Restauracja, do której zaprosił mnie na drugie spotkanie Janusz, pamiętam jak dziś, była wręcz zanurzona w pozornym przepychu: przyciemnione światła, kelnerzy, którzy niemal niewidoczni przesuwali się pomiędzy stolikami, jak cienie. Janusz, ubrany w świetnie skrojony garnitur, eksponujący drogi zegarek i noszący na twarzy tę lekko ironiczną minę człowieka przekonanego o własnym znaczeniu, świetnie pasował do tej atmosfery.
Zamawiaj, co tylko chcesz rzucił niedbale, nawet nie spoglądając na menu. Nie znoszę, kiedy kobieta w czymkolwiek się ogranicza.
Brzmiało to jak cytat z bajki o hojnym królewiczu, ale coś nie dawało mi spokoju. Może wina leżała w jego spojrzeniu, oceniającym, albo w tym, jak zbyt chętnie opowiadał o dawnych partnerkach, które jak twierdził widziały w nim tylko portfel.
Wybrałam sałatkę z kaczki i kieliszek rieslinga. Janusz poszedł na całość stek, tatar i cała butelka wykwintnego, polskiego czerwonego wina. Narzekał na płytkość ludzi, rozważał wartości i duchowe pokrewieństwo, opowiadał o interesach. Słuchałam, kiwałam głową, choć czułam się dziwnie jakbym trafiła nie na randkę, lecz na egzamin, gdzie zaraz padnie podchwytliwe pytanie.
Teatr jednego aktora
Gdy kelner położył na stole czarną skórzaną teczkę z rachunkiem, Janusz nie przerwał rozważań o kryzysie moralności. Powoli sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do drugiej, potem obszukał spodnie. Na twarzy pojawił się wyraz zakłopotania, pewność siebie zniknęła została tylko pokazowa dezorientacja.
Cholera… westchnął, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel w biurze albo w drugim aucie.
Rozłożył ręce, udając bezradność, ale nie było w nim strachu. Nie poprosił kelnera o chwilę, nie zajął się przelewem przez telefon. Tylko patrzył na mnie.
No cóż, niezręczna sytuacja stwierdził, opierając się o oparcie krzesła. Może poratujesz? Zapłać teraz, oddam później. Albo przy następnym spotkaniu postawię kolację z odsetkami.
W tej chwili stało się jasne: to nie było przypadkowe zapomnienie, lecz świadomie zaplanowany test ten sam, o którym pół godziny wcześniej tak swobodnie rozprawiał.
Słyszałam o takich historiach czytałam na forach, widziałam w kiepskich serialach, ale nie przypuszczałam, że spotka mnie to osobiście, w wykonaniu dorosłego, poważnego faceta.
Jego logika była aż komicznie prosta: jeśli kobieta bez sprzeciwu płaci za dwoje, to znaczy, że jest w porządku, wygodna, gotowa pomagać i dźwigać. Jeśli odmówi to znaczy, że jest materialistką, poluje na pieniądze. W tym momencie siedział już przede mną nie biznesmen, lecz zakompleksiony manipulator, który postanowił pobawić się w sprawdzanie.
Był pewny, że ma wygraną w kieszeni. W jego świecie perspektywa bycia z takim atrakcyjnym kandydatem miała sprawić, że sięgnę po kartę płatniczą bez słowa.
Zimna kalkulacja
Spokojnie, jak najwolniej otworzyłam torebkę. Janusz wyraźnie się rozluźnił był przekonany, że jego plan się powiódł.
Oczywiście, żaden problem powiedziałam łagodnie i przywołałam kelnera.
Podzielcie rachunek, proszę odezwałam się z przekonaniem. Ja opłacam swoje. A za stek, wino i deser niech zapłaci dżentelmen.
Z jego twarzy zniknął uśmiech.
Jak to? syknął, pochylając się w moją stronę. Przecież nie mam portfela.
Rozumiem kiwnęłam, przykładając telefon do terminala. Ale ledwie się znamy. Opłacić swoje to zupełnie normalne. A kolacja dla mężczyzny, który zaprosił mnie do drogiej restauracji i zamówił najdroższe dania? Wybacz, to nie moja odpowiedzialność. Jesteś dorosły, znajdziesz rozwiązanie.
Kelner zamarł, patrząc raz na mnie, raz na niego. Janusz zaczął się rumienić, a jego elegancja odpadała warstwa po warstwie, odsłaniając zwykłą szorstkość.
Naprawdę? syknął. Przez kilka złotych? Powiedziałem, że oddam. Chciałem cię tylko sprawdzić.
No i sprawdziłeś powiedziałam, wstając od stołu. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.
Już szłam do wyjścia, ale poczułam, że finał jeszcze nie nadszedł. Został z rachunkiem, rozdrażniony i zagubiony, bez portfela.
Wróciłam do stołu, wyciągnęłam z portmonetki kilka zgniecionych banknotów i garść drobnych tych, które zwykle leżą na dnie torebki.
Ach tak dodałam. Jeśli portfel w drugim aucie, to pewnie i na taksówkę nie masz?
Położyłam pieniądze przy jego kieliszku z drogim winem.
To dla ciebie na metro. Nie martw się, dojedziesz do domu. Uznać to możesz za mój wkład w twoje badania duszy kobiety.
Kilka osób z sąsiednich stolików zerknęło w naszą stronę. Janusz wyglądał, jakby dostał w twarz.
Wyszłam na ulicę.
Ten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i kieliszek wina niewielka cena za to, by odpowiednio wcześnie zobaczyć człowieka takim, jaki jest, i zaoszczędzić sobie lata życia. Mam nadzieję, że wyciągnął wnioski, choć tacy ludzie raczej się nie zmieniają.
A wy, jak byście się zachowali na moim miejscu ratowalibyście zapominalskiego kawalera czy postawilibyście na stanowczą, ale uczciwą postawę?


