, brak mieszkania i warunków do wychowywania dziecka, postanowił, że Hania zostaje z ojcem. Tym bardziej, że córka sama wyraźnie tego chciała.

Konrad podzielił mieszkanie zgodnie z planem, swoją część sprzedał. Hania mogła widywać się z matką w weekendy, ale na stałe zamieszkała z ojcem w ich nowym mieszkaniu. Konrad przestawił cały swój grafik, żeby mieć czas dla córki. Już nigdy nie zniknął na trzy miesiące w delegacji… A Hania zaczęła się w końcu uśmiechać naprawdę i to było cenniejsze niż wszystkie złotówki i sukcesy w pracy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

7 + 7 =

Kiedy byłeś w delegacji