Katarzyna już od dwóch godzin czekała w kolejce do szeptuchy babci Janiny. Ta zielarka była ostatnią nadzieją młodej kobiety. Od kilku lat Kasia bezskutecznie próbuje donosić ciążę, lecz z nieznanych powodów wciąż jej się to nie udaje.

Magdalena już od dwóch godzin siedziała w kolejce do Pani Jadwigi. Ta szeptucha była dla młodej kobiety ostatnią deską ratunku. Od kilku lat Magda starała się o dziecko, lecz z niewyjaśnionych powodów nie udawało jej się donosić ciąży.

Nawet nie wiem, co mam pani powiedzieć Wyniki są wzorowe, żadnych nieprawidłowości rozłożyła ręce lekarka.
Ale przecież musi być jakieś wytłumaczenie. Skoro jestem całkowicie zdrowa, to dlaczego nie mogę urodzić dziecka? pytała Magda, sfrustrowana.
Nie wiem Tu medycyna jest bezsilna. Może powinna pani pójść do kościoła wyszeptała lekarka.

***
Magdalena i Przemek byli małżeństwem od pięciu lat. Młodej rodzinie niczego nie brakowało: mieli własne mieszkanie na warszawskim Wilanowie, dobrą pracę, miłość i porozumienie. Jedynie co, w ich przestronnym domu brakowało dziecięcego śmiechu.

Już wcześniej kobieta podejrzewała, że ciąży nad nimi jakieś fatum, a słowa ginekolożki jeszcze bardziej ją w tym utwierdziły.
Kościół to dobrze, ale w twoim przypadku pomoże tylko szeptucha! doradziła przyjaciółka, zapisując adres. Jedź od razu, nie ma co zwlekać. Im szybciej, tym lepiej!

W końcu nadeszła kolej Magdy. Z duszą na ramieniu przekroczyła próg niskiego, wiejskiego domku. Spodziewała się groźnej kobiety z czarnym kotem na ramieniu, a ujrzała sympatyczną starszą panią w białej chuście i kolorowej sukni, uśmiechającą się przyjaźnie.

Witaj, córeczko! Usiądź tu, przy ikonie Matki Boskiej powiedziała łagodnym głosem.

Mam poważny problem Magda rozpłakała się.

Wszystko wiem, kochanie. Pomogę, czym będę mogła uspokoiła ją pani Jadwiga.

Magda usiadła na miękkim krześle przy dużej ikonie Matki Boskiej Częstochowskiej. Staruszka zaczęła czytać modlitwę i krążyć wokół Magdy ze świecą. Cały rytuał trwał może dwadzieścia minut. Potem usiadła naprzeciw Magdy, ujęła jej dłoń i spokojnie powiedziała:
Nie urodzisz, dopóki nie zostanie zdjęta klątwa, która ciąży na tobie od dziecka.
Jaka klątwa? Kto i po co miałby mnie przeklinać? Nikomu nigdy nie zrobiłam nic złego
Ty nie, ale twoja matka popełniła ciężki grzech i to ty za to teraz płacisz wytłumaczyła szeptucha.
To niesprawiedliwe! Mamy już nie ma, a ja mam płacić za jej grzechy? krzyknęła Magda.
Tak działa świat, córeczko. Tego prawa nie zmienisz
Czy pani mi pomoże? spytała Magda z nadzieją.
Nie mogę. Gdyby to był urok albo złe oko, dałabym radę. Ale to musisz dowiedzieć się komu twoja matka zawiniła i spróbować odkupić jej winy. I pamiętaj, modlitwę ofiaruj za wszystkich: bliskich i tych, którzy cię skrzywdzili.
Dziękuję szepnęła Magda.

Magdalena wsiadła do samochodu i wykręciła numer męża.

Przemo? Nie będzie mnie dziś w domu. Muszę pilnie pojechać do cioci. Potem wszystko opowiem, kochany.

Nastawiła samochód i ruszyła do rodzinnej wsi.

Magduś! Czemuś nie zadzwoniła, zrobiłabym obiad, może saunę rozgrzała ucieszyła się ciocia Aniela.
Ciociu, ja w sprawie mamy. Musisz powiedzieć mi prawdę. Co takiego zrobiła? Za jakie grzechy muszę pokutować?
Skąd te pomysły? zaskoczyła się ciocia.
Magda opowiedziała o spotkaniu z szeptuchą, przybliżyła całą rozmowę.

