Kasia już od dwóch godzin siedziała w kolejce do baby Marianny. Ta zielarka była ostatnią nadzieją dla młodej kobiety. Od kilku lat Kasia bezskutecznie próbowała zajść w ciążę. Nie wiem, co pani powiedzieć Wszystkie wyniki są w normie, nie widzę żadnych nieprawidłowości rozłożyła ręce lekarz. Ale przecież musi być jakieś wyjaśnienie. Skoro jestem zdrowa, dlaczego nie mogę urodzić? pytała zrozpaczona dziewczyna. Nie wiem. Medycyna tu nie pomoże. Może spróbuj pójść do kościoła cicho odpowiedziała lekarka.
Kasia i Marek byli małżeństwem od pięciu lat. Mieli wszystko, czego potrzeba: stabilność finansową, własne mieszkanie, miłość i zrozumienie. Brakowało tylko jednego śmiechu dzieci w przestronnym domu.
Kasia od dawna podejrzewała, że padli ofiarą klątwy, a po wizycie u ginekologa była tego pewna. Kościół to dobrze, ale w twoim przypadku pomoże tylko znachorka! poradziła przyjaciółka, podając adres. Jedź tam, nie ma co zwlekać!
W końcu przyszła jej kolej. Nieśmiało przekroczyła próg niskiej chatki. Ujrzała przed sobą drobną, sympatyczną staruszkę w białej chustce i kwiecistej sukience. Kasia nigdy wcześniej nie odwiedzała takich osób, więc wyobrażała sobie, że znachorka będzie straszna przynajmniej z kłami i czarnym kotem na ramieniu.
Witaj, córeczko! Usiądź tu, przy ikonie powiedziała łagodnym głosem.
Wie pani, mam taki problem Kasia nie wytrzymała i rozpłakała się.
Wszystko wiem, kochanie. Pomogę, jak tylko potrafię odparła spokojnie baba Marianna.
Kasia posłusznie usiadła na miękkim krześle obok dużej ikony Matki Bożej. Staruszka zaczęła odmawiać modlitwę i wodzić wokół niej świecą. Cały rytuał trwał około dwudziestu minut. Potem baba Marianna usiadła naprzeciwko Kasi, biorąc ją za rękę.
Nie urodzisz, dopóki nie odkupisz klątwy, która ciąży na tobie od dzieciństwa powiedziała spokojnie.
Jaka klątwa? Kto mógłby mnie przekląć? Nigdy nikomu nie zrobiłam nic złego
Ty nie, ale twoja matka popełniła ciężki grzech, a ty za niego płacisz wyjaśniła znachorka.
To niesprawiedliwe! Mojej matki już nie ma, dlaczego ja mam cierpieć za jej winy?
Takie są prawa tego świata My jesteśmy wobec nich bezsilni.
Pomoże mi pani? zapytała z nadzieją Kasia.
Nie. Tu jestem bezradna. Gdyby to było zwykłe uroki, ale to nie. pokręciła głową. Musisz dowiedzieć się, przed kim zawiniła twoja matka, i spróbować wynagrodzić jej winę. I najważniejsze módl się szczerze, nie tylko za siebie, ale i za swoich wrogów.
Kasia wsiadła do samochodu i zadzwoniła do męża.
Marek? Dziś mnie nie będzie. Muszę pilnie pojechać do ciotki. Potem, kochanie. Wszystko potem.
Ruszyła w drogę do wsi.
Kasiu! Czemu bez zapowiedzi? Zatopiłabym wannę! ucieszyła się ciotka Bronisława.
Jestem w ważnej sprawie przerwała jej Kasia. Musisz mi powiedzieć prawdę. Co zrobiła moja matka? Za co ja teraz płacę? Jakie grzechy?
Skąd ci to przyszło do głowy? zdziwiła się ciotka.
Kasia opowiedziała o wizycie u znachorki, powtarzając całą rozmowę.
Kto by pomyślał Dobrze, słuchaj
Bronisława wyjawiła, że jej siostra, Zofia, była najpiękniejszą dziewczyną we wsi. Wielu zalecało się do niej, ale zakochała się w żonatym mężczyźnie. Bez skrupułów zabrała Stanisława z rodzinnego domu. Porzucona żona, Helena, została sama z niemowlęciem.
Biedna kobieta bardzo przeżyła odejście męża. W końcu przyszła do Zofii i, klęcząc, błagała, by oddała jej męża. Dumna piękność wyśmiała ją i wyrzuciła. Zanim odeszła, Helena w rozpaczy rzuciła straszną klątwę na Zofię i jej jeszcze nienarodzone dzieci
I co było dalej? szepnęła przerażona Kasia.
Twoja matka wyszła za Stanisława, potem urodziłaś się ty. Ale, jak wiesz, nie żyli długo. Odeszli jeden po drugim. Jak jakieś przekleństwo A teraz ty nie możesz urodzić ciotka załamała ręce.
Powiedz, ta Helena czy nadal mieszka we wsi? Chcę przeprosić za grzechy matki.
U Heleny też nie wszystko dobrze Z czasem oszalała. Najpierw była spokojna, potem zaczęła atakować ludzi. Musieli ją zamknąć w szpitalu psychiatrycznym, a syna, Leszka, oddali do domu dziecka.
Leszek to już dorosły mężczyzna? Jest tylko kilka lat starszy ode mnie. Więc to mój przyrodni brat?
Tak. Tylko jego życie też się nie ułożyło westchnęła ciocia. Po opuszczeniu domu dziecka wrócił do wsi. Zaczął pić i awanturować się. Potem zgubił się zimą w lesie. Znaleźli go następnego dnia, uratowali, ale nogi nie dało się już odratować. Teraz jeździ na wózku.
Więc to tak Moja matka nie tylko zabrała ojca, ale i zniszczyła życie niewinnych ludzi.
Niestety tak.
Ciociu, zaprowadź mnie do niego. Muszę go zobaczyć.
Oszalałaś? On ciągle pije! Nie wiadomo, co mu strzeli do głowy. Wracaj do domu!
Nie. Jeśli nie ty, to ktoś inny mi powie, gdzie go znaleźć.
Dobrze! Ale sama sobie winna! warknęła Bronisława, narzucając kurtkę.
Kobiety szły przez zasypaną śniegiem ścieżkę. Gdy weszły na podwórko, Kasia zrozumiała, że trudno nazwać to domem. Drewniany płot leżał w gruzach, w oknie widać było tylko światło lampy naftowej. Zapukała niepewnie.
Nie zamknięte! usłyszała chrapliwy głos.
Kasia, jak coś, to ja tu jestem! szepnęła ciotka.
Kasia weszła do środka. Zapach taniego tytoniu i wina uderzył ją w nozdrza. Wszędzie leżały pety i puste butelki. Przy stole, na wózku, siedział mężczyzna w nieokreślonym wieku. Na stole, zwinięty w kłębek, spał śnieżnobiały kot jedyna jasna plama w tej ruderze.
Kot śpi na stole powiedziała niepe



