Kawaler-biznesmen pojawił się w polskiej restauracji bez portfela, żeby sprawdzić, czy jestem materialistką. Nie straciłam rezonu… Oto moje zaskakujące rozwiązanie tej sytuacji…

Wiesz co, muszę Ci opowiedzieć o mojej ostatniej randce z Krzysztofem tym biznesmenem, który zaprosił mnie do jednej z tych restauracji w Warszawie, czujesz klimat? Wyszukane wnętrza, półmrok, kelnerzy przemieszczają się cicho jak duchy totalna elegancja, wszystko glamour.

Krzysztof od razu wpasował się w tę atmosferę świetnie skrojony garnitur, zegarek, o którym można napisać osobne opowiadanie, i ten charakterystyczny uśmiech faceta, którego zawsze wszędzie traktują jak centrum wszechświata.

Zamawiaj, co tylko chcesz rzucił luźno, nawet nie spoglądając w menu. Nie znoszę, kiedy kobieta się ogranicza.

Niby fajnie zabrzmiało, jak tekst z romantycznej powieści o hojnym księciu, ale coś mnie zaczęło uwierać. Wiesz, jego wzrok taki oceniający, a do tego opowieści o byłych dziewczynach, które podobno widziały w nim tylko portfel.

Więc zamówiłam sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Krzysiek poszedł na całość: stek, tatar, butelka drogiego czerwonego wina, nie szczędził sobie. Rozmawiał o interesach, narzekał na płytkość ludzi, analizował wartości i mówił o tym, jak ważna jest duchowa bliskość. Słuchałam, kiwając głową, ale czułam się jak na egzaminie w każdej chwili mogłam dostać podchwytliwe pytanie.

I przychodzi moment kelner kładzie elegancki rachunek na stole, a Krzysztof nie przerywa wywodu o upadku moralności. Sięga leniwie do kieszeni marynarki, potem do drugiej, klepie po spodniach I nagle zmieniony wyraz twarzy pewność siebie zamienia się w pokazową dezorientację.

Kurczę… mówi patrząc mi prosto w oczy chyba zostawiłem portfel w biurze albo w drugim samochodzie.

Rozłożył ręce, pokazując bezradność, ale zero stresu w oczach. Nie prosi kelnera o zaczekanie, nie szuka sposobu na szybki przelew po prostu patrzy na mnie.

No i mamy głupią sytuację kontynuuje, wygodnie odchylając się na krześle. Może wyratujesz? Zapłacisz teraz, potem Ci oddam. A na następnej randce postawię z odsetkami.

Wtedy już jasne jak słońce: to nie przypadek, to nie zapominalstwo. Facet właśnie przeprowadza test, o którym zresztą mówił przez pół godziny.

Pamiętam, jak czytałam o takich akcjach na polskich forach, widziałam w serialach, ale nigdy nie myślałam, że spotka mnie to w realu i to ze strony dorosłego, pewnego siebie faceta.

Jego logika była banalna: jeśli kobieta bez słowa płaci za oboje jest dobra, wygodna, gotowa ratować i ciągnąć. Jeśli odmówi to znaczy, że jest materialistką i leci na kasę. W tej chwili siedział już przede mną nie biznesmen, tylko zakompleksiony manipulator testujący mnie jak uczennicę.

Był przekonany, że wygrał w jego świecie kobieta powinna bez słowa wyciągnąć kartę i opłacić rachunek.

No to… spokojnie otwieram torebkę. Widzę, że Krzysztof się rozluźnia już myśli, że wygrał.

Oczywiście, bez problemu mówię miękko i wołam kelnera.

Podzielcie rachunek, proszę wypowiadam wyraźnie płacę za siebie. A stek, wino i deser niech opłaci dżentelmen.

Na jego twarzy znika uśmiech.

Jak to? syczy, nachylając się do mnie. Przecież nie mam portfela.

Rozumiem potakuję, przykładając telefon do terminala. Ale ledwo się znamy. Zapłacić za siebie to normalne. A kolacja faceta, który zaprosił mnie do najbardziej wypasionej restauracji i zamówił najdroższe dania sorry, nie mój obowiązek. Jesteś dorosły, znajdziesz wyjście.

Kelner zamarł, trochę speszony patrzy raz na mnie, raz na niego. Krzysztof zaczyna się czerwienić, warstwa po warstwie spada jego lśniący sznyt, odsłaniając zwykłą grubiańskość.

Naprawdę? syczy przez jakąś kasę? Mówiłem, że oddam. Chciałem Cię tylko sprawdzić.

No i sprawdziłeś mówię, wstając od stołu. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.

Już wychodziłam, ale czułam, że coś jeszcze trzeba dodać. On został przy stole, z nieopłaconym rachunkiem, wkurzony i zdezorientowany bez portfela.

Wróciłam, wyciągnęłam z portmonetki kilka zmiętych banknotów i garść drobnych tych, co zwykle leżą na dnie torebki.

A skoro portfel w drugim samochodzie, to na taksówkę też nie masz, prawda?

Położyłam pieniądze obok jego kieliszka.

Masz na bilet do metra. Spokojnie, dojedziesz. Uznajmy, że to moja inwestycja w Twoje badania kobiecej duszy.

Kilka osób przy sąsiednich stolikach się obejrzało. Krzysztof wyglądał, jakby właśnie dostał w twarz.

Wyszłam na ulicę.

Ta kolacja kosztowała mnie jedynie sałatkę i kieliszek wina naprawdę niewielka cena za to, że dzięki temu zobaczyłam kim jest ten człowiek i oszczędziłam sobie lata życia. Mam nadzieję, że wyciągnął jakieś wnioski, choć tacy zwykle się nie zmieniają.

A powiedz, Ty co byś zrobiła na moim miejscu? Ratowałabyś zapominalskiego kawalera czy postawiła byś się twardo, ale uczciwie?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery + 9 =

Kawaler-biznesmen pojawił się w polskiej restauracji bez portfela, żeby sprawdzić, czy jestem materialistką. Nie straciłam rezonu… Oto moje zaskakujące rozwiązanie tej sytuacji…