Kto by pomyślał No dobra, słuchaj
Aniela wyjawiła, że mama Magdy, Bernadeta, była najpiękniejszą dziewczyną we wsi. Ubiegali się o nią najlepsi kawalerowie, lecz ona pokochała żonatego. Bez skrupułów rozbiła rodzinę pana Jana, rozkochując go w sobie. Jego żona, Maria, została sama z niemowlęciem.

Maria długo nie mogła się pogodzić ze stratą męża. Po kilku miesiącach przyszła do Bernadety, klęcząc błagała, by oddała jej męża. Bernadeta, dumna i bezwzględna, wyśmiała ją i wygoniła.

Zrozpaczona Maria w akcie rozpaczy rzuciła klątwę na Bernadetę i jej jeszcze nienarodzone dzieci.

A co dalej? zapytała drżącym głosem Magda.
Mama wyszła za Jana, lecz długo razem nie pożyli. Ty się urodziłaś, a potem jedno po drugim zmarli. Prawdziwy dramat. Chyba klątwa Maria zadziałała. Teraz ty nie możesz zajść w ciążę Aniela westchnęła, ocierając łzy.

Maria nadal tu mieszka? Chciałabym ją przeprosić za błędy mamy.
Z Marią nie najlepiej Niedługo po wszystkim zaczęła chorować na umyśle. Początkowo była cicha, spokojna, ale potem rzuciła się na sąsiada, ludzie ledwo ją odciągnęli. Od tamtej pory trafiła do szpitala psychiatrycznego, a jej syn, Witek, do domu dziecka.
Witek chyba jest ode mnie starszy o kilka lat? To mój brat przyrodni? domyśliła się Magda.
Tak. Ale jego życie też się nie ułożyło. Po domu dziecka wrócił do wsi, zaczął pić i rozrabiać. Potem zimą zabłądził w lesie, ledwo go znaleźli żywego, ale nóg już nie dało się uratować. Jeździ teraz na wózku.
Więc mama nie tylko zabrała ojca, ale i zniszczyła życie niewinnych ludzi
Niestety
Ciociu, zaprowadź mnie do brata. Muszę go zobaczyć.
Ty chyba zwariowałaś! Ciągle pije! Nie wiadomo, co mu przyjdzie do głowy! broniła się Aniela.
Jeśli nie ty, to ludzie podpowiedzą, gdzie mieszka Witek upierała się Magda, zakładając kurtkę.
No dobrze, jak chcesz! Ale licz się z konsekwencjami burknęła ciocia, zbierając się do wyjścia.

Szły zasypaną śniegiem dróżką. Dom Witka był w opłakanym stanie. Drewniany płot przewrócony, sypiąca się chałupa, w oknie tylko blask lampy na naftę. Magdalena niepewnie zapukała w szybę.

Otwórz! odezwał się ochrypły głos.
Magda, jestem niedaleko. Jakby co, wołaj! szepnęła ciocia.
Kobieta skinęła głową i weszła do środka. Uderzył ją smród wódki i papierosów. Stosy niedopałków, puste butelki. Za stołem, w wózku, siedział mężczyzna o nieokreślonym wieku. Na stole leżała zwinięta w kłębek biała kotka jedyny jasny punkt w tym ponurym domu.

Kot śpi panu na stole zaczęła Magda, nie wiedząc jak zagaić rozmowę.

Nie twój interes! Śnieżka to pani na włościach! odpowiedział Witek bełkotliwie. Mętnie spojrzał na Magdę. Po co przyszłaś? Jak z opieki, to się odczep! Ja do żadnego domu nie pójdę!
Nie. Przyszłam z innego powodu. Jestem Magdalena, twoja siostra wyrzuciła z siebie.

No patrzcie ją! Siostrzyczka się odnalazła! zadrwił Witek. Czego chcesz, spadku? Chałupa należy do mojej matki!
Witek, przyszłam, by prosić o wybaczenie. Chcę ci pomóc
Mężczyzna zaśmiał się gorzko, bólu i gorycz błysnęły mu w oczach. Im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej widziała w nim ojca.

Masz stówkę? zakrzyczał nagle.
Magda otworzyła portfel i położyła pięćset złotych na stole.
Dziękuję! Przebaczyłem ci, możesz iść. Jak będziesz chciała przeprosić jeszcze raz zapraszam! parsknął śmiechem.
Może lekarz? Albo leki? nie wiedziała, co powiedzieć.
Wystarczy! Wynoś się, chcę spać!

