Katarzyna od dwóch godzin czekała w kolejce do znachorki babci Zofii. To była jej ostatnia szansa.

Joanna już drugą godzinę siedziała w kolejce do baby Zofii. Ta znachorka była ostatnią szansą dla młodej kobiety. Od kilku lat Joasia próbowała zajść w ciążę, ale z niewyjaśnionych przyczyn nic z tego nie wychodziło.

Nie wiem, co pani powiedzieć Wyniki badań są idealne, żadnych patologii nie ma rozłożyła ręce lekarka.

Ale przecież musi być jakieś wytłumaczenie! Skoro jestem zdrowa, dlaczego nie mogę mieć dziecka? pytała zdesperowana dziewczyna.

Nie wiem. Medycyna tu nie pomoże. Może spróbuj pójść do kościoła? szepnęła lekarz.

Joanna i Krzysztof byli małżeństwem od pięciu lat. Mieli wszystko: stabilną sytuację finansową, własne mieszkanie, miłość i zrozumienie. Brakowało tylko jednego dziecięcego śmiechu w przestronnym, eleganckim domu.

Joasia od dawna podejrzewała, że ktoś rzucił na nich klątwę, a słowa ginekologa tylko utwierdziły ją w przekonaniu.

Kościół to dobrze, ale w twoim przypadku pomoże tylko znachorka! poradziła przyjaciółka, podsuwając jej adres. Jedź, nie ma co się zastanawiać. Im szybciej, tym lepiej!

W końcu nadeszła jej kolej. Nieśmiało przekroczyła próg niskiej chatki. Ujrzała przed sobą drobną, sympatyczną staruszkę w białej chuście i kwiecistej sukience. Uśmiechnęła się wcześniej wyobrażała sobie, że znachorka będzie przerażająca, najlepiej z kłami i czarnym kotem na ramieniu.

Witaj, córeczko! Siadaj tu, przy ikonie powiedziała babcia Zosia łagodnym głosem.

Wie pani, mam taki problem Joanna nie wytrzymała i rozpłakała się.

Wszystko wiem, moja droga. I pomogę, jak tylko potrafię odparła spokojnie.

Joasia posłusznie usiadła na miękkim krześle obok dużej ikony Matki Boskiej. Staruszka zaczęła odmawiać modlitwę i wodzić świecą wokół niej. Cały rytuał trwał około dwudziestu minut. Potem babcia Zofia usiadła naprzeciwko Joanny, biorąc ją za rękę.

Nie będziesz mogła urodzić. Trzeba odkupić klątwę, która ciąży na tobie od dzieciństwa oznajmiła.

Jaką klątwę? Kto miałby mnie przeklinać? Nikomu nigdy nie zrobiłam nic złego

Ty nie, ale twoja matka wzięła na siebie ciężki grzech, a ty za niego płacisz wyjaśniła znachorka.

To niesprawiedliwe! Mojej matki już dawno nie ma, dlaczego ja mam cierpieć za jej winy? oburzyła się Joanna.

Takie są prawa wszechświata. Jesteśmy wobec nich bezsilni

Pomoże mi pani? zapytała z nadzieją.

Nie. Tu jestem bezradna. Gdybyś miała uroki czy zły wzrok, ale to nie. Pokręciła głową. Musisz dowiedzieć się, przed kim zawiniła twoja matka, i spróbować odpokutować jej winę. I najważniejsze módl się szczerze, nie tylko za siebie, ale i za swoich wrogów.

Dziękuję szepnęła Joanna.

Wsiadła do samochodu i zadzwoniła do męża.

Krzysiek? Dziś mnie nie będzie. Muszę pilnie pojechać do cioci. Potem, kochanie. Wszystko potem.

Zapaliła silnik i ruszyła na wieś.

Joasiu! Czemu bez zapowiedzi? Byłabym przygotowała wędliny! ucieszyła się ciocia Wanda.

Nie przyjechałam w gości przerwała jej Joasia. Musisz mi powiedzieć prawdę. Co moja matka zrobiła? Za co ja teraz płacę? Jakie grzechy?!

Skąd ci to przyszło do głowy? zdziwiła się ciocia.

Joanna opowiedziała o wizycie u znachorki, powtarzając każde słowo.

Kto by pomyślał Dobrze, słuchaj

Wanda wyjaśniła, że jej matka, Halina, była najpiękniejszą dziewczyną we wsi. Wielu się o nią starało, ale pokochała żonatego mężczyznę. Bez skrupułów zabrała Stanisława z jego rodziny. Porzucona żona, Maria, została sama z niemowlęciem.

Nieszczęśliwa kobieta tak bardzo przeżyła odejście męża, że przyszła do Haliny i, klęcząc, błagała o jego oddanie. Dumna piękność wyśmiała ją i wyrzuciła.

Zanim odeszła, Maria w desperacji rzuciła straszną klątwę na Halinę i jej nienarodzone dzieci

I co było dalej? zapytała przerażona Joasia.

Twoja matka wyszła za Stanisława, potem urodziłaś się ty. Ale, jak wiesz, nie dane im było długo żyć. Odeszli jeden po drugim. Jakby to była jakaś klątwa. A teraz ty nie możesz mieć dziecka ciocia załamała ręce i zaczęła zawodzić.

Powiedz, ta Maria czy nadal mieszka we wsi? Chcę ją przeprosić za winy mojej matki.

U Marii też nie wszystko dobrze Po jakimś czasie zwariowała. Najpierw była cicha, potem zaczęła atakować ludzi. W końcu zamknięto ją w szpitalu psychiatrycznym, a syna, Leszka, oddano do domu dziecka.

Leszek jest już dorosły? Jest trochę starszy ode mnie. Wychodzi na to, że to mój przyrodni brat? domyśliła się Joanna.

Tak. Tylko jego życie też nie układa się dobrze westchnęła ciocia. Po wyjściu z domu dziecka zaczął pić i awanturować się. Aż w końcu zgubił się zimą w lesie. Znaleźli go następnego dnia, ale nogi Nie dało się uratować. Teraz jeździ na wózku.

O rany Więc moja matka nie tylko zabrała ojca z rodziny, ale też zniszczyła życie niewinnych ludzi.

Niestety tak! potwierdziła Wanda.

Ciociu, zabierz mnie do Leszka. Muszę go zobaczyć powiedziała stanowczo.

Oszalałaś? On ciągle pije! Nie wiadomo, co mu w głowie siedzi. Wracaj do domu! Nie ma po co tam iść!

Nie. Jeśli nie ty, to ktoś inny mi powie, gdzie go szukać odparła Joasia, wstając.

No dobrze! Twoja wola! Ale potem nie mów, że cię nie ostrzegałam! warknęła Wanda, narzucając sweter.

Kobiety szły śnieżną ścieżką do domu Leszka. Gdy weszły na podwórko, Joasia zrozumiała, że trudno nazwać to domem raczej rozpadającą się ruderą. Drewniany płot leżał w gruzach, a w oknie świeciła się tylko lampa naftowa. Nieśmiało zapukała w szybę.

Nie zamknięte! usłyszała ochrypły głos.

Joasiu, jeśli coś, jestem tu. Krzycz!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × jeden =

Katarzyna od dwóch godzin czekała w kolejce do znachorki babci Zofii. To była jej ostatnia szansa.