Kiedy byłam w pracy, zadzwonił do mnie telefon, że córka jest w szpitalu

Mamo, nie wiem, my z Miłoszem nie planowaliśmy dziecka, chcieliśmy się pobrać, ale kiedy dorośniemy… Dopiero teraz Marysia wszystko zrozumiała. To było dawno temu, na początku lat 90-tych, kiedy nie rozmawiało się o tych sprawach, tak wcześnie jak teraz. Efektem tej edukacji była historia Tosi i Miłosza.

Ojciec Tosi zmarł, gdy była ona jeszcze bardzo młoda. Marysia była pogrążona w smutku i przez długi czas wychowywała dziewczynkę w samotności, było to dla niej trudne. Jednak trzy lata później, koleżanka przedstawiła ją swojemu koledze z fabryki. Wiktor był poważnym chłopakiem ze wsi, ale posiadał też przeszłość, miał syna. Miłosz był tylko dwa lata starszy od Tosi. Poprzednia żona Wiktora, nadużywała alkoholu, więc kiedy dochodziło między nimi do wielu kłótni, mężczyzna postanowił się rozstać, zabrał syna i przeniósł się do miasta.

– Marysia, to jest dobry człowiek, który pracy się nie boi, nie pije, nie pali i kocha swoje dzieci, pomyśl o tym! Zasługujesz na szczęście. – Tak powiedziała Marysi jej przyjaciółka, kiedy zastanawiała się, czy powinna wyjść za Wiktora.

Mężczyzna naprawdę chciał stworzyć prawdziwą, stabilną rodzinę, bardzo lubił Marysię, a ich dzieci dobrze się ze sobą dogadywały. Wzięli ślub i razem zamieszkali. Marysia i Wiktor żyli bardzo dobrze, ale nie na długo. Po kilku miesiącach, mężczyzna zmarł w wypadku, a potem chcieli zabrać jego syna Miłosza do domu dziecka. Marysia pozbierała się, przestała płakać i złożyła wniosek o przyznanie opieki. Nie chciała, aby zabrali dziecko do sierocińca, więc zaczęła wychowywać dwójkę dzieci. Córka i syn dorastali posłusznie, ucząc się dobrze. Teraz Miłosz skończył już ósmą klasę, poszedł do technikum, a jego siostra dalej sie uczy w młodszej klasie.

Pewnego razu, Marysia będąc w pracy, otrzymała telefon i została wezwana do szkoły: „Tosia źle sie poczuła, szybko do Pani dzwonimy, dziewczynka została zabrana do szpitala.” Zaniepokojona matka wyszła z pracy i poleciała do córki. Tam spotkała lekarza, który przekazał jej pewną wiadomość… Nie było powodu, by zostawała w szpitalu, więc wypisano ją do domu. Marysia nie wiedziała, jak się zachować i co robić.

– Miłosz, czy nie wiesz, że taki związek między dziewczyną a chłopakiem, może doprowadzić do powstania dzieci?

– Ciociu Marysiu, oczywiście słyszałem, ale nie myślałam, że tak od razu. My po prostu raz … przypadkowo … oboje po prostu bardzo się kochamy i chcemy się kiedyś pobrać.

– Jak to przypadek? Dziecko będzie prawdziwe!!! Tosia sama jest jeszcze dzieckiem! Co będzie z niej za matka? Marysia zalewała się łzami, współczuła własnej córce. Nie przygotowała na to swojej córki, nie uczyła jej, nie kontrolowała jej. Marysia była zła na siebie, że tego nie dopilnowała.

Było już za późno, aby cokolwiek zrobić. Kobieta zasugerowała, żeby oddali w opiekę jej dziecko, żeby oni sami, mogli dalej się uczyć. Tosia i Miłosz, kategorycznie odmówili, chcąc wziąć na siebie odpowiedzialność. Marysia musiała pokonać wiele przeszkód, aby uzyskać zgodę na zarejestrowanie tak wczesnego małżeństwa. Kilka miesięcy później, na świecie pojawiła się ich córka. Miłosz zasugerował, by nadać jej imię Angelika, a Tosia i jej matka nie miały nic przeciwko. Przez pierwsze trzy lata, było im wszystkim ciężko. Marysia pracowała nocami, a w ciągu dnia siedziała z wnuczką, aby młodzi rodzice mogli się uczyć, lecz pieniędzy wciąż było za mało. Miłosz wykazał się przedsiębiorczością, wynajdując różne prace w niepełnym wymiarze godzin: rozładunek, wyładunek i tak dalej, przynosił do domu jakieś pieniądze na podstawowe rzeczy. Jakoś dożyli do tego momentu, że młody ojciec ukończył technikum i dostał dobrą pracę,  wtedy było łatwiej. W tym samym czasie, Angelika poszła do przedszkola, a babcia Marysia zaczęła, jak wszyscy ludzie, pracować w dzień, a spać w nocy. Żyli więc przez te wszystkie lata w miłości, a ich córka została dobrze wychowana i została lekarzem. A matka Marysia, nie może przestać być chwalona za to, że w tamtym czasie wierzyła w ich miłość.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − 8 =

Kiedy byłam w pracy, zadzwonił do mnie telefon, że córka jest w szpitalu