Magda opuściła dom, łzy napływały jej do oczu. Spodziewała się wszystkiego, ale nie aż takiej tragedii.

I co? Porozmawiałaś? dobiegła ją ciotka.
Tak
Przebaczył ci?
Tak. Dzięki za wszystko, ciociu. Jadę do domu.
Zostań do rana, już późno
Muszę wracać do miasta skłamała.

Potrzebowała samotności. Zbyt dużo się dowiedziała. Przez cały tydzień była przygaszona. Myśli o Witku nie dawały jej spokoju przecież to jej brat, ostatni członek rodziny. W końcu Magda postanowiła pójść do kościoła. Po mszy szczerze się modliła za wrogów, jak radziła jej szeptucha.

Ciężko pani na duszy? zapytał proboszcz.
Magda zorientowała się, że została sama w świątyni.
Przepraszam, już wychodzę wyszeptała.
Może warto się wyspowiadać? Lżej się zrobi na sercu?
Magda wybuchnęła płaczem i wyznała księdzu wszystko, co ją dręczyło.
Cóż mogę powiedzieć? zamyślił się ksiądz. Niepotrzebnie jeździłaś do szeptuchy. Ona się myliła: dzieci nie płacą za grzechy rodziców. Ale jedno mówiła dobrze warto się modlić, za bliskich i za tych, którzy skrzywdzili.
Co mam zrobić z bratem? Chciałabym mu pomóc, zabrać do siebie, ale boję się, że mąż nie zrozumie.
Kieruj się sercem i sumieniem.

Następnego dnia znów była już u drzwi Witka. Tym razem była pewna swego.

Czego chcesz? Dasz kasę? mruknął.
Nie. Spakuj się, zabieram cię ze sobą. Nie przyjmuję sprzeciwu! Jesteś moim bratem, nie mogę patrzeć jak się staczasz! Jeśli nie potrzebujesz mnie, to ja ciebie potrzebuję. Innych bliskich nie mam
Dokąd? nie ukrywał zdziwienia.
Najpierw do szpitala, potem do mnie. Dom mamy duży, ogród jeszcze większy. Wszystkim się pomieścimy.
Witek nie wiedział, co powiedzieć. Z jednej strony miał dość dotychczasowego życia, z drugiej nic nie wiedział o siostrze.
Dogadajmy się, jeśli się nie spodoba, odwożę cię z powrotem, słowo!
Jedno zastrzeżenie! rzucił poważnie. Śnieżka jedzie ze mną!
Zgoda! Od dawna marzyłam o kocie! uśmiechnęła się Magda.
***
Minęły trzy miesiące. Witek całkiem odżył w nowym domu. Okazał się ciepłym i pogodnym człowiekiem. Zaczął interesować się komputerami i postanowił zostać programistą.

Witek, jutro przywiozą protezy z Niemiec. Za kilka miesięcy staniesz na nogi poklepał go po ramieniu Przemek.
Dziękuję! Nigdy bym nie pomyślał, że jeszcze będę chodził ze łzami w oczach powiedział Witek.
To nie moja zasługa, to wszystko Magda. Cieszy się, że odnalazła brata dodał Przemek.

Pół roku później Przemek z Witkiem stali pod oknami szpitala na Karowej. Szczęśliwa Magda pokazywała przez okno mężowi i bratu śpiące noworodki bliźnięta.

Zaraz będzie u nas wesoło! roześmiał się Przemek.
Co, wujku, gotów do roli stróża maluchów?
Zawsze gotów! zaśmiał się Witek. Damy radę!

Dziś wiem, że nie należy bać się mierzyć z trudnymi tajemnicami rodziny. Prawdziwą siłę daje wybaczenie i sobie, i innym. Dobrze mieć rodzinę, nawet jeśli długo się o niej nie wiedziało. Pomoc i miłość potrafią uczynić cuda przekonałem się o tym w swoim życiu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − 6 =

Katarzyna już od dwóch godzin czekała w kolejce do szeptuchy babci Janiny. Ta zielarka była ostatnią nadzieją młodej kobiety. Od kilku lat Kasia bezskutecznie próbuje donosić ciążę, lecz z nieznanych powodów wciąż jej się to nie udaje.